Ian Gillan dołączył do Black Sabbath... i nawet tego nie pamiętał! "To był fantastyczny czas"
Wydawało się, że po wyrzuceniu Ozzy'ego Osbourne'a ze składu Black Sabbath i zatrudnieniu Ronniego Jamesa Dio, w szeregach formacji z Birmingham nastąpi spokój. Nic bardziej mylnego. Po nagraniu dwóch albumów z byłym wokalistą Rainbow, gitarzysta Tony Iommi ponownie musiał szukać frontmana dla BS. Wybór padł na... Ian Gillana, najbardziej znanego z Deep Purple. Grupa ta od kilku lat nie istniała, a on sam odszedł z niej w 1973. W tamtym okresie Gillan był natomiast świeżo po rozwiązaniu solowej formacji i szukał nowych wyzwań. A jak w ogóle doszło do tego, że dołączył on do Sabbathów?
Wszystko rozstrzygnęło się w trakcie suto zakrapianego wieczoru.
Wyszedłem po prostu z Tonym i Geezerem [Butlerem, basistą Black Sabbath - przyp. red.] na piwo i solidnie się spiliśmy. Skończyliśmy pod stołem i trzeba nas było stamtąd zbierać. Następnego dnia zadzwonił mój menedżer i powiedział: "Jeśli planujesz podejmować kluczowe decyzje w karierze, może powinieneś najpierw ze mną porozmawiać?". Odpowiedziałem, że nie mam pojęcia, o czym mówi, a on na to, że poprzedniej nocy zgodziłem się dołączyć do Black Sabbath – powiedział Gillan w wywiadzie dla SiriusXM.
Plan zakładał nagranie albumu i trasę koncertową. Muzycy (przypomnijmy, że w składzie znajdował się jeszcze perkusista Bill Ward, którego na trasie zastąpił Bev Bevan) zamknęli się w słynnym The Manor Studio w Oxfordshire, a sesjom nagraniowym towarzyszył absolutny chaos. Ian Gillan odmówił mieszkania w budynku i... rozstawił w ogrodzie posiadłości własny namiot, w którym przebywał. – Nie widywałem ich zbyt często. Byli nocnymi markami, więc spali cały dzień i pracowali całą noc. Ja natomiast wstawałem rano, robiłem śniadanie, szedłem do studia, żeby posłuchać, co nagrali poprzedniego wieczoru i do tego pisałem. W ten właśnie sposób powstał album – dodał wokalista.
Krążek zatytułowany Born Again ukazał się na rynku 12 września 1983. Po premierze otrzymał dość mieszane recenzje. I do dziś wywołuje skrajne emocje. Wielu fanów narzekało na jego brzmienie. – Wiele osób zaakceptowało ten dźwięk, ale my nie byliśmy z niego zadowoleni. Pojechaliśmy w trasę, zostawiliśmy miksy komuś innemu, a kiedy to usłyszeliśmy, prawie wpadliśmy w szał. Próbowaliśmy zatrzymać wydanie albumu, ale było już za późno. Brzmienie zostało mocno przytłumione – powiedział, w 2024, Iommi w programie Trunk Nation.
Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno muzycy Sabbath, jak i Gillan do dziś wspominają ten epizod z wielkim sentymentem. Przelotna współpraca pomogła obu stronom wyrwać się z artystycznego dołka. – Pisanie z Tonym to zawsze była przyjemność. Dobrze się bawiliśmy tworząc ten album. To był naprawdę fantastyczny czas i podobała mi się trasa. Mogę powiedzieć, że był to najdłuższy imprezowy rok mojego życia – dodał wokalista.
Etap współpracy z Ianem Gillanem dobiegł końca w 1984. Chwilę później doszło natomiast do reaktywacji Deep Purple w najsłynniejszym składzie.