John Anthony Gillis zamiast Jacka White’a. Skąd wzięły się polskie korzenie słynnego muzyka?
Dla całego świata jest Jackiem Whitem, czyli genialnym gitarzystą, który na początku XXI wieku przywrócił rocka do łask dzięki grupie "The White Stripes". Mało kto jednak wie, że jego prawdziwe nazwisko to John Anthony Gillis. Nazwisko White przyjął po swojej pierwszej żonie, Meg, co samo w sobie było dość nietypowym ruchem w świecie rockandrolla. Jack był najmłodszym z dziesięciorga dzieci i dorastał w Detroit, ale w jego domu polskie tradycje były obecne na każdym kroku. Wszystko za sprawą rodziców, a konkretnie matki, Teresy Gillis, która z domu nazywała się Bandyk.
Jego dziadkowie ze strony mamy byli Polakami. Dziadek Jan Bandyk i babcia Maria Ostafin przekazali córce miłość do ojczystego kraju, którą ta później zaszczepiła w swoim najmłodszym synu. Babcia muzyka pochodziła z podkarpackiej wsi Lubzina, położonej niedaleko Ropczyc, ale przez pewien czas mieszkała również w Krakowie. To właśnie te dwa miejsca stały się dla Jacka White’a punktami orientacyjnymi, do których wracał nie tylko w myślach, ale i podczas swoich tras koncertowych. Co ciekawe, surowe polsko-katolickie wychowanie o mało nie sprawiło, że Jack został księdzem. Jako dziecko był gorliwym ministrantem, a w pewnym momencie dostał się nawet do seminarium duchownego w Wisconsin. Ostatecznie jednak muzyka wygrała z powołaniem, choć duchowość i zasady wyniesione z domu pozostały w nim na zawsze.
Jack White nie uratował teatru w Krakowie. Prawda o słynnej darowiznie w Detroit
W internecie od lat krąży opowieść o tym, jakoby Jack White miał sfinansować renowację jednego z teatrów w Krakowie. Jest to klasyczny przykład plotki, która powstała z połączenia kilku faktów, ale rzeczywistość wyglądała nieco inaczej. Prawdą jest, że muzyk uratował przed bankructwem historyczny budynek, ale nie działo się to w Polsce, lecz w jego rodzinnym Detroit. W 2013 roku słynna Detroit Masonic Temple (Świątynia Masońska) popadła w ogromne długi i groziła jej licytacja. White, działając początkowo anonimowo, wpłacił 142 tysiące dolarów, co pozwoliło spłacić wszystkie zaległości podatkowe i uratować obiekt.
Dlaczego to zrobił? Powód był bardzo osobisty i bezpośrednio związany z jego matką. W czasach, gdy rodzina muzyka klepała biedę, to właśnie ta instytucja podała im pomocną dłoń, zatrudniając Teresę Gillis jako bileterkę. Jack chciał się po latach odwdzięczyć za pomoc, jaką otrzymała jego mama. Zarząd budynku był tak poruszony tym gestem, że główną salę koncertową przemianowano na "Jack White Theater". To miejsce stało się dla niego tak ważne, że w 2022 roku, podczas jednego z koncertów, właśnie na tej scenie oświadczył się swojej partnerce Olivii Jean i wziął z nią ślub kilka minut później. Mit o Krakowie wziął się prawdopodobnie stąd, że w tym samym czasie media często rozpisywały się o krakowskich korzeniach jego babci.
Wspólne szukanie przodków na Podkarpaciu i wzruszające "Sto lat" na Torwarze
Więź Jacka White’a z Polską to coś znacznie więcej niż tylko wzmianki w wywiadach. W 2005 roku, kiedy muzyk przyjechał na festiwal Open'er, zabrał swoją matkę na wycieczkę sentymentalną na Podkarpacie. Wspólnie odwiedzili Lubzinę, gdzie w tamtejszej parafii wertowali stare księgi metrykalne. Dzięki tej wizycie udało im się odnaleźć informacje o krewnych, o których istnieniu wcześniej nie mieli pojęcia. White wspominał później, że widok matki odkrywającej historię swojej rodziny był dla niego jednym z najważniejszych momentów w życiu. Takie podejście do korzeni sprawiło, że polscy fani zaczęli traktować go niemal jak rodaka.
Nic nie czyni mnie bardziej dumnym z moich polskich braci i sióstr niż łaskawość i zrozumienie, jakie okazują uchodźcom. Niech was wszystkich Bóg błogosławi – stwierdził Jack White w trakcie rozmowy o pomocy Polaków dla Ukrainy
Te słowa padły w 2022 roku, ale fani szczególnie zapamiętali koncert w Warszawie z 2018 roku. W hali Torwar, dokładnie w dniu 88. urodzin Teresy Gillis, Jack wprowadził swoją mamę na scenę. Kilka tysięcy osób odśpiewało jej gromkie "Sto lat", co było momentem niezwykle wzruszającym. Co ciekawe, z tego wydarzenia prawie nie ma nagrań w sieci, ponieważ muzyk od lat stosuje rygorystyczny zakaz używania telefonów komórkowych na swoich występach. White dba o to, by takie chwile przeżywać tu i teraz, a nie przez ekran smartfona. Jeszcze w 2024 roku, świętując 94. urodziny mamy, opublikował w mediach społecznościowych życzenia napisane poprawną polszczyzną.
Polecany artykuł:
Ostatnie pożegnanie Teresy Gillis i powrót muzyka do Polski w 2026 roku
Niestety, 17 marca 2026 roku media obiegła smutna wiadomość o śmierci matki artysty. Teresa Gillis zmarła w wieku 95 lat. Jack pożegnał ją w internecie bardzo osobistym wpisem, w którym podkreślił, jak wielki wpływ miała na jego życie i karierę. Wspomniał między innymi, że do samego końca uwielbiała układać puzzle i zajadać się polskimi potrawami, które zawsze przypominały jej o domu rodziców. Śmierć matki domknęła pewien rozdział w życiu White’a, ale jego miłość do Polski wcale nie wygasła. Wręcz przeciwnie, muzyk postanowił bardzo szybko wrócić do kraju swoich przodków, by w intymnej atmosferze zaprezentować nowy materiał.
Zgodnie z zapowiedziami, w czerwcu 2026 roku Jack White zagra dwa wyjątkowe koncerty w Polsce w ramach promocji albumu "No Name". Zamiast wielkich stadionów, artysta wybrał mniejsze, kultowe miejsca, które pozwolą na lepszy kontakt z publicznością. 1 czerwca 2026 roku wystąpi w warszawskim klubie Stodoła, a dzień później, 2 czerwca 2026 roku, pojawi się w krakowskim Klubie Studio. Biorąc pod uwagę historię jego rodziny, koncert w Krakowie będzie miał dla niego z pewnością symboliczny wymiar. Bilety na te wydarzenia rozeszły się w mgnieniu oka, co tylko potwierdza, że polska publiczność darzy Jacka White’a taką samą sympatią, jaką on od lat okazuje naszej kulturze.