W piątek 28 sierpnia 2026 roku Lotnisko Rakowice-Czyżyny w Krakowie zamieniło się w ogromny, pulsujący dźwiękiem festiwalowy teren. Bramy festiwalu otworzyły się o 15:00 i od początku było widać, że publiczność przyjechała do Czyżyn przede wszystkim po dobrą zabawę. Rockowizna od lat stawia na łączenie pokoleń i pierwszego dnia krakowskiej edycji było to szczególnie widoczne – obok wieloletnich fanów polskiego rocka i metalu pojawili się młodsi słuchacze. Pierwszy dzień krakowskiej Rockowizny był podróżą przez różne oblicza rocka – od ulicznego punka The Analogs, przez brytyjski rock alternatywny Kid Kapichi, metalowe brzmienie legendarnej, polskiej formacji Acid Drinkers, po gotycki rock, w wykonaniu gwiazdy wieczoru, czyli niemieckiej formacji Lord of The Lost. Sześć zespołów stworzyło niezwykle różnorodne widowisko, podczas którego publiczność bawiła się do późnych godzin wieczornych.
Od punkowej furii do gotyckiego finału
Piątkowe granie o godzinie 16:00 rozpoczęli The Analogs. Szczecińska formacja, działająca od 1995 roku, ma za sobą ponad trzy dekady obecności na polskiej scenie street punkowej i doskonale wie, jak rozkręcić festiwal. Od pierwszych dźwięków zespół postawił na bezpośredniość, energię i charakterystyczny punkowy sposób komunikowania się z publicznością. Pod sceną szybko pojawiły się osoby śpiewające razem z zespołem, a kolejne utwory przypominały, że The Analogs mają grono wiernych fanów, którzy znają ich repertuar niemal na pamięć. Podczas koncertu nie mogło zabraknąć takich klasyków, jak chociażby: „Pieśń Aniołów”, „Co warte jest życie” czy cover utworu The Clash „The Guns of Brixton”. To był bardzo dobry wybór na otwarcie festiwalu: bez zbędnego patosu, za to z dużą dawką gitarowej energii i punkowego ducha. The Analogs nie musieli nikogo przekonywać, że scena jest ich naturalnym środowiskiem.
Kid Kapichi – moje osobiste odkrycie tego festiwalu
Dwadzieścia minut później pałeczkę przejęli Brytyjczycy z Kid Kapichi. Pochodząca z Hastings grupa wniosła na Rockowiznę nieco inny rodzaj energii – bardziej współczesny, riffowy i mocno osadzony w brytyjskim rocku i punku. Ich muzyka dobrze zgrała się z tym, co chwilę wcześniej zaproponowali The Analogs. Także tutaj nie zabrakło społecznych obserwacji i komentarza do codzienności, podanych w charakterystycznej dla zespołu, dynamicznej formie. Publiczność bardzo dobrze przyjęła takie numery jak „Sardines”, „New England”, „Get Down” czy niezwykle chwytliwe „Can EU Hear Me”. Brytyjczycy pokazali, że rock nie musi oznaczać wyłącznie nostalgii – może być jednocześnie aktualny, buntowniczy i bardzo przebojowy. Chłopaki uwielbiają Polskę, wokalista Jack Wilson otrzymał burzę oklasków, po tym, jak pochwalił się znajomością kilku podstawowych polskich fraz, a po koncercie wraz z gitarzystą formacji i ekipą Radia Eska Rock postanowił zrobić sobie nawet tatuaż, który upamiętni jego wizytę w Krakowie. Dla mnie Kid Kapichi było zdecydowanie festiwalowym odkryciem sezonu.
Pull The Wire – jak świętować urodziny, to tylko z taką publicznością!
Żyrardowska formacja Pull The Wire już przed swoim właściwym koncertem miała okazję spotkać się z festiwalową publicznością podczas akustycznego występu w pobliżu sceny. Od pierwszych dźwięków nie było mowy o spokojnym staniu pod sceną. Pull The Wire postawił na charakterystyczną mieszankę punkrockowej energii, humoru i bezpośredniego kontaktu z publicznością. Koncert rozpoczął się od „Klątwy Czarnej Perły Strong”, a później zabrzmiały między innymi „Sztuka przemijania”, „Zgniły polski rock&roll”, „Morskie opowieści” czy krótka wersja piosenki „Łabędzie”, który w oryginale wykonuje formacja Lej Mi Pół. Dzień ten miał dla grupy również wymiar osobisty: urodziny świętował bowiem perkusista Marek Adamek. Fani przygotowali transparent z napisem „100 lat Marek”, a festiwalowa publiczność wraz z zespołem odśpiewała dla niego gromkie „Sto lat”.
Nocny Kochanek – metal, humor i wspólne śpiewanie
O 20:30 scenę krakowskiej Rockowizny opanowali muzycy Nocnego Kochanka, czyli zespół, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym wykonawcą na polskiej scenie. Formacja, która została powołana do życia w 2012 roku, umiejętnie przeplata ciężkie gitarowe riffy z melodyjnymi partiami wokalnymi. Do tego nieco absurdalnego humoru i żartobliwego spojrzenia na relacje damsko-męskie i spory dystans do samych siebie – to mieszanka, która ponownie okazała się idealna podczas festiwalu. Zespół od lat ma sporą rzeszę fanów, która wykazuje się sporą kreatywnością podczas ich występów. Tym razem nie zabrakło rycerza oraz konia, czyli ewidentnych symboli nawiązujących do jednego z utworów zespołu, a mianowicie „Koń na białym rycerzu”. Co więcej, grupa wiernych fanów tuż przed koncertem wykonała nawet wspomniany kawałek na fletach! Podczas koncertu nie zabrakło największych przebojów formacji, a mianowicie: „Dziewczyna z kebabem”, „Zdrajca metalu”, „To właśnie Hewi Metal” czy „Czarna czerń”, które wywoływały bardzo żywiołową reakcję. To właśnie występ Nocnego Kochanka zgromadził tego dnia najliczniejszą publiczność.
Acid Drinkers – powrót do korzeni ciężkiego grania
O godzinie 22:00 na scenie Lotniska Rakowice-Czyżyny pojawili się Acid Drinkers, którzy jako przedostatni zespół pierwszego dnia festiwalu pokazali, że mimo upływu lat ich koncertowa forma wciąż potrafi zrobić ogromne wrażenie. Formacja, która po latach powróciła do wspólnego koncertowania w oryginalnym składzie, zabrała publiczność w pełną ciężkich riffów podróż przez kolejne dekady działalności zespołu. W repertuarze znalazły się m.in. „Masterhood of Hearts Devouring”, „High Proof Cosmic Milk” oraz „I Am the Mystic”, a całość uzupełniły mocne akcenty w postaci coverów „Seek and Destroy” Metalliki oraz „Hit the Road Jack” Percy Mayfield oraz „Another Brick In The Wall” Pink Floyd. Pod sceną od razu zrobiło się gorąco: mosh pity szybko nabrały rozpędu, a tłum reagował na kolejne numery potężną dawką energii. Acid Drinkers udowodnili, dlaczego od dekad zajmują szczególne miejsce na polskiej scenie metalowej – ich koncert to ogromne sceniczne doświadczenie, ciężar brzmienia i charakterystyczna, bezkompromisowa atmosfera. Dla jednych Acid Drinkers byli częścią muzycznej młodości, dla innych – kolejnym odkryciem festiwalowego dnia.
Lord Of The Lost – mocny, teatralny finał
O 23:40 rozpoczął się ostatni koncert pierwszego dnia. Na scenę wyszli Lord Of The Lost i od pierwszych minut stało się jasne, że finał będzie miał zupełnie inny charakter. Niemiecka formacja z Hamburga połączyła ciężar metalu z industrialem, dark rockiem, elektroniką i mocno teatralną oprawą. Po punkowej prostocie The Analogs czy imprezowej formule Pull The Wire był to zdecydowanie najbardziej widowiskowy i mroczny punkt programu. Gdy zapadła noc, światła sceniczne, ciężkie brzmienie i charakterystyczna prezencja wokalisty Chrisa Harmsa stworzyły spektakl, który Rockowizna zapamięta na długo. W repertuarze Niemców nie zabrakło ich eurowizyjnego przeboju „Blood & Glitter”, a także „Kill the Lights” czy „I Hate People” pochodzących z ostatniego krążka zespołu „OPVS NOIR Vol. 3”, który ukazał się na rynku w kwietniu 2026 roku. Lord Of The Lost zaskoczyli także wykonaniem utworu „Cha Cha Cha” fińskiego artysty Käärijä, który wraz z nimi w 2023 roku wziął udział w Konkursie Piosenki Eurowizji. Lord Of The Lost zamknęli pierwszy dzień Rockowizny jak na headlinerów przystało – głośno, widowiskowo i bezkompromisowo. Był to koncert, który zdecydowanie należał do najmocniejszych punktów krakowskiej odsłony festiwalu.
Jeden dzień, sześć różnych twarzy rocka
Pierwszy dzień Rockowizny w Krakowie był przede wszystkim świętem różnorodności. The Analogs rozpoczęli go punkową bezpośredniością, Kid Kapichi dodali współczesny brytyjski pazur, Pull The Wire zamienili teren festiwalu w wielką imprezę, a Nocny Kochanek połączył metalowe riffy z absurdem i humorem. Potem przyszła kolej na bardziej nostalgiczne i ciężkie oblicze rocka – Acid Drinkers – a na koniec Lord of the Lost przenieśli publiczność w znacznie mroczniejszy, teatralny świat. Rockowizna w Krakowie pokazała, że rock może być jednocześnie buntowniczy, nostalgiczny, ciężki, zabawny i widowiskowy.
Zajrzyjcie do galerii i zobaczcie zdjęcia z pierwszego dnia festiwalu.