Bovska przedstawia singiel "Delegacja". Nowy etap po albumie "Jestem wierszem"

Koniec z wielkimi produkcjami i planem zdjęciowym? Bovska swój najnowszy teledysk do singla „Delegacja” nakręciła w całości iPhonem. Spontaniczny klip powstał podczas wyjazdu z przyjaciółką na Fuerteventurę, a sama artystka przyznaje, że zamiast presji czuła jedynie „wiatr we włosach”.

Piosenkarka Bovska w dużej, białej falbaniastej sukni na tle suchych liści palmy. O nowym singlu przeczytasz na EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Bovska nakręciła teledysk iPhonem. Wszystko powstało spontanicznie

Bovska zaskoczyła fanów nie tylko nowym singlem „Delegacja”, ale też niezwykłymi kulisami jego powstawania. Artystka postanowiła zrezygnować z klasycznej produkcji i cały teledysk nakręcić… iPhonem. Zamiast wielkiej ekipy filmowej, planu zdjęciowego i sztywnego harmonogramu, postawiła na spontaniczność i autentyczność.

Klip powstał podczas wyjazdu na Fuerteventurę. Za kamerą stanęła przyjaciółka wokalistki, fotografka Monika Gibas, która odpowiadała również za sesję zdjęciową do jej albumu „Jestem wierszem”. Obraz jest efektem ich wspólnych wędrówek po wyspie, a jedynym scenariuszem była natura i chwile, które chciały zatrzymać w kadrze.

Piosenka o podróży do samej siebie

Nowy utwór Bovskiej, który jest kolejnym etapem po płycie „jestem wierszem”, to opowieść o podróży, której najczęściej nie planujemy – wyjeździe do samego siebie. Artystka śpiewa o potrzebie zrobienia miejsca na ciszę i odnalezienia wewnętrznego głosu.

Jak sama podkreśla, piosenka ma być zachętą, by od czasu do czasu wysłać się na taką właśnie „delegację”. Bez oczekiwań i konkretnego planu, za to z pełną uważnością na własne potrzeby. To przypomnienie, że spotkania z samym sobą są równie ważne, jak te z innymi.

Bovska: Chciałbym, żeby kobiety nie wstydziły się swojego wieku | Mellina

Bovska: „Nie było presji, był za to wiatr we włosach”

Wokalistka nie ukrywa, że praca nad klipem w tak swobodnej atmosferze była dla niej wyjątkowym doświadczeniem. Jak sama przyznaje, to jeden z najbardziej prawdziwych obrazów w jej karierze, bo na planie nie było żadnej presji.

– Mam poczucie, że to jeden z najbardziej autentycznych teledysków, jakie zrobiłam. Nie było scenariusza, planu zdjęciowego ani presji. Był za to wiatr we włosach, zachwyt nad naturą i ogromna swoboda – opowiada Bovska. – Ten klip jest dla mnie zapisem tamtego czasu – jego lekkości, beztroski i radości. Myślę, że właśnie dlatego czuć w nim prawdę – dodaje.

Dynamiczny montaż i ostateczny szlif

Choć nagrania powstawały w spontanicznych warunkach, na swój ostateczny kształt musiały trochę poczekać. Dopiero współpraca z montażystą Marcinem „Mortvideo” sprawiła, że materiał ułożył się w spójną całość.

To właśnie on nadał surowym ujęciom z Fuerteventury rytm i energię, doskonale wyczuwając charakter utworu i wydobywając z niego to, co najważniejsze – autentyczność niezwykłej, artystycznej przygody dwóch przyjaciółek.