Po zakończeniu działalności w 1980 roku, po przedwczesnej i niespodziewanej śmierci Johna Bonhama, Led Zeppelin powracali kilka razy, jednak jedynie na okazjonalne występy. Pierwszy miał miejsce w 1985 roku i chodzi tu o pamiętny, niesławny pokaz na Live Aid. Kolejno Robert Plant, Jimmy Page i John Paul Jones spotkali się trzy lata później w ramach 40-lecia Atlantic Records.
Obu tych występów muzycy nie wspominali jednak najlepiej, a kolejny miał miejsce dopiero w 1995 roku, przy okazji włączenia Led Zeppelin do Rock & Roll Hall of Fame. To wtedy właśnie, podczas odbierania wyróżnienia, na jaw wyszły niesnaski między Pagem i Plantem i Jonesem. Po tym nastąpiła trwająca 12 lat przerwa, zakończona wciąż ostatnim występem żyjących muzyków formacji. Mowa o pokazie z 2007 roku w ramach koncertu w hołdzie Ahmetowi Ertegunowi.
To właśnie po tym pokazie w głowach gitarzysty i basisty pojawił się pomysł reaktywacji Led Zeppelin. Niechętny temu był jednak Plant, w związku z czym rozpoczęły się nawet poszukiwania jego godnego następcy. Choć niewiele brakowało, aby ikona hard rocka powróciła ze Stevenem Tylerem lub Mylesem Kennedym, to ostatecznie do tego nie doszło.
To dlatego Robert Plant nie myślał o powrocie do Led Zeppelin
Dlaczego właściwie Robert Plant przez lata odrzucał pomysł powrotu do Led Zeppelin? Wątek ten pojawił się w nowej rozmowie artysty dla "The Sunday Times". Z jego słów jasno wynika, że niezwykle ceni on sobie artystyczną - i wszelaką - wolność, jaką otrzymał wraz z rozpoczęciem kariery pod własnym nazwiskiem.
Muzyk mówi, że często spotyka się z głosami, że odrzucił on i zaniedbał wręcz majestat Led Zeppelin, podczas gdy Jimmy Page wciąż o to dba. Plant tłumaczy, że jest niezwykle wdzięczny za to, co otrzymał i osiągnął dzięki współpracy z gitarzystą, jednak mają oni zupełnie różne osobowości.
Dziś artysta ceni sobie życie w jednej z walijskich wiosek, w której może być sobą, a fakt, że jest TYM Robertem Plantem, zdobywcą nagród Grammy, zupełnie nic tam nie znaczy.
Przez tak długi czas byłem kimś w rodzaju „grubej ryby”, a w Worcestershire nikogo to kompletnie nie obchodzi. Najwięcej, co można usłyszeć, to: „No siema, Bob – dalej się tam czymś zajmujesz?”. "Cóż, zdobyłem pięć nagród Grammy z Alison Krauss…". "A co to jest Grammy?" - opowiada Robert Plant.