"Uderzali w najczulsze miejsca". Wokalista formacji Greta Van Fleet szczerze na temat hejtu, jaki spadł na jego zespół

Kiedy Greta Van Fleet objawiła się światu, rynek muzyczny okazał się podzielony. Część środowiska rockowego powitała muzyków entuzjastycznie, nie brakowało jednak osób, którzy krytykowali twórczość tej grupy. Wokalista Josh Kiszka, w nowym wywiadzie, wrócił pamięcią do tamtych trudnych chwil i opowiedział o hejcie, który się na nich wylał.

Muzycy zespołu Greta Van Fleet na tle błękitnej ściany. O fali hejtu, która ich dotknęła, przeczytasz na EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Wokalista Greta Van Fleet szczerze o hejcie na początku kariery zespołu. "Mówili, że jesteśmy bandą beztalenci"

Amerykańska grupa Greta Van Fleet jest już na rynku obecny od ponad dekady (na początku października 2026 roku ukazała się czwarta ich pełnowymiarowa płyta, Palace for the People). Grupa szybko zdobyła rozgłos, dzięki brzmieniu nawiązującemu do klasycznego hard rocka lat 70., zwłaszcza do twórczości Led Zeppelin. Ich twórczość wywołała ogromne emocje. Z jednej strony muzycy zyskali sporą popularność wśród fanów na całym świecie, z drugiej – spotkała się z głośną i krytyczną reakcją środowiska, które zarzucało im zbyt bliskie inspirowanie się słynnymi zespołami sprzed lat. 

W najnowszym wywiadzie dla magazynu Classic Rock wokalista zespołu, Josh Kiszka, wrócił pamięcią do początków kariery i opowiedział o krytyce, z jaką musieli się zmierzyć w przestrzeni medialnej. 

Jakie relacje panowały w Led Zeppelin? „Nie byliśmy przyjaciółmi”

– Gdy się pojawiliśmy, ludzie chyba panicznie bali się, że wnikniemy do ich wyświęconego świata rock'n'rolla – tej ich religijnej świątyni. Widzieli w nas bandę smarkatych dzieciaków, które chcą wszystko przewrócić do góry nogami. Prawda była jednak zupełnie inna. Wszystko, co robiliśmy, wynikało z ogromnego szacunku do tego gatunku. Chcieliśmy po prostu stworzyć coś nowego i pchnąć tę muzykę do przodu – powiedział frontman GVF. 

Wokalista zespołu dodał także, że mocne ataki dotykały go osobiście. Dlatego też przestał czytać recenzje czy inne komentarze udostępnione w sieci. – Ktoś napisał o nas, że jesteśmy bandą beztalenci, którzy nie potrafią ani napisać, ani zagrać żadnej piosenki. Takie słowa uderzają w najczulsze miejsca. Pewien ciężar z tego wciąż w sobie noszę, ale po prostu w to nie wierzę – wyjaśnił. 

Smutne wieści z Michigan. Odeszła kobieta, która zainspirowała muzyków zespołu 

Niestety, premierze nowej płyty, której recenzję udostępniliśmy powyżej, towarzyszy także smutny akcent. W maju 2026, w wieku 95 lat, zmarła Gretna Van Fleet, mieszkanka miasteczka Frankenmuth w stanie Michigan. Choć kobieta nigdy nie stanęła na scenie z muzykami zespołu, to jej nazwisko – dzięki nim – na zawsze zapisało się w historii muzyki rockowej. 

Historia powstania nazwy to zdecydowanie czysty przypadek. Na samym początku działalności kapeli, gdy za bębnami siedział Kyle Hauck, młodzi muzycy pilnie potrzebowali nazwy przed jednym z pierwszych koncertów. Wtedy Hauck usłyszał, jak jego dziadek wspomina, że jedzie właśnie pomóc swojej znajomej, właśnie Gretnie Van Fleet. Muzycy uznali, że to brzmi naprawdę potężnie. Postanowili jedynie urwać literę "n" z imienia kobiety, by nazwa jeszcze lepiej brzmiała. 

Oto najlepsze rockowe albumy z lat 70. według sztucznej inteligencji [TOP10]: