Ritchie Blackmore nie poradził sobie na scenie z Deep Purple? Tak sytuację skomentował obecny gitarzysta formacji

To dokładnie tydzień temu miało miejsce wydarzenie, na spełnienie którego nie liczyli już chyba nawet najwierniejsi fani zespołu Deep Purple. Po upływie ponad trzech dekad na scenie u boku formacji stanął jej oryginalny, legendarny gitarzysta - Ritchie Blackmore. Czy muzyk, który skończył w tyn roku 81 lat, podołał zadaniu? Tak komentuje to obecny gitarzysta grupy.

Gitarzysta Ritchie Blackmore na scenie z Deep Purple. O powrocie legendy przeczytasz na EskaRock.
Autor: Philly Upstart/ Youtube

Nieoczekiwanie to sam Ritchie Blackmore w środę 12 sierpnia podczas transmisji live na swoich mediach społecznościowych zdradził, że stanie ponownie na scenie u boku kolegów z zespołu Deep Purple, w którym zaczynał całą karierę. 

Wieści te wzbudziły bardzo duży entuzjazm wśród fanów i fanek legendarnej formacji. Przypominamy, że słynny gitarzysta, który współtworzył oryginalny skład Deep Purple i brał udział w nagraniach jego najważniejszych albumów, odszedł z zespołu w 1993 roku. Wydawało się, że nie ma żadnych szans na jakiekolwiek połączenie Blackmore'a z grupą, w dużej mierze ze względu na fakt, iż ten był skonfliktowany z jej wokalistą, Ianem Gillanem. W końcu sam Ritchie zdradził jednak, że w ostatnich miesiącach doszło między nimi do pojednania.

Człowiek Z Metalu - analiza tekstu piosenki gitarzysty Blackmore

Ritchie Blackmore powinien przejść na muzyczną emeryturę?

Słowa Blackmore'a znalazły potwierdzenie w rzeczywistości, tym samym 12 sierpnia gitarzysta ponownie zagrał z Deep Purple. Muzyk dołączył do formacji i wykonał z nią klasyk nad klasykami, czyli Smoke on the Water.

Choć sama sytuacja wzbudziła duży entuzjazm w świecie muzyki ogółem, o tyle wśród samych fanów i fanek zespołu nie zabrakło tych, którzy wprost wyrażali rozczarowanie. Zdaniem części fanów Blackmore, który skończył w tym roku 81 lat, nie jest już w najlepszej formie, co było widoczne na scenie podczas występu w Nowym Jorku. On sam zaś nie ukrywał, że cała sytuacja była dla niego sporym wyzwaniem, także pod kątem technicznym (gitarzysta zmaga się z chorobą stawów) i jest przekonany, że to ostatni raz, gdy pojawił się u boku obecnego składu Deep Purple.

Na głosy krytyki internautów postanowił zareagować obecny gitarzysta Deep Purple. Simon McBride w wywiadzie dla "Ultimate Guitar" wyznał, że móc wystąpić u boku swojego idola było dla niego czymś absolutnie wyjątkowym. Jak dodaje:

"Stanąłem na scenie obok gościa, który to wszystko zapoczątkował. Ritchie to legenda, świetny muzyk i wielki innowator. Myślę, że wszyscy muzycy dorastali słuchając jego muzyki. Byłem trochę ciekaw, co o mnie pomyśli. Ale on był super fajnym, miłym facetem... Naprawdę mnie komplementował, co było dla mnie szokiem. To dziwne, kiedy takie legendy podziwiają moją grę. Moja głowa eksplodowała!".

Gitarzysta postanowił odnieść się do krytyki gry starszego kolegi po fachu. Jak powiedział, nie jest tajemnicą, że Ritchie zmaga się z problemami zdrowotnymi i dodał, że ma nadzieję, że gdy będzie w wieku Blackmore'a będzie w stanie grać tak dobrze, jak on. Stwierdził, że ludzie powinni nieco szerzej, z innej perspektywy spojrzeć na całą sytuację, potraktować ją jako wyjątkowe, magiczne wydarzenie i domknięcie pewnego rozdziału w historii Deep Purple.

Ma problemy zdrowotne. Jeśli będę grał tak dobrze w tym wieku, będę szczęśliwy. Ludzie powinni patrzeć na to z perspektywy tego, czym to było: magicznym wieczorem. Ten zespół ma bogatą historię. Ten koncert był jej częścią. Spotkanie starych kumpli, którzy nie widzieli się od lat. To dla chłopaków małe zamknięcie. Historia jest długa i nie zawsze dobra. Ale są starsi i mądrzejsi… wspaniale było widzieć, jak zamykają drzwi przed całą negatywną przeszłością. Ja po prostu chciałem, żeby Ritchie był szczęśliwy i robił swoje, co zrobił. Ritchie jest i zawsze będzie świetnym muzykiem - mówi Simon McBride.

Sprawdź 5 ciekawostek o albumie "Perfect Strangers":