Judas Priest to zdecydowanie jeden z tych zespołów, który świetnie znają słuchacze, nie tylko tych najcięższych brzmień. Powstała w 1969 grupa dość szybko dała się poznać jako kluczowy zawodnik na rozwijającej się w tym okresie scenie heavy metalowej. Już debiut formacji, słynna Rocka Rolla zwróciła uwagę opinii publicznej, a kolejne wydawnictwa, z British Steel, Screaming for Vengeance, Turbo czy Painkiller na czele, cieszą się dziś statusem klasyków.
Formacja działa bez żadnych przerw od ponad 55 lat, nie przez cały ten okres jednak jej wokalistą był ten z nią najbardziej kojarzony, czyli Rob Halford. Muzyk opuścił Judas Priest w 1992 roku, by skupić się na karierze solowej, powrócił jednak po 11 latach i pozostaje w składzie po dziś dzień.
Czy Judas Priest mógłby działać bez kluczowych muzyków w składzie?
Choć na pewnym etapie zespół rozważał przejście na muzyczną emeryturę, to jak dobrze wiemy, ta nie nadeszła. Grupa wciąż koncertuje, do tego pracuje nad kolejnym wydawnictwem - sam Ian Hill dopiero co zdradził, że takowe najpewniej ujrzy światło dzienne już w przyszłym roku. Jeszcze wcześniej zaś, już 28 lipca, Judasy wrócą do Polski, aby tym razem zagrać - po raz pierwszy w karierze! - na warszawskim Torwarze.
ZOBACZ TAKŻE: Co już wiadomo o nowej płycie Judas Pries?
Pomimo tego wszystkiego nie da się jednak nie zauważyć, że muzycy Judas Priest w przeważającej mierze są coraz starsi. Czas więc układać plany na przyszłość? Wygląda na to, że taki temat w obozie zespołu się pojawia, wyraz czemu dał Ian Hill w wywiadzie dla "Metal Journal". To w nim właśnie padło pytanie o to, czy basista jest w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której Judas Priest działają dalej, jednak bez chociażby jego samego i Roba Halforda - czyli dwóch muzyków z najdłuższym stażem w grupie - w składzie.
Odpowiedź Hilla może być dla wielu i wiele sporym zaskoczeniem. Muzyk odpowiedział, że nie widzi powodów, aby taka sytuacja nie miała miejsca. Basista wyjaśnił, że przez lata działalności Judas Priest ten miał już całkiem sporą liczbę gitarzystów czy perkusistów i dodał, że nikt przecież nie jest niezastąpiony i wyraził przekonanie, że jego stanowisko podziela reszta zespołu.
Hill zapewnił przy tym, że na ten moment nikt na emeryturę się nie wybiera. Mówiąc już bezpośrednio o sobie wyjaśnił, że podejmie decyzję o zejściu ze sceny, gdy występy zaczną być dla niego źródłem fizycznego bólu i zda on sobie sprawę z tego, że nie jest już w stanie dawać z siebie 100%.
Nie ma powodu, żeby nie. Przecież mieliśmy już sześciu czy siedmiu perkusistów, czterech gitarzystów i dwóch wokalistów. Więc czemu nie? Jestem pewien, że wszyscy będą gotowi, jeśli Rob albo ja będziemy musieli z tego czy innego powodu zrezygnować. Tak, nikt nie jest niezastąpiony, więc nigdy nic nie wiadomo - mówi Ian Hill.