Po sukcesie „Blue Albumu” Weezer nie chciał powtarzać debiutu
Debiutancki album Weezer z 1994 roku sprzedał się w USA w ponad dwóch milionach egzemplarzy i przyniósł zespołowi hity „Buddy Holly” oraz „Say It Ain’t So”. Rivers Cuomo nie chciał jednak powielać lekkiego i precyzyjnie wyprodukowanego brzmienia debiutu. Wydany 24 września 1996 roku „Pinkerton” okazał się znacznie surowszy, bardziej nerwowy i intymniejszy od debiutu. Cuomo pisał o samotności, zazdrości, seksualnym niespełnieniu, obsesji i wstydzie, znacznie rzadziej ukrywając się za żartem czy fikcyjną postacią. Tytuł zaczerpnął z opery „Madama Butterfly” Giacoma Pucciniego, a B.F. Pinkerton miał być dla niego niewygodnym odbiciem egoistycznego rockowego bohatera. Dlatego na płycie pojawiły się „Butterfly” i japońskie odniesienia, choć przede wszystkim pozostała ona zapisem osobistego kryzysu Cuomo.
Surowe brzmienie i kontrowersyjne teksty zniechęciły część słuchaczy
Dla publiczności przyzwyczajonej do chwytliwego debiutu „Pinkerton” brzmiał jak regres. Gitary były bardziej hałaśliwe, wokale mniej wypolerowane, a kompozycje nie miały tej samej popowej lekkości. Pierwsze recenzje były niejednoznaczne, choć część krytyków dostrzegała w albumie jego siłę. Steve Appleford z „Los Angeles Times” pisał, że płyta bywa niechlujna i niezgrabna, lecz ten nieład dobrze oddaje desperackie poszukiwanie seksu i miłości.
Jeszcze większe kontrowersje budziły teksty. W „Tired of Sex”, „No Other One”, „Across the Sea” czy „Pink Triangle” narrator jest sfrustrowany, zazdrosny i często patrzy na relacje w sposób niedojrzały. W 1996 roku wielu słuchaczy brało te słowa za bezpośrednie wyznania Cuomo, nie za portret wad i lęków narratora. Czytelnicy „Rolling Stone” umieścili nawet album na trzecim miejscu najgorszych płyt roku, co dobrze pokazuje skalę początkowego odrzucenia.
Komercyjne niepowodzenie „Pinkertona” mocno uderzyło w Riversa Cuomo
Pod względem sprzedaży album wyraźnie przegrał z debiutem. Dotarł do 19. miejsca listy Billboard 200, lecz szybko zaczął spadać, a jego sprzedaż była wielokrotnie niższa niż w przypadku „Blue Albumu”. „Los Angeles Times” podawał w 2001 roku, że „Pinkerton” sprzedał się w mniej niż jednej piątej nakładu pierwszej płyty grupy. Po trasie promującej album Weezer zawiesili działalność na blisko cztery lata, a Cuomo wrócił na Harvard studiować kompozycję.
Dla lidera Weezer nie było to wyłącznie zawodowe rozczarowanie. W rozmowie z „Entertainment Weekly” w 2001 roku Cuomo porównał premierę „Pinkertona” do upicia się na imprezie, wyznania wszystkim najskrytszych rzeczy, a potem przebudzenia z poczuciem upokorzenia. Rosnący kult albumu przez długi czas był dla niego bolesny, ponieważ przypominał mu o materiale, którego nie chciał ani słuchać, ani wykonywać. To częściowo tłumaczy, dlaczego powrotny „Green Album” z 2001 roku był krótszy, bezpieczniejszy i znacznie mniej autobiograficzny.
Tymczasem pod koniec lat 90. i na początku następnej dekady opinia o „Pinkertonie” zaczęła zmieniać się przede wszystkim wśród fanów. Słuchacze związani ze sceną emo i internetowymi społecznościami zaczęli postrzegać jego niedoskonałości jako atut, nie wadę. Cuomo wspominał po latach, że przypadkiem dowiedział się o rosnącym zainteresowaniu, gdy znajomy opowiedział mu o młodych słuchaczach z całych Stanów Zjednoczonych, dla których ta płyta była szczególnie ważna.
W 2010 roku status kultowego albumu był już na tyle ugruntowany, że ukazała się rozbudowana „Pinkerton Deluxe Edition” z nagraniami z tamtego okresu, w tym materiałem z porzuconego projektu „Songs from the Black Hole”. Podczas trasy Memories Tour, na której Weezer grali „Pinkerton” od początku do końca, Cuomo przekonał się, że publiczność zna teksty tych utworów niemal na pamięć. Z czasem zaczął mówić o płycie jako o odważnej i głębokiej, dostrzegając w dawnych nagraniach ból oraz bezbronność. Platynowa certyfikacja RIAA, przyznana 16 września 2016 roku, potwierdziła zmianę statusu albumu. „Pinkerton” najpierw zaszkodził Weezerowi, lecz po dwóch dekadach zyskał status klasyka.