Witajcie w latach 90. Violet Grohl - recenzja albumu "Be Sweet to Me"

2026-05-29 13:57

Violet Grohl - tak córka TEGO Dave'a Grohla, postanowiła pójść na swoje. Bo latach koncertowania i nagrywania u boku znanego ojca kobieta wydała debiutancki album, którego brzmienie daje wyrazisty dowód na to, z jakiej rodziny pochodzi - i jaka muzyka towarzyszyła jej od najmłodszych lat. No to mamy powrót do przeszłości.

Violet Grohl

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Liczba znanych osób, po zapoznaniu się z życiorysem których dowiadujemy się, że są dziećmi/braćmi/siostrami/wnukami/bratankami/siostrzenicami innych sławnych person jest w szeroko pojmowanym show biznesie tak duża, że próba wyliczenia takich nazwisk z góry jest spisana na porażkę.

Zjawisko to dostało nawet swoją nazwę. Choć określenie "nepo-babies" ma raczej pejoratywne znaczenie, to jest po prostu terminem, określającym rzeczywiście istniejący - od dekad - proceder, zgodnie z którym potomkowie osób znanych również próbują swoich sił w różnych dziedzinach czy to sztuki, biznesu czy nauki. Sęk w tym, że dzięki swojemu pochodzeniu mają w nim z góry ułatwiony start.

Jedną z takich osób, o której w ostatnich latach wyjątkowo często mówiło się przy okazji przywoływania zjawiska "nepo-babies", zwłaszcza w kontekście świata muzyki, jest Violet Grohl.

Foo Fighters - 5 ciekawostek o albumie "The Colour and the Shape" | Jak dziś rockuje?

Tak, oczywiście mamy tu na myśli najstarszą córkę TEGO Dave'a Grohla, a więc perkusisty Nirvany, który zagrał na słynnym Nevermind, obecnie zaś lidera, wokalistę i gitarzystę w utworzonym przez siebie zespole Foo Fighters. Fanom tej formacji Violet już od lat jest bardzo dobrze znana. Już jako zaledwie 12-latka z ojcem u boku wystąpiła na koncercie charytatywnym, na którym zaśpiewała utwór Adele. W kolejnych latach młoda Pani Grohl występowała tak u boku żyjących członków Nirvana, jak i nagrywała oraz koncertowała z obecnie funkcjonującym zespołem swojego ojca.

O Violet szczególnie głośno zrobiło się, gdy okazało się, że to jej wokal w tle słyszymy w kawałku Making a Fire z albumu Medicine at Midnight z 2021 roku, a jeszcze bardziej rok później, gdy występowała na koncertach w hołdzie zmarłemu Taylorowi Hawkinsowi. Kolejno mieliśmy jej udział w kompozycji Show Me How, obecność na promującej płytę But Here We Are trasie Foo Fighters, aż w końcu coraz wyraźniejsze sygnały, że kobieta zamierza się już oderwać od swojego ojca i nagrywać na własną rękę.

Jeszcze w 2025 roku Violet wydała dwa solowe single: Applefish oraz THUM. Te mocne, gitarowe, wprost nawiązujące do brzmienia typowego dla lat 90. kawałki okazały się być pierwszymi zapowiedziami solowe płyty wokalistki. 

Be Sweet to Me ukazała się w piątek 29 maja. Wydawnictwo trwa niespełna nieco ponad 30 minut i złożyło się na nie łącznie jedenaście kompozycji, w tym wspomniane wyżej kawałki. Całość składa się na niezwykle spójny obraz muzycznych korzeni, w których Violet ewidentnie wyrastała, które ktoś taki, jak jej ojciec, musiał wpajać jej od najmłodszych lat.

Zabiorę Was do pięknych czasów

Debiutancki album Violet Grohl to muzyczny powrót wprost do lat 90. - bardziej drugiej połowy tej dekady. Na swoim pierwszym wydanym pod własnym nazwiskiem projekcie wokalistka garściami czerpie z twórczości takich grup, jak The Smashing Pumpkins, Sonic Youth, Pixies, Cocteau Twins, ale także PJ Harvey. To właśnie te mocne, gitarowe brzmienia, typowe dla alternatywy sprzed ponad trzech dekad, przeważają na Be Sweet to Me, czego wyrazistym dowodem są zarówno te szybsze, mocniejsze propozycje, jak wspomniane wyżej single, ale także Big Memory, Often Others czy bardziej psychodeliczne, balladowe Mobile Star i Pool of My Dreams. 

Mamy tu także skręty w kierunku grunge'u - patrz Last Day I Loved You i Plastic Couch - czy punkrockowych klimatów, z Big in the Cake na czele. Widać to wszystko jak na dłoni. Violet wzięła brzmienia, na których się wychowywała, które są przy niej od wielu lat i stworzyła z nich własny album. Czy dodała tu coś od siebie? Niezbyt, co, biorąc pod uwagę fakt, że to jej pierwszy album, jest niejako zrozumiałe. To płyta nagrana z pasji, z ewidentnej i mocno wyczuwalnej miłości do muzyki lat 90. i ogólnej stylistyki tej dekady, która jest obecna przy całym procesie promocji Be Sweet to Me.

Złożyć kwiaty własnemu dziedzictwu

Violet jeszcze przed premierą płyty otwarcie i ostro stawiała się tym, którzy nazywali ją po prostu córką znanego ojca. Zapraszała ich do posłuchania jej twórczości, szczególnie na koncertach, by sami ocenili, czy rzeczywiście nie ma zupełnie nic do zaproponowania. Grohl ma świetny, idealnie pasujący do świata alternatywy wokal. Do tego pisze niezłe (na pewno dużo lepsze od swojego ojca) teksty, w których skupia się na własnych doświadczeniach.

Violet zdecydowanie ma w sobie to coś - choć nie da się nie słuchać jej własnej twórczości bez myśli z tyłu głowy, czyją ona właściwie jest córką. Pierwszy, udany, dobry krok Pani Grohl już postawiła. Pochyliła się nad tym, co ją stworzyło, co samą ją zdefiniowało. Ja poczekam, aż da temu wszystkiemu coś więcej, coś bardziej od siebie i przyczyni się tym samym do kolejnej, tak wyczekiwanej, rockowej rewolucji na współczesnym rynku muzycznym. Ma ogromne narzędzia - dobrze śpiewa, pisze, gra na instrumentach, ma na siebie jakiś pomysł - by stać się postacią kluczową takiego momentu. Ja za to mam szczerą nadzieję, że wykorzysta je w najlepszy możliwy sposób.

Oto 5 ciekawostek o albumie “To Bring You My Love” PJ Harvey: