Były perkusista Rainbow obala mity o Ritchiem Blackmore'u. "Potrafi być najzabawniejszym facetem na świecie"
Ritchie Blackmore to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych gitarzystów w historii muzyki rockowej. O kaprysach i trudnym charakterze muzyka krążą prawdziwe legendy. Czy ten obraz jest jednak w 100 procentach prawdziwy? Perkusista Bobby Rondinelli, który spędził u boku muzyka trzy lata w zespole Rainbow, postanowił obalić ten mit w jednym z najnowszych wywiadów.
W rozmowie z serwisem VRP Rocks muzyk wspominał lata spędzone u boku Blackmore'a. Jak twierdzi, gitarzysta był absolutnie świetnym kompanem.
– Jest jednym z najlepszych gitarzystów w historii i posadził mnie na stołku perkusyjnym po Cozy'm [Powellu - przyp. red.], co zwróciło na mnie uwagę i pokazał, że naprawdę we mnie wierzył. Przez lata świetnie się dogadywaliśmy. Potrafi być najzabawniejszym facetem na świecie. Jest bardzo inteligentny, bardzo miły w obyciu, a czasem taki nie jest. Ale kiedy jest, okazuje się niezwykle sympatyczny – powiedział Rondinelli.
Blackmore'owi zarzucało się także brak docenienia dla kolegów z zespołu. Perkusista stwierdził jednak, że gitarzysta potrafił dostrzec talent i sypać komplementami. – To był zwykły facet. Wszyscy gadają tylko wtedy, kiedy ma swoje humory, ale przez 98 proc. czasu był normalnym gościem – podsumował.
Ritchie Blackmore wskazał swoje ulubione utwory Rainbow. "One przychodzą mi pierwsze na myśl"
Nie tak dawno legendarny gitarzysta został zapytany o ulubione utwory z dyskografii Rainbow. Blackmore postawił na same klasyki. – Lubię "Stargazer", "Man on the Silver Mountain" i "Long Live Rock and Roll". To te trzy utwory, które od razu przychodzą mi na myśl – odpowiedział muzyk.
Gitarzysta zatrzymał się na dłużej przy ostatnim z wymienionych. – Pamiętam, jak napisałem podkład. Ćwiczyliśmy go, zanim jeszcze mieliśmy słowa czy cokolwiek innego. Dio podszedł do mnie i zapytał: "Co słyszysz w tym moim śpiewie? Jaką melodię lub podejście słyszysz tutaj dla mnie?". Nuciłem mu do ucha, kiedy graliśmy, i powiedziałem: "Ta główna część mogłaby brzmieć jakoś tak: "Long live rock and roll", ale to może być trochę zbyt kiczowate. Tak to śpiewam w głowie, ale jeśli chcesz to zmienić, nie ma problemu". Myślałem, że to będzie dla niego zbyt zwyczajne, ale Dio odparł: "Nie, to brzmi właściwie". W ten właśnie sposób napisałem pierwszy chwytliwy wers w tekście. Nie sądziłem, że on w ogóle będzie chciał to śpiewać i byłem zaskoczony, że mu się spodobało. Nagrał to w dwóch podejściach, jak zwykle. Nie był kimś, kto popełnia błędy. Zaśpiewał to genialnie – dodał Blackmore na łamach magazynu Guitar Player.