W maju 2017 roku zespół Soundgarden był w samym środku trasy koncertowej. Co prawda grupa była już pięć lat po wydaniu wciąż najnowszego na tamten moment albumu, mowa o King Animal z 2012 roku, to nie było tajemnicą, że trwają prace nad kolejnym.
Niestety jednak, zaledwie kilka godzin po, wydawało się niezwykle udanym, występie w Fox Theatre w Detroit, w hotelu MGM Grand Detroit w wyniku śmierci samobójczej zmarł Chris Cornell. Wokalista, frontman Soundgarden powiesił się w łazience swojego pokoju i choć przeprowadzono reanimację, to życia artysty nie udało się uratować. Chris Cornell odszedł w wieku 52 lat, pozostawiając w sercach swoich bliskich, kolegów z zespołu oraz oczywiście fanów i fanek ogromny żal.
Wielokrotnie już o swojej reakcji na informację o śmierci męża opowiadała wdowa po Cornellu, Vicky Cornell, która już podczas rozmowy telefonicznej z nim wyczuła, że coś jest nie tak, o czym zaalarmowała ochroniarza, który odnalazł ciało muzyka. Jak o tym wszystkim zaś dowiedzieli się jego koledzy z zespołu?
Tak muzycy Soundgarden dowiedzieli się i zareagowali na śmierć Chrisa Cornella
Szerzej opisał to w swojej nadchodzącej autobiografii o tytule A Screaming Life: Into the Superunknown with Soundgarden and Beyond Kim Thayil. Jak głosi udostępniony przez magazyn "Rolling Stone" przedpremierowy fragment książki, gitarzysta już na kilka godzin przed pokazem, a szczególnie po nim miał wyczuć, że Cornell "emanował dziwną energią". Kim opisuje, że znał się z Chrisem na tyle długo, by wiedzieć, że coś dzieje się z nim nie tak.
Dodaje jednak, że między nim a wokalistą nie doszło do głębszej rozmowy. Thayil pisze, że już wcześniej kontakt między nimi urwał się i wcale nie odnowił szczególnie podczas trasy z 2017 roku. W jej trakcie Cornell miał spędzać dużo czasu sam.
Gitarzysta pisze także o tym, jak dowiedział się o śmierci Cornella. Miało to nastąpić w czasie, gdy był już w trakcie podróży autokarem do miejsca kolejnego koncertu. Nieoczekiwanie miał zadzwonić do niego będący w innym busie Matt Cameron, opowiadający o tym, że widzi na Facebooku pełno wpisów, głoszących po prostu "RIP Chris Cornell". Początkowo wszyscy myśleli, że mają do czynienia z wyjątkowo niesmacznym żartem, w końcu jednak oficjalnie potwierdzone zostały informacje o samobójczej śmierci wokalisty Soundgarden.
Nie spodziewałem się tego. Najbardziej boli mnie to, że jestem bliskim przyjacielem, kolegą i nie odczytałem znaków, które być może, patrząc wstecz, powinienem był odczytać. To bolesne. Czuję, że zawiodłem Chrisa, nie widząc w spojrzeniu jego oczu, nie słysząc w tonie jego głosu — nie potrafiąc tego zauważyć. Ale trudno jest to zrobić, bo nie ma się na to zbyt wielu okazji. Można tylko spojrzeć wstecz i powiedzieć: "Aha, oto wskazówka". Nie było niczego, co byłoby na moim radarze, co mógłbym zauważyć w tamtym czasie. A potem spojrzałem na papierowe ślady i pomyślałem: "Ku**a, to pokazuje wszystko od początku" - pisze w swojej książce Kim Thayil.
A Screaming Life: Into the Superunknown with Soundgarden and Beyond ukaże się na świecie 9 czerwca. Na ten moment nie ma informacji o planowanym polskim wydaniu książki.