James Hetfield (Metallica) pomógł liderowi Lamb of God wygrać z nałogiem. "Pewnego dnia nie chciałem już żyć"
Randy Blythe to frontman metalowej formacji Lamb of God, która na rynku działa już od trzech dekad. Ostatnio wokalista udzielił bardzo ciekawego wywiadu. W podcaście Hard Lore opowiedział o tym, jak poradził sobie z uzależnieniem od alkoholu. Blythe jest trzeźwy już od ponad 15 lat. Musiał jednak sięgnąć dna, aby podjąć decyzję o zmianie w swoim życiu. Przyznał otwarcie, że mógł liczyć w tamtym momencie na wsparcie chociażby muzyków Metalliki.
W 2010 muzycy Lamb of God koncertowali po Australii ze starszymi kolegami z branży. Wtedy właśnie uzależnienie Blythe'a osiągnęło punkt kulminacyjny. – Próbowałem wytrzeźwieć od jakiegoś czasu, pieprzyłem się z tym przez około cztery lata. Nie piłem w domu, bo moja ówczesna żona miała już dość moich akcji. Trudno jej się dziwić. Czekałem więc, kiedy ruszymy w trasę. Kazałem się podrzucać na lotnisko jakieś dwie godziny wcześniej, bo nie mogłem się już doczekać i od razu lądowałem przy barze, zanim trasa w ogóle się na dobre zaczęła – przyznał wokalista.
W tym bardzo trudnym momencie postanowił poprosić o pomoc wokalistę i gitarzystę Jamesa Hetfielda, który miał doświadczenie z walką z nałogiem. – Pewnego dnia obudziłem się i nie chciałem już żyć. Porozmawiałem z Jamesem. Powiedziałem, żeby mi pomógł. On się zgodził. Pierwszego dnia trzeźwości grałem przed 14 tys. ludzi. Płakałem. Na szczęście miałem długie włosy, więc nikt mnie nie widział! – dodał Blythe.
Początki w trzeźwości nie były, rzecz jasna, łatwe dla wokalisty Lamb of God. – James mówił: "Spokojnie stary, trzymaj się", bo sam przez to przechodził. Muzycy Metalliki dodawali: "Po prostu wyjdź, zrób swoją robotę i martw się o dzisiejszy dzień. Wszystko, co musisz zrobić, to dotrwać do końca dzisiejszego dnia. Wszystko będzie dobrze" – podsumował.
To "dotrwanie do końca dnia" zamieniło się w 15 lat trzeźwości. Obecnie Randy Blythe jest naprawdę w świetnej formie.
Lamb of God powraca. Nowy album na horyzoncie
Amerykańska formacja w tym roku powraca z nowym wydawnictwem. Krążek zatytułowany Into Oblivion ukaże się 13 marca 2026 nakładem Century Media i Epic. – Dla mnie ten album to przestrzeń do kreatywnego oddechu. Nie czujemy, że musimy gonić za trendami czy spełniać czyjeś oczekiwania. Po prostu robimy muzykę, która wydaje nam się fajna. Dokładnie w ten sam sposób, jak na samym początku naszej drogi – powiedział gitarzysta Mark Morton.
Produkcją i miksem Into Oblivion zajął się wieloletni współpracownik zespołu, Josh Wilbur. Na albumie znajdzie się 10 premierowych utworów.