Dzień, w którym Ronnie Wood dołączył do The Rolling Stones. "Okazał się cholernie dobrym spoiwem zespołu"

2026-04-10 16:00

Dołączenie Ronniego Wooda w 1975 roku było z pewnością jednym z najważniejszych momentów w historii The Rolling Stones. To wydarzenie ustabilizowało skład grupy po burzliwym okresie. Sam muzyk, jak to przyznał po latach Keith Richards, "wpuścił powiew świeżego powietrza" do brytyjskiej ekipy.

The Rolling Stones

i

Autor: Wikimedia Commons/ CC BY-SA 1.0

Ronnie Wood dołącza do The Rolling Stones. To był bardzo ważny moment w historii grupy

Pod koniec 1974 roku grupa The Rolling Stones znalazła się w trudnym położeniu. Pokład postanowił opuścić gitarzysta Mick Taylor, bez którego brzmienie grupy z pewnością nie byłoby takie same. – Czułem, że z zespołem zaszedłem tak daleko, jak tylko mogłem. Nie sądziłem, że przetrwają razem. Płyty sprzedawały się dobrze, ale zespół się rozpadał, panował w nim chaos... – tłumaczył Taylor, cytowany w książce Rolling Stones FAQ: All That's Left to Know About the Bad Boys of Rock.

Gitarzysta wybrał dość newralgiczny moment na odejście. Na horyzoncie były kolejne koncerty. Muzycy przymierzali się także do nagrywania nowego studyjnego albumu. Wokalista Mick Jagger i gitarzysta Keith Richards rozpoczęli więc poszukiwania osoby, która nie tylko będzie posiadała odpowiednie umiejętności techniczne, ale przede wszystkim wpasuje się pod kątem charakterologicznym do ekipy Stonesów. 

W czym tkwi sekret długowieczności The Rolling Stones? Ronnie Wood zabrał głos!

Chciałem kogoś, z kim łatwo się dogadać, kogoś, kto nie jest zbyt trudny we współpracy, a ponadto chodziło o dobrego muzyka przyzwyczajonego do grania na scenie – powiedział Jagger w 1975 w oświadczeniu prasowym, w którym poinformowano, że Ronnie Wood dołącza (tymczasowo) do zespołu i zagra na nadchodzącej trasie po Stanach Zjednoczonych. To wszystko wydarzyło się 14 kwietnia. Wspomniana tymczasowość szybko przerodziła się w umowę na czas nieokreślony. 

Rzut monetą 

Wood zdecydowanie nie był wówczas postacią anonimową. Grał wcześniej m.in. w zespole Jeffa Becka. Pod koniec lat sześćdziesiątych powołał do życia formację Faces. Zdobył on reputację wszechstronnego muzyka i świetnego "gracza zespołowego". Gitarzystę zresztą dość dobrze już znali członkowie The Rolling Stones. W 1973 Wood pomógł wokaliście stworzyć utwór It's Only Rock'n Roll (But I Like It). Ten odwzajemnił się wsparciem przy okazji pierwszego solowego albumu muzyka Faces. Udział w nagrywaniu I’ve Got My Own Album to Do mieli także Taylor oraz Richards. – Ronnie i ja od razu się dogadaliśmy, każdego dnia dużo się śmialiśmy. Powiedział, że ma za mało piosenek, więc napisałem mu kilka: "Sure the One You Need" i "We Got to Get Our Shit Together" – wspominał Richards w autobiografii Życie.

Nic więc dziwnego, że kiedy pojawił się wakat na stanowisku gitarzysty, od razu pomyślano o Woodzie. Nie był jednak pewniakiem do przejęcia tej roli. – Po pierwsze, nadal był członkiem zespołu Faces. Próbowaliśmy z innymi – Wayne’em Perkinsem, Harveyem Mandelem. Obaj byli wspaniałymi gitarzystami i obaj zagrali na "Black and Blue". Ronnie pojawił się ostatni i musiał zdecydować rzut monetą – dodał Keith Richards. Ostatecznie wybrano właśnie jego. Miał on pewną przewagę nad wspomnianymi konkurentami. Był Anglikiem, a nie Amerykaninem. To okazało się kluczowe.

Stwierdziliśmy, że powinniśmy zachować spójną narodowość naszej grupy – pisał w swojej książce gitarzysta. Ronnie Wood, podobnie jak Richards, przyszedł na świat w Londynie. – Z natury byliśmy sobie bliscy, mieliśmy pewien kod i w stresowych sytuacjach potrafiliśmy zachować zimną krew – jak dwóch żołnierzy z jednego oddziału. Ronnie okazał się cholernie dobrym spoiwem zespołu. Wpuścił powiew świeżego powietrza. Wiedzieliśmy, że ma swoje zagrywki, wiedzieliśmy, że potrafi grać, ale decydującym czynnikiem był jego wielki entuzjazm u umiejętność dogadania się ze wszystkimi – podsumował Richards w Życiu.

Pewność siebie

Nowy muzyk wziął udział w sesjach nagraniowych w marcu 1975 na potrzeby Black and Blue (zagrał na gitarze w trzech utworach: Cherry Oh Baby, Hey Negrita, Crazy Mama), a 1 maja zadebiutował na scenie w nowych barwach. To było dla niego spełnienie marzeń. W 1964 zobaczył grupę po raz pierwszy i przyznawał później, że było to doświadczenie, które zmieniło jego życie. – Pomyślałem: "To wygląda na dobrą robotę". Pewnego dnia będę grał w tym zespole – powiedział po latach Wood w wywiadzie dla BBC. Muzyk, jak widać, był bardzo pewny siebie. – Pamiętam, jak w 1969 spacerowałem po obrzeżach Hyde Parku. Nagle podjeżdża wielki samochód, a z niego wysiadają Mick i Charlie Watts. Mick podszedł do mnie i powiedział "Cześć, Face", bo tak mnie wtedy nazywał, jako że grałem w The Faces. Rozmawialiśmy przez chwilę, aż w końcu dodał: "Dobra, musimy lecieć grać. Do zobaczenia wkrótce". A ja na to: "Tak, szybciej niż myślicie". Wiedziałem, że skończę w tym zespole i kilka lat później tak się właśnie stało – dodał w wywiadzie dla Stuff w 2014.  

Choć Wood szybko stał się integralną częścią zespołu, to przez lata bywał nazywany – z przymrużeniem oka – "nowym" członkiem The Rolling Stones. I jest nim już od ponad pięciu dekad...   

Oto ciekawostki o albumie Sticky Fingers od formacji The Rolling Stones: