Fred Durst szczerze o mrocznych stronach sukcesu Limp Bizkit. "Czułem się jak cel"
Na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych amerykańska formacja Limp Bizkit po prostu rządziła. Popularność nu metalu sprawiła, że o grupie, dowodzonej przez wokalistę Freda Dursta, usłyszał cały świat. Od twórczości LB nie dało się po prostu uciec. Dziś muzycy zespołu otwarcie przyznają, że na dłuższą metę była to sytuacja dość męcząca.
– Czułem się jak cel, jak wróg publiczny numer jeden. Nie wiedziałem, jak sobie z tym poradzić. Gdziekolwiek poszedłeś, czułeś na sobie wzrok innych. Twoje życie przestało należeć do ciebie. Myślałeś sobie wtedy: "Chrzanić tych wszystkich ludzi" – powiedział Durst w rozmowie z zachodnim Metal Hammerem.
Z kolei gitarzysta Wes Borland dodał: – W ciągu sześciu lat przeszedłem drogę od osoby, która nie wiedziała, kim jest i cieszyła się całkowitą anonimowością, do osoby, która musi przeprowadzić się do Los Angeles, bo pod drzwiami domu na Florydzie koczowało dwadzieścia dzieciaków, które zaglądały mi do okien.
Muzyka Limp Bizkit dosłownie była wszędzie. To stało się również męczące dla innych osób. – Ludzie potrzebowali czasu, by przetrawić to, jak irytująco wszechobecni byliśmy. Kiedy jesteś tak bardzo wyeksponowany, że nikt nie może od ciebie uciec, w końcu wszyscy mają cię dość – podsumował Borland.
Polecany artykuł:
Limp Bizkit ponownie zagra w Polsce
W 2026, po raz kolejny, nasz kraj odwiedzi formacja Limp Bizkit. Muzycy zaprezentują się 3 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie w ramach Impact Festivalu.
– Po kilku latach przerwy na koncertową mapę Polski powraca Impact – kultowe wydarzenie, które przez lata przyciągało tysiące fanów mocnych brzmień. [...] To dopiero początek – kolejne zespoły zostaną ogłoszone wkrótce. Impact przez lata gościł największe gwiazdy światowego rocka i metalu, wśród których znaleźli się m.in. Black Sabbath, Tool, Rammstein czy Slipknot – czytamy w komunikacie organizatora, czyli Live Nation.