Muzyka odpowiedzią na stratę. Historia Temple of the Dog na 35-lecie jedynego albumu supergrupy

2026-04-15 12:50

W 1990 roku zespół Soundgarden już co prawda istniał, był już nawet dostrzeżony na rynku, prawdziwy bum na muzykę grunge miał jednak dopiero nadejść. Wydawało się, że jedną z kluczowych postaci tego brzmienia będzie niejaki Andrew Wood. Niestety jednak, lider Mother Love Bone zmarł w wieku zaledwie 24 lat. To w hołdzie dla niego powstała formacja, aż w końcu album, które na zawsze zapisały się w historii ciężkich brzmień.

Temple of the Dog

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Rok 1990 zapowiadał się jako okres, który może się okazać kluczowy dla zespołu Mother Love Bone. Formacja powstała w Seattle w 1987 roku i choć początkowo budowała swoją pozycję koncertując, to w końcu udało się jej zdobyć kontrakt wytwórni Mercury Records. Ta na tyle widziała w grupie nową nadzieję ciężkich brzmień, że specjalnie dla niej stworzyła swój pododdział o nazwie Stardog, nakładem którego ukazać się miał debiut formacji. 

Jego premierę zaplanowano na marzec 1990 roku, jednak niestety, dosłownie na chwilę przed tym dniem zmarł w wyniku przedawkowania heroiny w wieku zaledwie 24 lat jej lider, Andrew Wood. Wokalista był bliskim przyjacielem Chrisa Cornella Soundgarden, Panowie dzielili nawet razem mieszkanie. Nic więc dziwnego, że bardzo mocno przeżył on przedwczesną śmierć przyjaciela - ukojenia w bólu postanowił poszukać w muzyce.

Grunge’owe kapele wszech czasów / Eska ROCK

Jak przejść żałobę?

Chris nie miał nawet zbyt dużo czasu na to, aby przejść żałobę. Krótko po śmierci Andrew ruszył wraz z Soundgarden w trasę po Europie, jednak już w trakcie jej trwania zaczął pisać utwory, które miały być hołdem dla jego przyjaciela. Różniły się one od twórczości macierzystej formacji - były znacznie spokojniejsze, bardziej refleksyjne i przepełnione żalem. 

Niemal natychmiast po powrocie z tournée Conrell przystąpił do nagrań, w efekcie czego zarejestrował dwie kompozycje: Reach Down oraz Say Hello 2 Heaven. W tym samym czasie wokalista zbliżył się do dwóch byłych członków Mother Love Bone: Jeffa Amenta i Stone'a Gossarda. Panowie sami nie wiedzieli, co mają dalej robić ze swoją muzyczną działalnością. Choć w końcu założyli grupę, uznawaną dziś za ikoniczną dla grunge'u, Pearl Jam, to najpierw przyszedł czas na supergrupę w hołdzie ich zmarłemu przyjacielowi.

Muzycy, do których dołączyli także gitarzysta Mike McCready i perkusista Matt Cameron, założyli formację, która przyjęła nazwę Temple of the Dog. W końcu pojawiło się więcej materiału, który skład ćwiczył na próbach - na fali tego Cornell uznał, że warto być może zebrać całość na EP-ce, bądź nawet całym albumie.

Tak też się stało - płyta została nagrana w zaledwie dwa tygodnie w luźniej, wolnej od wymogów wytwórni atmosferze. To właśnie w tym czasie w życiu Amenta, Gossarda i McCready'ego pojawił się niejaki Eddie Vedder, którego chcieli zaangażować jako wokalistę do nowo powstałego własnego zespołu. Nieoczekiwanie także i on dał małą cząstkę siebie na albumie, poświęconemu Andrew Woodowi - jego wokal słychać chociażby w kultowym Hunger Strike.

W końcu 16 kwietnia 1991 roku ukazał się pierwszy - i jedyny - album studyjny supergrupy Temple of the Dog. W pierwszych miesiącach nie zyskał on zbyt dużej uwagi opinii publicznej, dopiero rok później, gdy ta świetnie wiedziała już, kim są Pearl Jam i Soundgarden, słuchacze wrócili do wydawnictwa. Dziś uchodzi ono za jedno z kluczowych i fundamentalnych dla muzyki grunge.