Tragiczna seria wypadków w Macon. Jak The Allman Brothers Band straciło dwóch liderów w tym samym miejscu

The Allman Brothers Band zapisało się w historii muzyki nie tylko dzięki wybitnym albumom, ale też przez jedną z najbardziej mrocznych serii zdarzeń w świecie rocka. W ciągu zaledwie trzynastu miesięcy grupa straciła dwóch kluczowych członków, którzy zginęli w niemal identycznych okolicznościach. Duane Allman i Berry Oakley odeszli w wieku 24 lat po wypadkach motocyklowych, do których doszło zaledwie kilka ulic od siebie.

Neonowy szyld Beacon Theatre z nazwą The Allman Brothers Band. O historii zespołu przeczytasz na EskaRock.
Autor: Jonathan Bayer/ CC BY-SA 2.0
Oto najlepsze metalowe albumy koncertowe w historii. Jakie tytuły wskazała sztuczna inteligencja?

Tragiczny wypadek Duane’a Allmana na skrzyżowaniu w Macon

Historia czarnej serii zespołu rozpoczęła się 29 października 1971 roku. Duane Allman, genialny gitarzysta i lider grupy, jechał swoim zmodyfikowanym motocyklem Harley-Davidson Sportster ulicami miasta Macon w stanie Georgia. Był to czas przerwy w nagraniach do albumu "Eat a Peach", a zespół cieszył się właśnie ogromnym sukcesem koncertowej płyty "At Fillmore East". Na skrzyżowaniu Hillcrest Avenue i Bartlett Street doszło do dramatu, gdy przed muzykiem nagle pojawiła się ciężarówka z dźwigiem do przewozu drewna. Duane próbował ominąć pojazd, ale uderzył w tył maszyny, a jego motocykl wyleciał w górę i przygniótł go podczas upadku.

Gitarzysta nie zginął na miejscu, choć obrażenia były bardzo poważne. Przewieziono go do pobliskiego szpitala Macon Hospital, gdzie lekarze przez trzy godziny walczyli o jego życie na stole operacyjnym. Przyczyną zgonu był potężny krwotok wewnętrzny spowodowany pęknięciem wątroby. Śmierć lidera w wieku zaledwie 24 lat wstrząsnęła środowiskiem muzycznym, ale nikt wtedy nie przypuszczał, że to dopiero początek mrocznej historii, która rok później ponownie rozegra się w tej samej okolicy.

Śmierć Berry’ego Oakleya trzy przecznice dalej. Fatalny błąd basisty

Po odejściu Duane’a basista zespołu, Berry Oakley, całkowicie się załamał. Muzyk nie potrafił poradzić sobie ze stratą bliskiego przyjaciela, popadł w depresję i zaczął nadużywać alkoholu oraz narkotyków. Często widywano go, jak samotnie przesiadywał przy grobie Allmana na cmentarzu Rose Hill. 11 listopada 1972 roku, czyli niemal dokładnie rok po pierwszej tragedii, Oakley jechał motocyklem marki Triumph zaledwie trzy przecznice od miejsca, w którym zginął Duane. Na skrzyżowaniu Napier Avenue i Inverness Avenue uderzył w bok miejskiego autobusu i upadł na asfalt, uderzając w niego głową.

Oakley był klejem trzymającym zespół razem, ale po utracie Duane'a całkowicie się załamał – wspomniał Gregg Allman w swojej biografii

W tej historii kluczowy okazał się moment tuż po zderzeniu. Berry Oakley wstał o własnych siłach, otrzepał się i stwierdził, że nic mu nie jest, odmawiając jakiejkolwiek pomocy medycznej. Wrócił do siedziby zespołu, ale po trzech godzinach jego stan gwałtownie się pogorszył. Zaczął majaczyć i stracił przytomność, po czym trafił do tego samego szpitala, w którym zmarł Duane. Lekarze stwierdzili pęknięcie czaszki i obrzęk mózgu. Specjaliści ocenili później, że gdyby basista od razu po wypadku pozwolił się zbadać, najprawdopodobniej udałoby się go uratować.

Fatum nad The Allman Brothers Band. Dziwne zbiegi okoliczności

Liczba podobieństw w obu tych tragicznych zdarzeniach do dziś budzi dreszcze u fanów i badaczy historii rocka. Obaj muzycy zginęli w wypadkach motocyklowych w tym samym mieście, w odstępie zaledwie roku i trzynastu dni. Obaj mieli w chwili śmierci dokładnie 24 lata, co w latach 70. XX wieku wywołało falę plotek o rzekomej klątwie ciążącej nad zespołem. Choć w popkulturze krąży mit, że do wypadków doszło na tym samym skrzyżowaniu, w rzeczywistości miejsca te dzieliła odległość około trzech przecznic. Była to jednak ta sama dzielnica mieszkaniowa Macon.

Lokalne legendy mówiły o przeklętym rejonie miasta, jednak prawda była prawdopodobnie bardziej prozaiczna. Skrzyżowania w tej części Macon charakteryzowały się wtedy fatalną widocznością i brakiem odpowiedniej sygnalizacji świetlnej. Dodatkowo górzysty i pochyły teren sprawiał, że jazda motocyklem w tamtym miejscu była wyjątkowo niebezpieczna, zwłaszcza przy większej prędkości. Te czynniki w połączeniu z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności doprowadziły do straty dwóch wybitnych instrumentalistów w tak krótkim czasie.

Żałoba i wielki sukces na listach przebojów. Grupa po stracie liderów

Zespół The Allman Brothers Band musiał zmierzyć się z ogromnym paradoksem. Ich największy sukces komercyjny przypadł na okres najgłębszej żałoby i wewnętrznego rozpadu. Album "Brothers and Sisters" z 1973 roku, na którym znalazły się jeszcze partie nagrane przez Oakleya, stał się gigantycznym hitem i przez pięć tygodni zajmował pierwsze miejsce na liście Billboard 200. To właśnie z tej płyty pochodzi słynny utwór "Ramblin' Man", który do dziś jest znakiem rozpoznawczym grupy. Muzycy zdecydowali, że nie będą szukać drugiego gitarzysty na miejsce Duane'a, a zamiast tego do składu dołączył pianista Chuck Leavell.

Wieczny odpoczynek na cmentarzu Rose Hill. Duane i Berry leżą obok siebie

Miejsce spoczynku obu muzyków stało się celem pielgrzymek fanów z całego świata. Duane Allman i Berry Oakley zostali pochowani tuż obok siebie na cmentarzu Rose Hill w Macon. Wybór tego miejsca nie był przypadkowy, ponieważ członkowie zespołu spędzali tam mnóstwo czasu w pierwszych latach swojej działalności. To właśnie wśród nagrobków Rose Hill muzycy komponowali swoje wczesne utwory, szukając spokoju i inspiracji. Atmosfera tego miejsca zainspirowała ich do stworzenia kompozycji "In Memory of Elizabeth Reed", której tytuł został zaczerpnięty z jednego z tamtejszych pomników.

Tragiczna historia liderów The Allman Brothers Band stała się częścią szerszej narracji o tzw. klątwie południowego rocka, którą umocniła kilka lat później katastrofa lotnicza zespołu Lynyrd Skynyrd. Do dziś fani odwiedzający Macon zapalają znicze na grobach Duane'a i Berry'ego, którzy spoczywają ramię w ramię. W 2017 roku dołączył do nich Gregg Allman, zamykając tym samym pewien rozdział w historii jednej z najważniejszych amerykańskich kapel w dziejach.