Tragiczny finał pod domem w Hollywood i dziwne zachowanie policji
Bobby Fuller, lider zespołu The Bobby Fuller Four, latem 1966 roku był na szczycie. Jego hit "I Fought the Law" podbijał listy przebojów, a młody muzyk z Teksasu wyrastał na nową ikonę rock'n'rolla. Wszystko przerwała nagła tragedia 18 lipca 1966 roku. Około godziny 17:00 matka artysty, Lorlor Fuller, dokonała makabrycznego odkrycia przed ich apartamentem przy 1776 North Sycamore Avenue. W zaparkowanym na słońcu aucie marki Oldsmobile leżało ciało jej syna. Bobby był dosłownie nasączony benzyną, a we wnętrzu pojazdu unosiły się gęste opary paliwa. Temperatura w Los Angeles była wtedy bardzo wysoka, co przyspieszyło zmiany pośmiertne.
Zamiast rzetelnego zabezpieczenia miejsca zdarzenia, funkcjonariusze LAPD od początku wykazywali się zastanawiającą opieszałością. Jeden z policjantów znalazł na tylnej wycieraczce kanister po benzynie, ale zamiast zbadać go pod kątem odcisków palców, po prostu wyrzucił go do śmieci na oczach świadków. Samochód, który powinien być kluczowym dowodem w sprawie, oddano rodzinie jeszcze tego samego dnia, tuż po wyciągnięciu zwłok. Funkcjonariusze od razu zasugerowali, że Fuller chciał popełnić samobójstwo przez podpalenie, ale zmarł od wdychania oparów, zanim zdążył odpalić zapałkę.
Oficjalny werdykt kontra siniaki i krew w płucach
Choć śledczy forsowali wersję o samobójstwie, wyniki autopsji i stan zwłok budziły ogromne wątpliwości. Koroner stwierdził, że ciało znajdowało się w zaawansowanym stężeniu pośmiertnym, a jego ułożenie wskazywało, że muzyk zmarł w zupełnie innej pozycji, niż go znaleziono. Wyglądało to tak, jakby sprawcy siłą przełamali sztywność kończyn, aby upchnąć zwłoki na przednim siedzeniu. Na twarzy, klatce piersiowej i ramionach Bobby'ego widoczne były liczne zasinienia, a w jego płucach znaleziono krew. Mimo to w oficjalnym raporcie jako przyczynę zgonu wpisano "przypadkowe uduszenie oparami benzyny".
Teorie o mafii i konfliktach w muzycznym półświatku
Wiele osób z otoczenia artysty uważa, że policja celowo ukręciła łeb sprawie na zlecenie lokalnej mafii. W latach 60. scena nocnych klubów w Los Angeles była pod silnym wpływem przestępczości zorganizowanej, która narzucała muzykom niekorzystne kontrakty. Mówiło się, że Fuller chciał uniezależnić się od dotychczasowych promotorów i przenieść swoją karierę w inne miejsce, co mogło rozwścieczyć wpływowych ludzi z Sunset Strip. Inną popularną teorią jest zemsta za romans z kobietą powiązaną z niebezpiecznym gangsterem z Las Vegas. Brat muzyka, Randy Fuller, wspominał o tajemniczym telefonie, który Bobby odebrał w noc poprzedzającą tragedię.
Ktoś dzwonił około drugiej w nocy, słychać było krzyki i jakieś p***olne zamieszanie, po czym Bobby wybiegł z domu bez słowa i nigdy już nie wrócił – wspominał Randy Fuller w jednym z wywiadów prasowych
Istnieje również wątek finansowy dotyczący menedżera Boba Keane'a i wytwórni Mustang Records. Krążyły plotki, że firma wykupiła na życie artysty wysoką polisę ubezpieczeniową. Dodatkowo w dniu śmierci Bobby miał odebrać z wytwórni około 10 000 dolarów w gotówce lub czeku. Pieniędzy tych nigdy nie odnaleziono, co sugeruje, że motywem zbrodni mógł być również rabunek. Keane zaprzeczał tym oskarżeniom i sam próbował wyjaśnić sprawę rękami prywatnego detektywa, jednak ten szybko zrezygnował po otrzymaniu pogróżek od nieznanych sprawców.
Niewyjaśniona sprawa i ironia losu w tekście piosenki
Tragiczna historia muzyka zyskała po latach status niemal legendarnej ze względu na niesamowity zbieg okoliczności związany z jego największym hitem. Piosenka "I Fought the Law" zawiera słynne słowa o walce z prawem, którą ostatecznie wygrywa system. W kontekście nieudolnego, a zdaniem wielu ustawionego śledztwa LAPD, zdanie to nabrało wyjątkowo ponurego znaczenia. Policja nigdy nie wznowiła dochodzenia, a akta sprawy do dziś pozostają niekompletne, co uniemożliwia rodzinie walkę o sprawiedliwość.
Mimo upływu sześciu dekad fani rocka i badacze historii muzyki wciąż analizują każdy szczegół tego feralnego lipca 1966 roku. Podobny sposób pozbywania się ofiar, polegający na pobiciu i porzuceniu w aucie oblanym benzyną, był w tamtym czasie znakiem rozpoznawczym gangów z Los Angeles. Wszystko wskazuje na to, że Bobby Fuller stał się ofiarą systemu, w którym granica między prawem a światem przestępczym była w tamtych latach bardzo cienka.