Lzzy Hale wspomina dramatyczne początki Halestorm. Przeciwko zespołowi sprzysięgła się nawet... natura
Halestorm to amerykańska formacja hardrockowa, która na rynku zadebiutowała w 2009 roku. Na płycie zatytułowanej po prostu Halestorm znalazł się m.in. utwór I Get Off, który stał się dość sporym przebojem. Muzycy grupy mogli być więc zadowoleni z pierwszego poważnego kroku w branży. Co ciekawe, historia powstania tego albumu nie należała do najłatwiejszych. Na ten temat, w podcaście Heavy Stories, wypowiedziała się wokalistka i gitarzysta Lzzy Hale.
Kiedy młodzi muzycy przyjechali do Los Angeles, aby nagrać pierwszy materiał, czuli, że mają dosłownie świat u stóp. Rzeczywistość okazała się jednak brutalniejsza. Najpierw z projektu wycofał się producent, potem pracę stracił ich jedyny sprzymierzeniec w wytwórni. Jakby tego było mało: przeciwko zespołowi sprzysięgła się także wówczas... natura.
– Tkwiliśmy w Kalifornii i nie było nas stać na powrót do domu. Przeżyliśmy osuwisko błotne, powódź, pożar i trzęsienie ziemi. Żyliśmy za ok. 20 dolarów dziennie i za każdym razem, gdy działo się coś takiego, braliśmy te kilka dolców, które nam zostały, szliśmy do lokalnego sklepu i kupowaliśmy najtańszą butelkę szampana za 5 dolarów. Wznosiliśmy toast: "Nasza czwórka przeciwko światu – za nas!". To pozwalało nam utrzymać morale. Pytaliśmy siebie, czy jesteśmy szaleni. Odpowiedź brzmiała: pewnie tak, ale co innego mielibyśmy robić? – wyznała Hale.
Jeśli chodzi natomiast o plany na przyszłość, to grupa w tym roku również będzie promowała na koncertach swój ostatni album, Everest, który ukazał się na rynku w sierpniu 2025. Niebawem muzycy rozpoczną trasę po Ameryce Południowej. Później będą grać także w Ameryce Północnej. Z kolei latem będą obecni na festiwalach na Starym Kontynencie (niestety, zabrakło polskiej daty na rozpisce).