Słownik grunge’u, którego nie było. Jak niezależna wytwórnia ośmieszyła potęgę dziennikarstwa

W 1992 roku oczy całego świata zwrócone były na Seattle, gdzie narodził się fenomen grunge’u. Dziennikarze prestiżowych redakcji desperacko próbowali zrozumieć nową subkulturę, co doprowadziło do jednej z najbardziej kuriozalnych wpadek w historii prasy. Pracownica wytwórni Sub Pop postanowiła zakpić z wysłannika „The New York Timesa”, wmawiając mu istnienie całkowicie zmyślonego slangu.

Logotypy zespołów Alice in Chains, Pearl Jam, Nirvana i Soundgarden. O legendach grunge'u przeczytasz na EskaRock.
Autor: mat. prasowe/ Materiały prasowe
Grunge’owe kapele wszech czasów / Eska ROCK

Gorączka grunge’u i poszukiwanie sensacji w Seattle

Na początku 1992 roku świat muzyki przeszedł gwałtowną zmianę. Album "Nevermind" zespołu Nirvana niespodziewanie zrzucił Michaela Jacksona z pierwszego miejsca listy Billboard, a małe miasto Seattle stało się stolicą światowego rocka. Do deszczowego stanu Waszyngton zaczęły zjeżdżać rzesze dziennikarzy z największych światowych mediów. Każdy chciał zrozumieć, o co chodzi w fenomenie grunge’u, ale wielu z nich traktowało tę autentyczną, lokalną scenę jak kolejny produkt lifestylowy, który można łatwo zapakować w pudełko i sprzedać masowemu odbiorcy. Gazety i magazyny modowe zaczęły interesować się flanelowymi koszulami i starymi swetrami z lumpeksów, widząc w nich nową, wysoką modę.

Próby komercjalizacji subkultury budziły irytację u ludzi, którzy tworzyli tę scenę od lat. Kiedy „The New York Times”, jedna z najbardziej wpływowych gazet na świecie, postanowiła przygotować artykuł o trendach panujących w Seattle, jej dziennikarz Rick Marin skierował swoje kroki do wytwórni Sub Pop. To właśnie ta firma stała za sukcesami najważniejszych kapel tamtego okresu. Współzałożyciel wytwórni, Jonathan Poneman, zmęczony ciągłymi i często naiwnymi pytaniami mediów głównego nurtu, postanowił zrobić sobie żart. Skierował dziennikarza do Megan Jasper, byłej recepcjonistki firmy, przedstawiając ją jako wybitną ekspertkę od lokalnego slangu.

Megan Jasper i lista słów, których nikt nigdy nie używał

Kiedy Rick Marin zadzwonił do Jasper, liczył na to, że pozna tajemne hasła, jakimi posługuje się rockowa młodzież. Dziewczyna błyskawicznie zorientowała się w sytuacji i zamiast wyprowadzić dziennikarza z błędu, zaczęła na poczekaniu wymyślać najbardziej absurdalne zwroty, jakie przyszły jej do głowy. Wiedziała, że w Seattle nie istnieje żaden specyficzny slang, ale postanowiła zaspokoić głód „The New York Timesa” na tanią sensację. Z pełną powagą dyktowała dziennikarzowi kolejne hasła, które miały rzekomo opisywać codzienność fanów grunge’u.

W ten sposób 15 listopada 1992 roku w prestiżowym dziale stylu „The New York Timesa” ukazała się ramka pod tytułem "Lexicon of Grunge". Czytelnicy mogli dowiedzieć się z niej, że fani z Seattle używają takich słów jak:

  • Wack slacks – stare, podarte jeansy
  • Cob nobbler – nieudacznik lub przegryw
  • Lamestain – osoba niefajna i niebędąca na czasie
  • Harsh realm – pech lub rozczarowanie
  • Swingin’ on the flippity-flop – obijanie się lub spędzanie wolnego czasu
  • Bound-and-hagged – zostawanie w domu w weekendowy wieczór

Kompromitacja giganta na oczach całego kraju

Artykuł w „The New York Times” został napisany całkowicie na serio i potraktowany jako rzetelne źródło wiedzy o nowym trendzie. Przez kilka miesięcy nikt nie kwestionował wiarygodności słownika, a media głównego nurtu z zachwytem cytowały wymyślone przez Jasper bzdury. Prowokacja wyszła na jaw dopiero w marcu 1993 roku, kiedy to Thomas Frank, dziennikarz niezależnego magazynu „The Baffler”, przeprowadził śledztwo. Skontaktował się z Megan Jasper, która przyznała, że wszystko od początku do końca było żartem wymierzonym w lenistwo wielkich redakcji.

To miało obnażyć sposób, w jaki wielkie media próbują sprzedać bunt młodzieży w gotowych paczkach – przyznała po latach Megan Jasper wspominając całe zamieszanie

Reakcja „The New York Timesa” była daleka od pokory. Redaktorzy gazety początkowo szli w zaparte, oskarżając Thomasa Franka o kłamstwo i domagając się od niego przeprosin. Co więcej, w obronie prestiżowego dziennika stanął nawet magazyn „Newsweek”, twierdząc, że część z tych słów na pewno jest w użyciu. Ostatecznie jednak gazeta musiała pogodzić się z faktem, że dała się nabrać recepcjonistce z Seattle, a „Lexicon of Grunge” stał się symbolem braku zrozumienia dla alternatywnych subkultur.

Od żartu z „The New York Timesa” do popkultury

Choć słowa wymyślone przez Jasper były kompletnym zmyśleniem, niektóre z nich zaczęły żyć własnym życiem. Wytwórnia Sub Pop szybko wykorzystała zamieszanie do celów marketingowych i wypuściła koszulki z napisem "Lamestain", które stały się wielkim hitem sprzedażowym wśród fanów muzyki. Najciekawszy los spotkał jednak zwrot „Harsh realm”. Hasło to stało się tytułem serii komiksów science-fiction, a pod koniec lat 90. Chris Carter, twórca kultowego serialu „Z Archiwum X”, na ich podstawie stworzył serial telewizyjny dla stacji Fox. Słowo, które miało tylko ośmieszyć dziennikarza, oficjalnie weszło do języka popkultury.

Sama Megan Jasper nie poniosła żadnych negatywnych konsekwencji swojej prowokacji. Wręcz przeciwnie, jej odwaga i poczucie humoru zyskały uznanie w branży muzycznej. Z czasem pięła się po szczeblach kariery w Sub Pop, by ostatecznie zostać CEO całej wytwórni. Do dziś zarządza firmą, która odkryła takie zespoły jak Fleet Foxes czy The Shins. Historia fałszywego słownika pozostaje jedną z ulubionych anegdot fanów rocka, przypominającą o tym, że autentyczność subkultury zawsze wygra z próbą jej sztucznego skomercjalizowania przez ludzi, którzy zupełnie jej nie rozumieją.

Galeria: Ranking najważniejszych światowych zespołów grunge’owych