Jedno pociągnęło za drugie. Slayer i historia albumu Christ Illusion
Po wydaniu God Hates Us All, we wrześniu 2001 roku, Slayer znalazł się w dość nietypowym położeniu. Choć album odniósł sukces komercyjny, to jego premiera zbiegła się z zamachami z 11 września, co sprawiło, że promocja całości została zepchnięta na bok. Mimo wszystko, grupa szybko wyruszyła w trasę. Pod koniec roku dość nieoczekiwanie skład opuścił jednak perkusista Paul Bostaph. Przyczyna? Przewlekła kontuzja łokcia, która utrudniała mu grę. Później natomiast przyznał, że "muzycznie chciał zacząć grać coś innego". – Nie miałem nic do nikogo z kapeli, po prostu nadszedł czas na zmiany – powiedział Bostaph (cytat za książką Slayer. Krwawe rządy Joela McIvera). Muzyk ogłosił swoje odejście w newralgicznym momencie. Grupa miała zaplanowane kolejne koncerty. Trzeba było więc szybko działać, aby znaleźć jego zastępcę/następcę.
Początkowo nikt raczej nie zakładał, że do składu, na stałe, powróci Dave Lombardo, który rozstał się z zespołem w 1992. Przez dekadę zdążył on zagrać w wielu różnych projektach, również bardzo eksperymentalnych. Rozwijał się zatem mocno pod kątem muzycznym i praktycznie stronił od metalowego świata. Propozycja jednak padła. – Nasz menedżer zadzwonił do Dave'a i zapytał, czy chciałby z nami zagrać, dopóki nie znajdziemy nowego perkusisty. I się na to zgodził – powiedział wokalista i basista Tom Araya dla australijskiego magazynu Time Off. – W trakcie trasy dowiedział się, że planujemy nową płytę i dał nam znać, że chciałby uczestniczyć w jej nagrywaniu. Jedno pociągnęło za sobą drugie. Przestaliśmy więc szukać nowego perkusisty i zaczęliśmy pracować nad materiałem z Dave'em.
Proces bez zmian
Stare niesnaski odeszły w niepamięć, a dawna chemia znów dała o sobie znać. W takich sprzyjających warunków można była zacząć intensywnie myśleć nad następcą God Hates Us All. Pierwsze demówki powstały już w 2003. A rok później większość materiału, która znalazła się na płycie Christ Illusion, była już gotowa do nagrania. – Proces pisania utworów, przez który przeszliśmy, niespecjalnie się zmienił. Po prostu zmieniliśmy perkusistów – dodał Araya we wspomnianym wcześniej wywiadzie. Gitarzyści Jeff Hanneman i Kerry King tworzyli materiał osobno. Każdy przygotowywał riffy, szkice aranżacji i pomysły na nowe utwory. – Zawsze tak pisaliśmy, z Paulem było dokładnie tak samo. [...] Gdy Dave ma już wszystko opanowane, cała nasza czwórka wspólnie dopracowuje muzykę. Jeśli czujemy ten klimat i nam się podoba, to to zostawiamy, a jeśli nie, to numer ląduje w koszu – podsumował frontman Slayera.
Skoro prace tak dobrze szły, to dlaczego fani musieli czekać na Christ Illusion o wiele dłużej? Wszystko zostało przesunięte w czasie, ponieważ wytwórnia Slayera, American Recordings, prowadziła wówczas negocjacje w sprawie zmiany dystrybutora płyt. W lipcu 2005 umowę, w tym zakresie, udało się sfinalizować. Terminy, związane z nagrywaniem kolejnego studyjnego albumu, opóźniały się także w związku z napiętym grafikiem producenta Ricka Rubina. Muzycy bardzo chcieli, żeby to właśnie on czuwał nad ich nadchodzącym wydawnictwem. To dziwić nie mogło, w końcu był odpowiedzialny za klasyczne płyty Reign in Blood (1986), South of Heaven (1988) i Seasons in the Abyss (1990). Problem tylko polegał na tym, że Rubin był mocno pochłonięty w tamtym czasie współpracą z Metalliką. Stery przejął zatem Josh Abraham, a słynny brodacz został tylko.. producentem wykonawczym.
Dobra mieszanka
Właściwe nagrania rozpoczęły się pod koniec lutego 2006. Sesje odbywały się w dwóch legendarnych studiach w Los Angeles: NRG Recording oraz Westlake. Proces przebiegł wyjątkowo sprawnie, ponieważ amerykański kwartet skupił się na uchwyceniu surowej, żywej energii, jaką udało się wygenerować w trakcie prób.
Christ Illusion trafił na półki sklepowe 8 sierpnia 2006. Album okazał się wielkim sukcesem. Zadebiutował na piątym miejscu amerykańskiej listy Billboard 200, co było wówczas najwyższym wynikiem w całej karierze Slayera. W pierwszym tygodniu od premiery sprzedało się ponad 60 tys. egzemplarzy. Płyta cieszyła się też sporą popularnością na innych rynkach. Christ Illusion trafił do pierwszej dziesiątki zestawień m.in. w Kanadzie, Finlandii, Niemczech, Norwegii czy Polsce. Przyjęcie było zatem doprawdy entuzjastyczne. Większość recenzentów zgodnie podkreślała, że jest to bardzo udany powrót do klasycznego brzmienia. – To dobra mieszanka szybkiej, brutalnej muzyki i wolniejszych, bardziej nastrojowych kawałków. Jest to całkiem intensywne. Brzmi jak cholerna płyta Slayera – w ten sposób całość zrecenzował King. I ciężko było się z nim nie zgodzić.
Jakie ciekawostki skrywa album Christ lllusion? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.