Bill Ward został częścią Black Sabbath dzięki nawiązaniu przyjaźni z Tonym Iommi. Panowie najpierw grali razem w zespole Mythology, po rozwiązaniu którego zaczęli myśleć o własnej kapeli, której częścią zostali w końcu także wokalista Ozzy Osbourne i basista Geezer Butler. Grupa początkowo znana była lokalnie jako Earth, zanim zmieniła nazwę na Black Sabbath. Reszta, jak to mówią, jest już historią.
Dziś pochodzącą z Birmingham formację uznaje się za jedną z najważniejszych w historii heavy metalu, a każdego z muzyków, zwłaszcza z jej oryginalnego składu, ma się za prawdziwego mistrza w swoim fachu.
Nie inaczej oczywiście rzecz się ma z Wardem. Perkusista regularnie trafia do rankingów najlepszych bębniarzy wszech czasów, sam zaś jest inspiracją dla swoich młodszych kolegów i koleżanek po fachu. Ogromnym fanem Billa Warda jest chociażby Eloy Casagrande, który dał temu wyraz na pożegnalnym koncercie Black Sabbath i Ozzy'ego Osbourne'a, "Back to the Beginning".
Bill Ward zdradził tajemnice gry "Paranoid" na żywo
Teraz Bill Ward w opublikowanym fragmencie programu dla LA Radio Sessions, który ukaże się w całości 13 czerwca, skupił się na znaczeniu kompozycji Spiral Architect, który zamyka piąty studyjny album Black Sabbath, Sabbath Bloody Sabbath. Formacja nagrywała go w trudnym okresie swojej działalności, zmagając się z uzależnieniami oraz brakiem mocy twórczej jej członków.
Spiral Architect to kompozycja szczególna, wyróżniająca się aranżacjami smyczkowymi, a sam Ward nie ukrywa, że dosłownie ją uwielbia. Dalej perkusista dopowiada, że wbrew wszelkim pozorom nie było trudno zagrać ją na żywo. Dodaje, że wynikało to w dużej mierze z faktu, iż całe Black Sabbath od zawsze pozwalało sobie na sporą dozę improwizacji na pokazach, czego największym wyrazem były monumentalne, trwające niekiedy po aż 40 minut solówki gitarowe Iommiego.
Ward zaznacza, że on sam także bardzo często improwizował podczas koncertów i stwierdził, że nie ma takiej sytuacji, aby zagrał jeden z największych klasyków Black Sabbath, czyli Paranoid, na żywo dwa razy w taki sam sposób. Perkusista mówi jednak, że w większości przypadków starał się trzymać tradycyjnej linii melodycznej.
Och, ciągle tak zmienialiśmy jakieś rzeczy. Nigdy nie grałem "Paranoid" dwa razy tak samo. Nie wiedziałbym, jak to zrobić. Ale starałem się trzymać tego w większości utworów. Jako perkusista, starałem się trzymać, tak jak robiliśmy to na początku. Ale czasami po prostu myślałem: „A co tam, wrzucę to” - mówi Bill Ward.