Koncerty w ZSRR zmieniły sposób, w jaki Scorpions patrzyli na Wschód
Dla Scorpions występy w Związku Radzieckim pod koniec lat 80. znaczyły więcej niż kolejny zagraniczny przystanek na trasie. Klaus Meine i pozostali muzycy dorastali w RFN, podzielonym Niemcami, w których granica między Wschodem a Zachodem była codziennym przypomnieniem politycznego konfliktu. Zespół wcześniej bezskutecznie próbował zagrać w NRD. Możliwość występu po drugiej stronie żelaznej kurtyny była więc dla nich czymś szczególnym.
Pierwszy pobyt zespołu w Leningradzie daleki był od beztroskiej rockowej przygody. Początkowo atmosfera była napięta, a muzycy wiedzieli, że obserwuje ich KGB. Po serii dziesięciu koncertów dystans między zespołem a miejscową publicznością zaczął jednak znikać. Meine zapamiętał fanów oblegających po koncertach samochody Scorpions. Ten obraz wyraźnie kłócił się z oficjalnym wizerunkiem radzieckiej rzeczywistości.
Najważniejszy impuls pojawił się w sierpniu 1989 roku podczas Moscow Music Peace Festival. Scorpions wystąpili tam 12 i 13 sierpnia, w okresie pierestrojki i głasnosti, obok innych zachodnich artystów, którzy wcześniej nie mogli grać w ZSRR. Meine szczególnie zapamiętał żołnierzy pilnujących stadionu. W pewnym momencie przestali pilnować porządku, zaczęli reagować na muzykę i stali się częścią tłumu. Dla wokalisty był to wyraźny sygnał, że dotychczasowy porządek zaczyna się rozpadać.
Rejs po Moskwie i pierwszy gwizd „Wind of Change”
Po festiwalu muzycy z różnych zespołów popłynęli statkiem rzeką Moskwą do Parku Gorkiego. To konkretne wspomnienie, a nie gotowa polityczna metafora, znalazło później miejsce w tekście „Wind of Change”. Po powrocie do Niemiec, we wrześniu 1989 roku, Klaus Meine zaczął układać piosenkę na małym keyboardzie w swoim studiu w Wedemark niedaleko Hanoweru. Nie pisał manifestu o upadku komunizmu. Chciał uchwycić atmosferę zmian, którą odczuł podczas pobytu w ZSRR.
Wokalista miał w głowie linię melodyczną, ale nie miał pod ręką gitary. Zamiast zagrać początek utworu, po prostu wygwizdał melodię. Tak narodził się motyw, który otwiera nagranie i od pierwszych sekund nadaje mu osobisty charakter. Nie był to efekt dodany później przez producenta, lecz najprostsza postać pierwszego muzycznego pomysłu Meinego.
Gwizd został, choć testowano gitary i keyboard
Podczas pracy nad albumem „Crazy World” zespół sprawdzał inne wersje otwarcia. Producent Keith Olsen i muzycy testowali otwarcie z gitarami, czystą gitarą i keyboardem, ale żadna z wersji nie dawała tego samego efektu. Rudolf Schenker uznał, że po usunięciu gwizdu piosenka traci ważny element, a Olsen doszedł do podobnego wniosku. Matthias Jabs dołożył później gitarowe wprowadzenie inspirowane stylem Jimiego Hendriksa, natomiast Schenker dopracował emocjonalną solówkę finałową.
Przed amerykańską premierą singla przedstawiciel wytwórni proponował jeszcze usunięcie gwizdu, sądząc, że ten motyw nie sprawdzi się w Stanach Zjednoczonych. Meine odmówił, a sukces utworu pokazał, że kilka wygwizdanych nut było dla jego rozpoznawalności równie ważne jak refren. „Wind of Change” znalazł się na albumie „Crazy World”, wydanym 6 listopada 1990 roku, i z czasem stał się jednym z utworów najmocniej kojarzonych z końcem zimnej wojny. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku Meine zmienił podczas koncertów pierwsze słowa utworu. Charakterystyczny gwizd pozostał jednak bez zmian jako przypomnienie pierwotnej idei pokojowej zmiany.