Limp Bizkit zagrali w Krakowie. To była energia, która musiała porwać wszystkich [RELACJA]

2026-06-04 2:03

Nie będzie wielką przesadą, jeśli napiszę, że w środowy, czerwcowy wieczór muzycy Limp Bizkit roznieśli krakowską Tauron Arenę. Byłem na wielu koncertach w swoim życiu, ale naprawdę nie pamiętam, żebym kiedyś uczestniczył w aż tak energetycznym wydarzeniu.

Limp Bizkit

i

Autor: Limp Bizkit/ Materiały prasowe

Limp Bizkit zagrali w Tauron Arenie w Krakowie. W secie klasyki, a na telebimie memy

Amerykańska formacja, dowodzona przez wokalistę Freda Dursta, największe triumfy święciła na przełomie wieków. Czyli w momencie, w którym nu metal cieszył się ogromną popularnością na całym świecie. Wówczas grupa Limp Bizkit do Polski nie przyjechała. Musieliśmy na nią poczekać aż do 2009 roku. Później ekipa zaczęła nas odwiedzać dość regularnie. Przerwa nastąpiła dopiero po 2016. Między występem na festiwalu Capitol of Rock we Wrocławiu, a samodzielnym koncertem w Łodzi minęło prawie dziewięć lat. Teraz polscy fani nie zostali wystawieni na taką długą próbę. Ledwie 14 miesięcy z małym okładem. Przez ten okres panowie z LB nie wydali nowego albumu, choć zaprezentowali premierowy utwór Making Love to Morgan Wallen. W obozie zespołu doszło jednak do tragedii. W październiku 2025 zmarł bowiem basista Sam Rivers

Najważniejsze światowe zespoły nu metalowe. Oto ranking grup, które odmieniły oblicze współczesnego rocka i metalu

Wiele osób zastanawiało się, czy po tym strasznym wydarzeniu, formacja będzie kontynuowała działalność. Muzycy szybko ucięli wszelkie spekulacje i w ubiegłym roku zagrali jeszcze kilka koncertów (Riversa zastąpił na scenie Richie Buxton). Natomiast 3 czerwca 2026, w Krakowie, rozpoczęli oni tegoroczną odsłonę trasę.  

Od jakiegoś czasu wiadomo, że Limp Bizkit pracują nad następcą Still Sucks z 2021. Kiedy się on ukaże? Tego wciąż nie wiadomo. W Tauron Arenie również nic nowego nie usłyszeliśmy. Szkoda, bo wspomniany Making Love... brzmi jak klasyk wyciągnięty z albumu Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water. Oczywiście, ten krążek był najsilniej reprezentowany w setliście. Sześć kawałków, a mogłoby być, rzecz jasna, więcej. Mowa w końcu o wydawnictwie bez wad. Przy My Generation publiczność po raz pierwszy dała z siebie naprawdę wszystko. Z kolei Rollin' (Air Raid Vehicle) sprawił, że również na trybunach zrobiło się skocznie. Z nowszych rzeczy pojawiły się Gold Cobra czy Dad Vibes. Poza tym muzycy Limp Bizkit postawili absolutnie na same pewniaki. Dla mnie, jako pierwszaka na koncercie grupy, taki obrót spraw mógł tylko cieszyć.

Uśmiech z mojej twarzy nie schodził przez cały koncert. Przed wejściem do krakowskiej hali nie miałem jakiś wygórowanych oczekiwań. Po występie, trwającym niecałe półtorej godziny, powtarzałem tylko jedno słowo: bomba. Na płycie zabawa musiała być przednia, ale na trybunach – na szczęście – nie było drętwo. Zresztą, przy takiej muzyce szanse na to były bliskie zera. Grupa zadbała o to, aby każdy mógł się zaangażować. Na telebimie wyświetlano teksty wszystkich zagranych kompozycji. Nikt nie mógł usprawiedliwiać się, że nie zna słów. W trakcie koncertu można było się także trochę pośmiać. A to wszystko za sprawą memów z udziałem Eltona Johna, Metalliki czy Toma Cruise’a, które zespół zaprezentował nam na dużym ekranie.

Czerwcowy wieczór z pewnością do końca życia będzie pamiętać dwójka chłopaków, która dołączyła do LB przy okazji utworu Full Nelson. Fred Durst z kolei nie zapomni "gwiazd" podczas Behind Blue Eyes, coveru The Who, który został zadedykowany zmarłemu basiście. Wokalista miał w tym przypadku na myśli latarki w telefonach, dzięki którym publiczność rozświetliła Tauron Arenę. Z "cudzesów" nie zabrakło także Faith od George’a Michaela (frontman Limp Bizkit powiedział zresztą, że bardzo mu go brakuje).

Wspomniałem już o tym, że miałem okazję podziwiać koncert zespołu z pozycji trybun. Dzięki temu mogłem obserwować, jak publiczność intensywnie skakała przed sceną. Break Stuff? Czyste szaleństwo (i to razy dwa, bo tym numerem zamknęli, po krótkiej przerwie, oficjalnie set). Nookie? To samo. Hot Dog? W notatkach mam zapisane, że płyta w hali "falowała". Na papierze mogłoby się wydawać, że występ Limp Bizkit był za krótki. Nic bardziej mylnego. Jeśli mamy do czynienia z taką energią, 90-minutowa dawka jest doprawdy idealna.

Wszystkie osoby, które myślą, że czas Freda Dursta i spółki minął, są w błędzie. Być może w przyszłości nie nagrają już niczego, co można byłoby zestawić z Significant Other czy Chocolate Starfish..., ale na żywo wciąż są świetni. Udowodnili to, bez dwóch zdań, w Krakowie!   

Setlista: Out of Style; Bring It Back; My Generation; Show Me What You Got; Break Stuff; My Way; Rollin' (Air Raid Vehicle); Re-Arranged; Gold Cobra; Take a Look Around; Behind Blue Eyes; Dad Vibes; Nookie; Full Nelson; Faith; Hot Dog; Break Stuff

Organizatorem koncertu było Live Nation Polska

Poniżej przypominamy natomiast ciekawostki o albumie Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water: