Queens of the Stone Age to zespół zdecydowanie wyróżniający się na współczesnej scenie gitarowej. Sama formacja powstała już w 1996 roku, krótko po rozpadzie zespołu Kyuss, w którym gitarzystą był Josh Homme. Młody muzyk nie miał zamiaru porzucać marzeń o graniu i powołał do życia własną formację, której skład, szczególnie w pierwszych latach, był mocno niestabilny. Debiut QOTSA, zatytułowany po prostu eponimem, ukazał się w 1998 roku, jednak to kolejny krążek, Rated R z 2000 okazał się być dla kapeli przełomem.
Napędzany kultowym kawałkiem The Lost Art of Keeping a Secret album zapewnił zespołowi powszechną rozpoznawalność - a co za tym idzie także obecność na największych światowych scenach muzycznych obok takich formacji, jak The Smashing Pumpkins, Foo Fighters czy w końcu jako jedna z gwiazd kultowego festiwalu Ozzfest.
Już na tym etapie kariery Queens of the Stone Age udowadniali, że są jedną z tych formacji, której koncerty stanowią jedyne w swoim rodzaju, porywające, pełne rockowej energii z najwyższej półki przeżycie. Stało się to możliwe dzięki kilku kluczowym aspektom, które w połączeniu stworzyły prawdziwą mieszankę wybuchową.
Dlaczego Queens of the Stone Age cieszą się statusem koncertowych potęg?
Od samych początków postacią kluczową dla Queens of the Stone Age jest oczywiście Josh Homme. To on stoi na czele formacji, podejmuje kluczowe dotyczące jej decyzje i wprawia w ruch tę wielką muzyczną machinę. Josh cieszy się dziś statusem ikony, legendy i z pewnością nie stałoby się tak, gdyby nie jego sceniczna osobowość.
Muzyk jest prawdziwym scenicznym zwierzęciem. Dla niego występ to nie tylko zwykłe zagranie i zaśpiewanie kolejnych kawałków - to momenty bycia w stałym kontakcie z publicznością, porywania jej do szalonego pogo w rytm dźwięków jego gitary. Homme zagaduje do fanów, bywa, że schodzi do niej ze sceny, a także - niczym Nick Cave - chodzi po jej ramionach. Utrzymywanie tak bliskiej relacji z publicznością już od dawna okazuje się być czymś kluczowym - to jej obecność na koncertach jest najważniejsza i to dzięki niej mogą się one stawać momentami magicznymi, godnymi zapamiętania.
Publiczność nie ma jednak "z czego tkać", jeśli na koncercie nie dzieje się nic ciekawego. Charyzmatyczny, prowadzący tłum lider to jedno, w kontekście Queens of the Stone Age kluczowe są także jeszcze inne elementy.
Muzyczna energia koncertów
Zespół stawia na niezwykle energetyczne, zmieniające się setlisty. W tych oczywiście obowiązkowo pojawiają się te największe przeboje, z Go with the Flow czy No One Knows na czele, nie brak jednak i tych smaczków, perełek, które świetnie znają Ci najwięksi wyjadacze twórczości grupy. Rockowe, hard rockowe, napędzane mocnymi riffami, ale niepozbawione nutki bluesa, psychodelii czy punkowej energii, typowej dla sceny Palm Desert utwory to kluczowe punkty, stojące za sukcesami scenicznej działalności Queens of the Stone Age.
Sceniczna mieszanka wybuchowa
Kompozycje są w stanie wybrzmieć tak dobrze także dzięki chemii, jaka ma miejsce między muzykami formacji. Dziś Queens of the Stone Age tworzą, poza Joshem, Troy Van Leeuwen, Michael Shuman, Dean Fertita oraz najmłodszy stażem (choć w zespole już od 2013 roku) Jon Theodore. Choć na występach każdy z nich skupia się na swojej robocie, grają razem w niesamowitej harmonii, tworząc na scenie prawdziwą mieszankę wybuchową. Zmysłowy, przyciągający uwagę wszystkich Homme, ubrany w garnitur, przeżywający każdy dźwięk Troy, trzymający się z tyłu, ale odpowiadający tak za klawisze, jak i gitarę Dean, całkowicie poddający się magii muzyki Michael i w końcu nadający całemu temu towarzystwu rytm Jon. To oni sprawiają, że dziś Queen of the Stone Age można nazwać jednym z największych koncertowych zespołów świata, który śmiało już zdaje się może pretendować do miana jednego ze stadionowych gigantów.