Dlaczego nikt nie chciał grać po AC/DC? Wokalista Sammy Hagar zdradza kulisy z lat 70.
Ostatnio na oficjalnym kanale YouTube poświęconym Bonowi Scottowi pojawił się wyjątkowy materiał wideo. Sammy Hagar, były frontman Van Halen, wspomina w nim pierwsze zderzenie z muzyką australijskich gigantów hard rocka oraz relacje z wokalistą AC/DC, który odszedł z tego świata ponad cztery dekady temu.
Hagar wyznał, że w muzyce AC/DC zakochał się natychmiast. Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy usłyszał w radiu kompozycję Problem Child. – Po prostu oszalałem. Pomyślałem, że to najbardziej odjazdowy kawałek, jaki słyszałem. Był taki zadziorny, no i ten sposób, w jaki Bon śpiewał. W mgnieniu oka zostałem fanem AC/DC – powiedział wokalista.
Sammy Hagar wspominał także pierwszy raz, gdy zobaczył grupę na żywo. Wydarzyło się niedługo po tym, jak opuścił szeregi zespołu Montrose. Australijska formacja zagrała wówczas, w amerykańskim San Jose, jako support przed Ronniem Montrose'em, liderem wspomnianej kapeli, z którą był przez pewien czas związany wokalista.
– Po prostu pozamiatali. Pomyślałem tylko: "O mój Boże" – powiedział Hagar. – Angus Young wszedł Bonowi na plecy i ruszył tak w publiczność. Po prostu zniszczyli ten wieczór dla Ronniego. To był mały klub, na jakieś dwa tysiące osób. Kiedy Ronnie właśnie szykował się do wyjścia na scenę, powiedziałem do niego: "Chcesz, żebym wyszedł z tobą i zaśpiewał 'Bad Motor Scooter' albo 'Rock Candy', czy coś w tym stylu? Bo stary, będziesz miał teraz naprawdę ciężko". [...] Jeśli grali przed tobą, miałeś poważne kłopoty. Później, w czasach Van Halen, kiedy osiągnęliśmy ogromny sukces, proponowano nam wspólne festiwale z AC/DC. Zrobili to zresztą raz w Europie, zanim dołączyłem do zespołu. A my zawsze powtarzaliśmy: "Nie, nie, nie. Nie chcemy nawet być na jednym koncercie z AC/DC. Zapłacę za bilet, żeby ich zobaczyć, ale nie chcemy grać ani przed nimi, ani po nich".
Jako wokalista, Sammy Hagar z olbrzymim szacunkiem ocenił technikę i styl śpiewania Bona Scotta. – On zawsze śpiewał na samej granicy, jakby za chwilę miał mu pęknąć głos. Jeszcze jeden krok i by go stracił. To jak samochód wyścigowy jadący na samej granicy przyczepności, który niemal wypada z toru na każdym zakręcie. Właśnie w ten sposób wygrywa się wyścigi. Naprawdę to w nim uwielbiałem – podsumował.