Po pracy schodził do piwnicy i nagrywał. Tak Tom Scholz przygotowywał debiut Boston

2026-10-18 8:29

Zanim Boston sprzedał miliony płyt, Tom Scholz po pracy w Polaroidzie wracał do wynajmowanego domu w okolicach Bostonu. Wieczorami schodził do piwnicy, gdzie zamiast szybkich prób zespołu powstawały kolejne warstwy gitar, wokali i aranżacji. Debiut Boston z 1976 roku był efektem kilku lat pracy po godzinach, prowadzonej na sprzęcie, który Scholz w dużej mierze zbudował sam.

Czarno-białe zdjęcie pięciu muzyków grupy Boston. O kulisach powstawania ich debiutu przeczytasz na EskaRock.
Autor: CC0 1.0

Po pracy w Polaroidzie Tom Scholz urządzał studio w piwnicy

Scholz ukończył inżynierię mechaniczną na MIT, a potem został inżynierem projektowym w firmie Polaroid. Początkowo przeznaczał pensję na wynajem profesjonalnych studiów, ale szybko przekonał się, że rozliczane godzinowo sesje nie pozwalają mu wielokrotnie poprawiać utworów. Chciał sprawdzać różne partie, kasować nietrafione pomysły i układać muzykę bez presji zegara. Dlatego zaczął tworzyć własne zaplecze nagraniowe.

Kupował wycofane z użycia magnetofony i części, z których składał prosty rejestrator do nagrywania dem. Wiedzę o taśmie i elektronice zdobywał również w pracy, rozmawiając z ludźmi z działu technicznego Polaroidu. Z czasem piwniczne studio, znane jako Foxglove Studios, wyposażono najpierw w ośmiościeżkowy, a później 12-ścieżkowy magnetofon.

W relacjach uczestników sesji pojawiają się dwie lokalizacje, Watertown i Waltham. Najpewniej wynika to z kolejnych etapów rozbudowy studia. Barry Goudreau zapamiętał dwa niewykończone pomieszczenia w piwnicy, z perkusją ustawioną w ciasnym pokoju i ścianami obłożonymi wykładziną. Nie było to duże, profesjonalne studio, lecz Scholz traktował tę przestrzeń jak laboratorium dźwięku. Każdy element służył temu, by nagranie brzmiało dokładnie tak, jak słyszał je wcześniej w głowie.

Muzyka rockowa lat 70-tych - zagranica

Tom Scholz budował dema Boston ścieżka po ścieżce

Scholz nie próbował odtwarzać w piwnicy energii klubowego zespołu. Nagrywał jedną partię po drugiej i poprawiał je tak długo, aż aranżacja brzmiała tak, jak chciał. Podczas sesji z inżynierem Steve’em Hulse’em w Natural Sound Studios odkrył, jak potężnie brzmią dwie identycznie zagrane gitary rozłożone skrajnie po lewej i prawej stronie panoramy. Ten zabieg stał się jednym z fundamentów szerokiego, gęstego brzmienia Boston.

Przez około cztery lata wytwórnie odrzucały jego dema, lecz Scholz nie uprościł materiału ani nie wrócił na stałe do grania w klubach. Kolejne zarobki inwestował w sprzęt i rozwijał utwory, wśród nich „Peace of Mind”, „Rock & Roll Band”, „Hitch a Ride” oraz „More Than a Feeling”. Kluczową rolę odegrał też Brad Delp, wokalista śpiewający wysoko i czysto, potrafiący nagrywać wielowarstwowe harmonie wokalne. Intro „More Than a Feeling” nagrano na niedrogiej 12-strunowej gitarze Yamahy należącej do Delpa, z użyciem mikrofonu EV RE16. Dobrze pokazuje to praktyczne podejście Scholza, dla którego liczył się efekt, a nie cena sprzętu.

Po podpisaniu kontraktu Scholz nadal nagrywał w piwnicy

„More Than a Feeling” znalazło się pod koniec pakietu dem, ale właśnie to nagranie skłoniło Rona Alexenburga z Epic Records do rozmowy ze Scholzem o nagraniu całego albumu. Wytwórnia chciała nagrywać w Los Angeles, jednak producent John Boylan szybko zauważył, że charakter materiału wynika z metody i urządzeń Scholza. Ustalili więc współprodukcję, a gdy pozostali muzycy pojechali do Kalifornii, Scholz kończył znaczną część podkładów w Massachusetts. Debiut połączył nagrania z piwnicznego studia Scholza z sesjami w Los Angeles. Nie był zapisem pięciu muzyków grających równocześnie w jednym pomieszczeniu. Album „Boston” ukazał się 25 sierpnia 1976 roku, dotarł do 3. miejsca Billboard 200, a Scholz odszedł z Polaroidu dopiero po sprzedaży miliona egzemplarzy. Album, który odmienił jego życie, zaczął się od wieczorów po pracy i nagrań w piwnicy.