Osobne dzieło. Linkin Park i historia powstania albumu A Thousand Suns
Amerykańska formacja weszła na rynek z drzwiami i futryną za sprawą płyty Hybrid Theory z 2000 roku. Na całym świecie wybuchło szaleństwo związane z Linkin Park. Grupa idealnie wstrzeliła się ze swoją twórczością w okres rządów nu metalu. Kolejnym krążkiem, Meteora (2003), umocniła tylko swoją pozycję. Na trzecim albumie nastąpiło natomiast odejście od korzeni. Wzrok został skierowany w kierunku z napisem "rock". Członkowie LP ograniczyli charakterystyczne dla pierwszych płyt połączenie rapu, ciężkich gitar i krzyku, a skupili się jeszcze mocniej na emocjach oraz melodii. Zespół w przyszłości nie zamierzał stać w miejscu. Ale mało kto się spodziewał jeszcze większych eksperymentów na czwartym studyjnym wydawnictwie.
–To nie będzie "Hybrid Theory" ani "Minutes to Midnight". Jeśli zrobimy to dobrze, płyta będzie miała nowatorskie, bezkompromisowe brzmienie, które zdefiniuje ją jako całkowicie osobne dzieło, różniące się od wszystkiego innego na rynku – powiedział Mike Shinoda, gitarzysta i wokalista Linkin Park, w wywiadzie dla magazynu Billboard w maju 2009. Wówczas zespół był już w trakcie tworzenia następcy MtM. Ekipa zamknęła się w NRG Recording Studios w North Hollywood w listopadzie 2008. Muzycy po raz drugi zaprosili do współpracy legendarnego Ricka Rubina (w działaniach producenckich wspomagał go Shinoda). To właśnie on nakłaniał ich do porzucenia utartych schematów i zachęcał do nieustannego kombinowania. –Mogli dalej tworzyć taką samą muzykę, która przyniosła im przecież ogromny sukces, ale... myślę, że byłoby to bardzo krótkoterminowe – dodał Rubin w rozmowie na łamach wspomnianego wcześniej amerykańskiego periodyku.
Mnóstwo frajdy
Na nic jednak nie zdałyby się dobre rady producenta, gdyby nie otwarte głowy Linkinów. –Od samego początku mieliśmy kreatywne i ambitne nastawienie, że zrobimy coś naprawdę artystycznego oraz satysfakcjonującego. Wszyscy byliśmy w to w pełni zaangażowani. Nikt nie trzymał się kurczowo żadnych wyobrażeń o tym, jakie to "powinno" czy "musi" być. Praca nad tą płytą dała mnóstwo frajdy – wyjaśnił gitarzysta Brad Delson dla Music Radar. A wokalista Chester Bennington, w rozmowie z dziennikarzem Rolling Stone’a, uzupełniał: –Tym razem zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma znaczenia, jak brzmią piosenki. Jeśli nam się to podoba i pochodzi od nas, to jest to Linkin Park.
Muzycy zatem nie zamierzali się w jakikolwiek sposób ograniczać pod kątem gatunkowym. Frontman zespołu później wspominał, że zaczęli oni traktować A Thousand Suns jako ścieżkę dźwiękową do filmu, który jeszcze nie powstał. Proces rejestracji materiału znacząco różnił się od poprzednich sesji nagraniowych. Tradycyjne instrumenty rockowe często bowiem lądowały w kącie. Zamiast przesterowanych gitar, zespół postawił na syntezatory czy niekonwencjonalne perkusjonalia. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów prac było wspólne odsłuchiwanie kolejnych wersji utworów. –Spotykaliśmy się raz w tygodniu albo nawet kilka razy – czasem z Rickiem, czasem bez niego – i słuchaliśmy tych piosenek, a potem dzieliliśmy się uwagami. To był całkowicie otwarty proces. Na szczęście, przy tym albumie dotarliśmy do miejsca, w którym nikt nie traktował swoich pomysłów jak czegoś nietykalnego – powiedział Delson.
Odmienne opinie
Nagrywanie albumu A Thousand Suns przeciągało się trochę w czasie. Dobiegło ono końca oficjalnie dopiero w sierpniu 2010. –Sesje stały się stresujące pod sam koniec, ponieważ próbowaliśmy już domknąć płytę i zobowiązaliśmy się do konkretnego terminu wydania. Kiedy ten zaczął się nieuchronnie zbliżać, zdaliśmy sobie sprawę: "Oho, mamy realny deadline" – wspominał, po latach, Shinoda w trakcie transmisji live na Twitchu, która miała miejsce w lipcu 2020.
Czwarty krążek Linkin Park ostatecznie wylądował na półkach sklepowych 8 września 2010. Zadebiutował na pierwszym miejscu na amerykańskiej liście przebojów (w pierwszym tygodniu w USA rozeszło się 241 tys. egzemplarzy). Reakcje na A Thousand Suns były wysoce spolaryzowane. Dziennikarze podzielili się w swojej ocenie. –Tym razem jest tak, że albo całość uwielbiają i dają pięć gwiazdek, albo tak nienawidzą tej płyty, że... gdyby tylko mogli, rzuciliby nią w nas. Uważam, że to jest genialne – powiedział Bennington dla Billboardu.
Album uderzał brakiem łatwo wpadających w ucho singli i swoją nietypową, ciągłą strukturą. Nic dziwnego, że zdezorientowani byli także fani. –Wiedzieliśmy, że ta płyta podzieli ludzi. Pamiętam, że w tygodniu premiery słyszeliśmy skrajnie odmienne opinie. Jedni mówili, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiliśmy, inni twierdzili, że zniszczyliśmy zespół. Ale z perspektywy czasu jestem z niej najbardziej dumny. "A Thousand Suns" to był moment, w którym Linkin Park udowodnił, że jest czymś więcej niż tylko zespołem jednego gatunku – podsumował Mike Shinoda w rozmowie z portalem Vulture kilka lat temu. To najlepsza puenta z możliwych.
Jakie ciekawostki skrywa album A Thousand Suns? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.