Męska muzyka z domieszką ostrych przypraw. Rozmowa z grupą rockową Harissa

2026-02-20 10:57

O próbach bez wokalisty, zepsutym numerze, męskim akcie, kryzysie wieku średniego oraz nadchodzącej płycie – rozmawiamy z grupą rockową Harissa.

Harissa

i

Autor: Archiwum zespołu Harissa/ Archiwum prywatne

Krystian: Po blisko czterech latach spotykamy się z zespołem Harissa w niezmienionym składzie: Mariusz „Maniek” Bieniasz – perkusja, Dawid „Dzioro” Bochenek – gitara, Krzysztof „Frank” Franczyk – gitara, Mariusz „Gumiś” Węc – wokal oraz… Gdzie jest basista? (Tomasz „Pjoter” Marmol)

Frank: Basista jest na płycie.

Gumiś: Słychać go, także jest. (śmiech)

Krystian: Uff. (śmiech) Dawno się nie widzieliśmy, ale nagrywacie nową płytę, więc okazja jest najlepsza z możliwych. Od wydania krążka „Twarz” (2022) mijają w tym roku cztery lata. To był mocny materiał, głośniejszy niż debiutancki „AntyRaj” (2019), ale też – jak już kiedyś ustaliliśmy – bardziej melodyjny. Inaczej graliście też na epce „Mewa” (2015). Dwa razy zmienialiście koncepcję, więc zapytam wprost – nowy album przyniesie kolejne zmiany w grze Harissy?

Frank: Zależy nam na tym, aby każda nasza kolejna płyta była inna. Uważam, że nagrywanie takich samych albumów nie ma sensu. Rozwijamy się muzycznie, zespół nie stoi w miejscu. Nowy materiał ma w sobie coś zarówno z „AntyRaju”, jak i „Twarzy”. Jest też na nim sporo przestrzeni. Pierwsze odsłuchy, bo płyta jest już nagrana i tak naprawdę trwają teraz ostatnie dokrętki, dają nam pozytywne sygnały. Nie bierzemy udziału w procesie wydawniczym, ale słuchamy komunikatów i czekamy na większy odzew.

Krystian: Jeden z nowych numerów, który miałem okazję usłyszeć, zapowiada nieco lżejsze granie, ale z wyczuwalną ostrością Harissy. Pamiętam, że zawsze pracowaliście wspólnie nad kompozycjami, więc muszę zapytać, czy ta tradycja została podtrzymana? A może i na tej płaszczyźnie dokonaliście przewrotu?

Dzioro: Jeśli chodzi o muzykę, to razem z Frankiem przychodziliśmy na salkę i układaliśmy riffy. Staraliśmy się skleić to wszystko w jedną całość, bo chcieliśmy, aby nowy materiał był dopieszczony. Później Maniek i Pjoter dogrywali swoje partie, układali aranże na sekcję. Przeprowadziliśmy sporo testów i dokonaliśmy wielu nagrań. Czasami coś nie pasowało, więc to zmienialiśmy. Dodaliśmy też sporo elektronicznych smaczków. Tak właśnie powstały nasze numery na trzecią płytę.

Krystian: Strona techniczna to jedno, ale tworzenie muzyki poprzedzają inspiracje. Pomiędzy waszymi wydawnictwami mamy blisko czteroletnią przestrzeń. Czasu więc było sporo. Skąd czerpaliście pomysły na nowy krążek?

Maniek: Jesteśmy zgranym zespołem, który zagrał mnóstwo koncertów, więc śmiało mogę powiedzieć, że mamy też wiele wspólnych inspiracji. Po ukazaniu się płyty „Twarz” przyszło nam się mierzyć z nieciekawą rzeczywistością. Mówię rzecz jasna o pandemii, która zamknęła nas w domach i za bardzo nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Nie brakowało nam jednak pomysłów, więc postanowiliśmy zacząć je konsekwentnie realizować. I tak powstał pierwszy numer, a potem kolejne. Mocno analizowaliśmy te kompozycje i doszliśmy do wniosku, że najbardziej inspirują nas poprzednie albumy. Wykorzystaliśmy więc ich potencjał, wyciągając z „AntyRaju” i „Twarzy” elementy najbardziej charakterystyczne dla Harissy. Myślę, że zespół rozwinął się na doświadczeniu tych dwóch krążków i w tym momencie ma swoje niepowtarzalne brzmienie.

Krystian: Czyli trzecia płyta będzie syntezą dwóch poprzednich?

Maniek: W mojej ocenie tak.

Frank: Mieliśmy koncepcję mrocznej i ciężkiej płyty, ale część zespołu stwierdziła, żeby zrobić coś lżejszego, bardziej optymistycznego. Nie mieliśmy stworzonych sztywnych ram. Po prostu powiedzieliśmy sobie, że to najwyższy czas, aby zrobić muzykę do słuchania i bardziej otworzyć się na ludzi.

Dzioro: Kiedy Gumiś nagrał wokale, okazało się, że płyta będzie bardziej melodyjna i wpadająca w ucho. Samo granie, że tak powiem, było fajne, ale jak Gumiś dołożył głos, to zrobiło się jeszcze fajniej. (śmiech)

Gumiś: Ja chciałbym dodać, że nie brałem udziału w tworzeniu muzyki. To, co mówią chłopaki, to ja pierwsze słyszę. (śmiech)

Krystian: W końcu wiesz, pod czym się podpiszesz. (śmiech)

Gumiś: Zastanawiałem się, czy oni coś planowali, czy nie. Teraz już wiem, że trochę tak, a trochę nie. Cieszę się, że nie było jednego konkretnego założenia, jak choćby w przypadku „Twarzy”, kiedy chcieliśmy, żeby granie było mocne. Fajnie, że chłopaki zluzowali i popuścili lejce, bo dzięki temu na płycie jest więcej przestrzeni i melodii. Jak nagrywaliśmy przedprodukcję z naszym realizatorem, Przemkiem Nowakiem, to obcinaliśmy linie wokalne, bo były za długie. Byłem bardzo miło zaskoczony tym, co chłopakom udało się stworzyć.

Frank: Ta płyta jest o tyle charakterystyczna, że praca nad nią wyglądała zupełnie inaczej. Po raz pierwszy nagrywaliśmy na sali prób, a do studia dostarczyliśmy praktycznie gotową muzykę. I co nas bardzo ucieszyło, feedback był pozytywny.

Maniek: Jeśli mamy jakieś kanony, które mówią, że trzeba wejść do studia, aby nagrać płytę, to my zrobiliśmy dokładnie na odwrót. (śmiech)

Dzioro: Zaczęliśmy nietypowo, bo od gitar, łącznie z solówkami. (śmiech)

Gumiś: Później ja zrobiłem chłopakom niespodziankę i umówiłem się z Przemkiem, aby nagrać wokale, a oni o niczym nie wiedzieli. Wcześniej poprosiłem ich o wysłanie nagranych numerów, których było wówczas sześć. Jadąc do studia nie miałem żadnego pomysłu, chciałem pójść na żywioł. Jak się spodoba reszcie zespołu – super, jak nie – spróbuję jeszcze raz. Brak presji był najfajniejszy, po prostu stanąłem przed mikrofonem i wystartowałem. Później chłopaki dostali nagrania do odsłuchu i byli zdziwieni, że w ogóle do nich doszło, ale spodobało im się, że jest w nich więcej śpiewu.

Dzioro: O tak, jest zdecydowanie więcej śpiewu niż krzyku!

Frank: I to jest właśnie kluczowa różnica – dużo śpiewu, mało krzyku.

Maniek: W końcu słychać walory wokalne Gumisia! (śmiech)

Krystian: Walory wokalne to jedno, ale mamy też teksty. Harissa jest znana z tego, że nigdy nie unikała trudnych tematów społecznych czy politycznych. Gumiś od pierwszego krążka piętnował pewne postawy, a także potrafił się nieźle przejechać po niektórych ludziach, choć oczywiście nie personalnie. Lżejsze granie odbije się na wadze słów?

Gumiś: Tym razem porzuciłem pisanie tylko o buncie. Chciałem, aby wybrzmiało w nich coś pozytywnego w stylu „nie jesteś sam” czy „dasz radę, jest nas wielu”. Bo to jest męska płyta. O mężczyznach, o tabu, o rzeczach, o których mężczyźni bardzo mało mówią. Opowiadam o relacjach międzyludzkich z różnych perspektyw, w tym z mojej. Niektóre kawałki są dla mnie bardzo osobiste. Dlatego też ostatecznie nazwaliśmy płytę „Akt”, bo jest ona rodzajem obnażenia się, wyjawienia czegoś, czego się wstydzimy, boimy. Jej wydźwięk jest pozytywny, mówiący „dasz radę, będzie dobrze, lecimy do przodu, nie jesteś sam”.

Krystian: Ale kobiety wpuścicie na koncerty?

Gumiś: Myślę, że to jest tak samo, jak z tematami w różnych podcastach na temat męskości, które mogą być wartościowe również dla kobiet. Początkowo się zastanawiałem o czym pisać, bo nie miałem konkretnej koncepcji. Wiodąca tematyka wyszła w trakcie i tak narodziła się męska płyta. Te teksty wypłynęły z potrzeby wyrażania siebie, mówienia o problemach. Jestem bardzo zadowolony z zawartego w nich przekazu.

Frank: Teksty też nawiązują do tego, czym się zajmuje Gumiś.

Gumiś: Na pewno z obserwacji. Jednak nie zapominałbym o tym, ile mamy lat i z czym to się wiąże. Jesteśmy w momencie kryzysu wieku średniego i mamy różne przemyślenia.

Maniek: Sami się nakręcaliśmy, aby ta płyta miała pozytywny wydźwięk. Mogę zdradzić, że album funkcjonował pod roboczym tytułem „Aloha”, czym nawiązywaliśmy do hawajskich wysp. (śmiech)

Frank: (śmiech) Była nawet wkładka! Uważam, że była świetna!

Krystian: „Aloha” w połączeniu z Harissą brzmi intrygująco.

Maniek: Może kiedyś pokażemy ją światu. (śmiech) „Aloha” cały czas pchała nas w fajną stronę i właśnie w takiej aurze tworzyliśmy muzykę.

Dzioro: Jednak, o czym wspominał już Gumiś, nie cała płyta jest wesoła, gdyż poruszyliśmy na niej też poważne tematy.

Frank: Ja bym powiedział, że ta płyta ogólnie nie jest wesoła, ale ma pozytywne przesłanie.

Maniek: Moim zdaniem jest nostalgiczna.

Gumiś: Nie jest czarna, ani szara, ona ma różne barwy. Od ciemnych po jasne, kolorowe. Numery nie są przewidywalne i zbudowane na zasadzie zwrotki i refrenu. Tym razem postawiliśmy na bardziej rozbudowane formy. Wokale wchodzą w różnych momentach, często niespodziewanych. „Akt” ma swój swoisty, powiedziałbym, że unikalny, koloryt.

Frank: Dostaliśmy feedback ze studia, że to nasza najbardziej dojrzała płyta, zarówno pod względem tekstów, jak i muzyki. Nagrywając gitary słyszałem, że nie gram, bo chcę udowodnić komuś, że jestem dobrym gitarzystą, ale po prostu robię swoje.

Krystian: Na poprzedniej płycie była niespodzianka. Nagraliście jeden z najważniejszych numerów hip-hopowej formacji Kaliber 44 „Plus i minus”. Tym razem macie też na liście utworów jakiś kompletnie zaskakujący cover?

Gumiś: Ta płyta sama w sobie jest wielką niespodzianką…

Maniek: Tak, to „Akt” jest niespodzianką, materiałem, na którym udało nam się wypracować wyjątkowe brzmienie, dzięki któremu Harissa nie brzmi jak żaden inny polski zespół.

Frank: Miejmy nadzieję. (śmiech) Muszę dopowiedzieć, że planowaliśmy 10 numerów, ale ostatecznie będzie ich 12. Dwie piosenki nagraliśmy od zera w studiu. Wymyśliliśmy je na miejscu, jeden Dzioro, a drugi jest mojego autorstwa.

Gumiś: Te dwa numery były do mocnej dyskusji, a nawet głosowania…

Frank: Bardzo, bardzo mocnej.

Maniek: Na szczęście w Harissie panuje demokracja...

Krystian: Wokalisty nie bierzemy! (śmiech)

Maniek: Dobro wygrywa zawsze. (śmiech)

Gumiś: Ja się naprawdę cieszę, że chłopaki najpierw zrobili muzykę, a ja wszedłem do studia i nagrałem wokale. Podobała mi się ta spontaniczność. Przez pół roku przymierzałem się do napisania tekstów, słuchając w tym czasie różnej muzyki od hip-hopu po… może disco polo nie, ale…

Frank: „Mandacik” był nagrany. (śmiech)

Gumiś: Oj tak, „Mandacik” był nagrany. (śmiech)

Krystian: To wróżę sukces.

Gumiś: Ale ja nagrałem „Mandacik” 5 lipca, a Zenek 1 lipca…Niestety, on był szybszy. (śmiech)

Krystian: To jednak nie wróżę sukcesu. (śmiech)

Frank: Przypomniała mi się jeszcze jedna niezła akcja! (śmiech) Dzioro miał numer, na którym mu bardzo zależało, więc zrobiliśmy z chłopakami osobnego czata i umówiliśmy się z naszym realizatorem, że nagramy specjalnie totalnie beznadziejną wersję tego kawałka. Później mieliśmy się nią zachwycać i mówić, że jest super. Przez dwa tygodnie go wkręcaliśmy.

Maniek: Prawie to łyknął, a my mieliśmy ubaw po pachy, było super śmiesznie! Tak dobrze zepsutej wersji chyba jeszcze nikt nie słyszał.

Dzioro: Przyznam się, że się im udało.

Krystian: Myślę, że powinniście wydać dwie płyty: „Akt” oraz wersję OnlyFans – „Aloha” z tym zepsutym numerem.

Dzioro: W końcu to męska muzyka.

Frank: Kto wie, kto wie. Może tak się stanie.

Krystian: Zapomnieliśmy o najważniejszym. Kiedy planujecie premierę płyty?

Gumiś: Do końca lutego mamy dostać od Przemka obrobiony materiał. Na dniach Wojtek Podleśny, który robił nam okładkę „Twarzy”, ma się zająć projektem graficznym „Aktu”. Myślę, że całość powinna być gotowa na wiosnę.

Maniek: Chcemy, aby okładkę zaprojektował grafik z krwi i kości, a nie AI. Wojtek Podleśny to najlepszy wybór, to właśnie on odpowiadał za wizualną stronę „Twarzy”, która była naprawdę ciekawa.

Krystian: Była połączeniem waszych twarzy.

Maniek: Tak, świetnie to zrobił!

Krystian: Teraz też połączy jakieś wasze członki?

Gumiś: Miałem pomysł, aby na okładce znaleźli się nadzy członkowie zespołu, ale część chłopaków się nie zgodziła. Szkoda, bo to przecież w końcu „Akt”.

Krystian: Podpowiem, że powinniście wydać płytę 10 marca, gdyż tego dnia obchodzimy Dzień Mężczyzny.

Gumiś: Do przemyślenia! (śmiech) Będziemy jeszcze się zastanawiać nad konkretną datą premiery. Chcielibyśmy, aby o tej płycie było głośno. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze wiosną wyruszyć w trasę koncertową i zrobić wiele hałasu.

Krystian: Plan jest dobry. Dlatego życzę wam dużo rozgłosu, bo o hałas niewątpliwie sami zadbacie. Mam nadzieję, że spotkamy się po premierze płyty i porozmawiamy o niej po męsku. Dzięki za rozmowę!

Harissa: Dzięki wielkie! Pozdrawiamy Totentanz i dziękujemy za ostatni koncert w Piwnicy „Przepraszam” w Tarnowie!

POSŁUCHAJ rozmowy z zespołem Harissa o nowej płycie AKT
Tarnów Radio ESKA Google News
Źródło: Męska muzyka z domieszką ostrych przypraw. Rozmowa z grupą rockową Harissa