"Under Pressure" powstało w oparach wina i pizzy. Niewiele brakowało , by legendarny riff Queen i Bowiego przepadł na zawsze

2026-05-23 16:50

W lipcu 1981 roku w szwajcarskim Montreux doszło do jednego z najbardziej pamiętnych spotkań w historii muzyki rockowej. Zespół Queen oraz David Bowie połączyli siły, by stworzyć utwór, który na zawsze zmienił oblicze pop-rocka. Choć dzisiaj "Under Pressure" uchodzi za arcydzieło, sesja nagraniowa była pełna napięć, a legendarny riff basowy niemal przepadł przez przerwę na kolację.

Queen

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe
Queen - najlepsze występy na żywo legendarnego zespołu / Eska Rock

Spotkanie na szczycie w Montreux. Jak Queen i Bowie trafili do jednego studia?

Wszystko zaczęło się dość przypadkowo w Mountain Studios w Szwajcarii. Muzycy Queen pracowali tam nad swoim nowym, mocno funkowym albumem "Hot Space". W tym samym czasie w obiekcie przebywał David Bowie, który nagrywał wokale do utworu z filmu "Cat People (Putting Out Fire)". Inżynier dźwięku David Richards, wiedząc, że artyści darzą się ogromnym szacunkiem, postanowił zaprosić ich do wspólnego muzykowania. Spotkanie rozpoczęło się od luźnego grania starych, rockandrollowych klasyków, co miało pomóc przełamać lody między dwiema wielkimi osobowościami świata muzyki.

Szybko jednak zabawa przerodziła się w poważną sesję twórczą. Punktem wyjścia był niedokończony szkic piosenki "Feel Like", który przyniósł na próbę perkusista Roger Taylor. David Bowie, słysząc potencjał w tym materiale, zaproponował jednak, aby nie trzymać się sztywno starego pomysłu, ale stworzyć na jego bazie coś zupełnie nowego. Tak narodził się fundament pod jeden z największych duetów w historii rocka, choć droga do ostatecznej wersji utworu była wyjątkowo wyboista i pełna kłótni o dominację w studio.

Pizza, wino i zanik pamięci. Jak John Deacon prawie zgubił legendarny riff?

Kluczowym elementem utworu stał się charakterystyczny, sześciodźwiękowy motyw basowy wymyślony przez Johna Deacona. Podczas wspólnego jamowania basista w kółko powtarzał ten rytmiczny schemat, a reszta muzyków zaczęła do niego dołączać. Wszyscy uznali, że to genialny fundament, ale po kilku godzinach pracy poczuli głód. Artyści postanowili zrobić przerwę i udali się do pobliskiej restauracji na kolację. Jak wspominał po latach Brian May, w menu dominowała pizza oraz znaczne ilości wina, co wpłynęło na atmosferę po powrocie do pracy.

Nie, nie, to nie tak – wykrzyczał David Bowie z reżyserki, po czym zbiegł na dół, by pokazać Deaconowi właściwy układ nut.

Kiedy rozluźniony alkoholem John Deacon chwycił za gitarę basową, okazało się, że kompletnie zapomniał, jak szła melodia. Zaczął grać riff w inny sposób, gubiąc oryginalny rytm. Wywołało to natychmiastową reakcję Bowiego, który zaczął instruować basistę, jak ma brzmieć jego własny motyw. Deacon, który zazwyczaj był najspokojniejszym członkiem Queen, tym razem uniósł się honorem i dopytywał Bowiego, kto tu właściwie gra na basie. Ostatecznie jednak wizja gościa zwyciężyła, a kultowy riff został uratowany w swojej pierwotnej formie.

Improwizacja i śpiewanie w ciemno. Nietypowe metody pracy nad wokalami

Proces nagrywania ścieżek wokalnych był równie nietypowy co cała sesja. David Bowie zaproponował eksperymentalną, awangardową metodę pracy. On i Freddie Mercury wchodzili do kabiny nagraniowej pojedynczo, nie wiedząc, co zarejestrował ten drugi. Ich zadaniem było improwizowanie linii melodycznych przy użyciu przypadkowych sylab, czyli tak zwanego scatu. To właśnie dzięki temu podejściu powstały słynne wokalizy Mercury'ego na początku utworu, które brzmiały tak naturalnie i dobrze, że zespół postanowił zostawić je w finalnej wersji zamiast zastępować konkretnymi słowami.

Wojna o miks w Nowym Jorku. Dlaczego Brian May był rozczarowany?

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak dopiero po opuszczeniu Szwajcarii, podczas miksowania materiału w Nowym Jorku. W jednym pomieszczeniu spotkały się gigantyczne ambicje. Queen było przyzwyczajone do demokratycznego podejmowania decyzji, podczas gdy Bowie zawsze działał jak absolutny lider. Konflikt między Mercurym a Bowiem o to, czyj głos ma być głośniejszy i jakie proporcje instrumentów zachować, niemal doprowadził do zablokowania wydania piosenki. Brian May wspominał, że sesja była niezwykle iskrząca i trudna, ponieważ Bowie narzucał swoją wolę reszcie grupy.

Gitarzysta Queen przez długi czas nie mógł pogodzić się z ostatecznym brzmieniem "Under Pressure". Z jego perspektywy utwór stracił zbyt wiele rockowej energii, ponieważ Bowie kazał mocno wyciszyć ciężkie partie gitarowe, aby piosenka miała bardziej popowy charakter zdominowany przez bas. Mimo początkowego rozgoryczenia Maya, historia przyznała rację Bowiemu. Utwór stał się gigantycznym hitem, zdobywając szczyty list przebojów i stając się żelaznym punktem w historii muzyki, którego popularność nie słabnie nawet po kilku dekadach od premiery.

Dziedzictwo i kradzież riffu. Vanilla Ice i brak wspólnych występów

Mimo ogromnego sukcesu komercyjnego, Queen i David Bowie nigdy nie wykonali tego utworu wspólnie na żywo. Nawet podczas legendarnego koncertu Live Aid w 1985 roku, kiedy oba akty występowały na tej samej scenie, ich grafiki i brak wspólnych prób uniemożliwiły historyczny duet przed publicznością. Pierwszy raz Bowie zaśpiewał ten utwór z członkami Queen dopiero w 1992 roku podczas koncertu ku czci zmarłego Freddiego Mercury'ego, gdzie w partiach wokalnych wsparła go Annie Lennox.

Utwór wrócił na nagłówki gazet w 1990 roku za sprawą rapera Vanilla Ice'a. Wykorzystał on słynny riff basowy w swoim hicie "Ice Ice Baby" bez zgody autorów. Raper próbował tłumaczyć, że jego wersja jest inna, bo dodał do niej jedną dodatkową nutę, ale argumentacja ta nie przekonała prawników. Ostatecznie sprawa zakończyła się ugodą, a członkowie Queen oraz David Bowie zostali oficjalnie dopisani jako współautorzy piosenki, otrzymując należne im tantiemy za ten przypadkowy, lecz genialny pomysł z Montreux.

Galeria: Oto utwory Queen, autorem których jest John Deacon. Basista odpowiada za prawdziwe klasyki