W nocy czasu polskiego w poniedziałek 2 listopada do sieci trafiło przerażające nagranie. Przedstawia ono moment tragicznej katastrofy lotniczej. Prywatny odrzutowiec Learjet 60, lecący z Austin w Teksasie na Bahamy rozbił się na ulicy na Florydzie o godzinie 13:00 czasu lokalnego. Choć początkowo załoga informowała o drobnych utrudnieniach i turbulencjach, to w końcu zaczęła raportować o tym, iż z dużą prędkością zaczęła opadać w dół. Ostatecznie odrzutowiec spadł, rozbijając się na ulicy na oczach setek zaszokowanych osób, po czym stanął w kuli ognia.
W sieci znaleźć można nie tylko nagranie z momentu katastrofy, ale także zapis auto z kokpitu, z którego wynika, że pilotka Nathalia Gadelha Filgueiras krzyczała do załogi, obsługującej lot: "Rozbijemy się o ziemię" i "Cholera, nie mamy już czasu". Jak wynika z doniesień mediów, Learjetem 60 podróżowało dziewięć osób, które zginęły na miejscu.
Niepokojące plotki o Lennym Kravitzu obiegły media. Przedstawicielka artysty reaguje
Nieoczekiwanie w przestrzeni publicznej zaczęła masowo pojawiać się informacja, jakoby na pokładzie tego konkretnego odrzutowca znajdował się... Lenny Kravitz, który tym samym miałby ponieść śmierć w katastrofie.
Plotka nabrała na sile za sprawą wpisu pilotki, która napisała, że będzie kierowała odrzutowcem, lecącym z Austin na Bahamy, na pokładzie którego znajdować się będzie słynny muzyk. Sęk w tym, że post jest autorstwa pilotki, która nazywa się Emily Shelton - a nie Nathalia Gadelha Filgueiras, która naprawdę zginęła w katastrofie.
Pogłoski zostały już zdementowane przez przedstawicielkę Lenny'ego Kravitza. Carleen Donovan w przesłanym dla "Variety" oświadczeniu zaznaczyła, że informacje o tym, jakoby muzyk był na pokładzie Learjeta 60 są "nieprawdziwe i błędne".