Kazik chciał napisać numer o prezydencie. Czemu nie ma tego na nowej płycie Kultu?

Kazik wyjaśnił swoje słowa, które dotyczyły apartheidu w kontekście szczepień
Autor: FOTO: Dominik Pajewski

Nowa płyta zespołu Kult zbiera bardzo pozytywne recenzje, jednocześnie opisując bardzo szczerze sytuację i otoczenie w Polsce. Okazuje się, że Kazik chciał napisać numer o prezydencie, jednak doszedł do wniosku, że byłaby to żenada.

Album 'Ostatnia płyta', spotkał się z niesamowicie dobrym przyjęciem fanów i krytyków, którzy doceniają celne spostrzeżenia na temat naszego kraju i społeczeństwa. Okazuje się, że na albumie miał znaleźć się numer o prezydencie, jednak Kazik uznał to za żenujące. O co dokładnie chodziło?

Co tam w środku gra? - Kult

Na nowej płycie Kultu miał być numer o prezydencie. Czemu Kazik go nie umieścił?

W wywiadzie Jordana Babuli, który został przeprowadzony dla Teraz ROCKa, Kazik przyznał, że umieszczenie tego typu numeru byłoby żenujące:

Wymyśliłem beat, gitarę basową, wokal – ściągnąłem z „Clint Eastwood” Gorillaz. „Są rzeczy, dla których trzeba kłamać” to jest taki świetny bon mot z jakiegoś serialu, już nie pamiętam z jakiego, wokół którego ułożyły mi się zwrotki. Za to refren był taki sobie – że ktoś otoczył nasz dom, że zabrali nam wolność, takie frazesy. Potem ułożyłem taki, że prezydent debil – bo „debil” to po hiszpańsku słaby. Tekst był więc taki, że nasz prezydent jest słaby, a potem to samo po hiszpańsku, że „debil”. Ale uznałem, że to jednak żenada. W końcu postanowiłem zrobić interes prywatny i napisać, że od dwunastu lat nie mogę się dobić o zgodę na odlesienie swojej działki na Białołęce. Żadne to moje idee fixe, ale ch*j tam, zrobię sobie prywatę! (śmiech)

Muzycy, którzy nagrali nowe płyty podczas kwarantanny