Od kasety magnetofonowej do legendy gamingu. Jak John Romero narzucił styl muzyczny
Kiedy studio id Software pracowało nad swoją przełomową strzelanką, współzałożyciel firmy, John Romero, miał bardzo konkretną wizję dotyczącą oprawy dźwiękowej. Jako wielki fan ciężkich brzmień, chciał, aby gracz podczas eliminowania kolejnych zastępów demonów czuł agresję płynącą z głośników. Było to podejście zupełnie inne od tego, co oferowały ówczesne gry na konsole Nintendo, kojarzone raczej z radosnymi i prostymi melodyjkami. Romero przekazał kompozytorowi, którym był Bobby Prince, specjalnie przygotowaną kasetę magnetofonową. Na taśmie znalazły się nagrania jego ulubionych kapel, między innymi Pantery, Metalliki, Slayera oraz Alice in Chains.
Bobby Prince początkowo podszedł do tego pomysłu z dużą rezerwą. Jako doświadczony muzyk wiedział, że bezpośrednie skopiowanie tak rozpoznawalnych riffów może skończyć się dla małego studia natychmiastowym bankrutem z powodu procesów o plagiat. Romero był jednak nieugięty i domagał się, aby soundtrack brzmiał dokładnie tak, jak utwory z dostarczonej kasety. To właśnie wtedy narodził się plan stworzenia muzycznego kamuflażu, który pozwolił „Doomowi” stać się jedną z najlepiej brzmiących gier tamtej dekady bez konieczności podpisywania kontraktów z gigantami branży fonograficznej.
Prawnik, który oszukał system. Bobby Prince i technika kamuflażu dźwięków
To, co wyróżniało Bobby'ego Prince'a na tle innych kompozytorów gier, to jego przeszłość zawodowa. Zanim zajął się muzyką, był licencjonowanym prawnikiem, co dało mu unikalną przewagę w starciu z przepisami o prawie autorskim. Wiedział on doskonale, że amerykańskie sądy nie opierają się na sztywnych mitach o „trzech zmienionych nutach”, ale na koncepcji znaczącego podobieństwa. Aby ominąć to zagrożenie, Prince stosował zaawansowane metody modyfikacji utworów. Zmieniał tonację, manipulował tempem i drastycznie ingerował w strukturę progresji akordów, zachowując przy tym energię i „feeling” oryginałów.
Zrób tak, żeby brzmiało jak oni, ale żeby nas nie pozwali – poinstruował John Romero swojego kompozytora
Dodatkowym sprzymierzeńcem twórców była ówczesna technologia. W 1993 roku muzyka w grach była odtwarzana w formacie MIDI, co sprawiało, że potężne, przesterowane gitary Dimebaga Darrella brzmiały na kartach dźwiękowych Sound Blaster nieco sztucznie i blaszano. Ta różnica w brzmieniu stanowiła naturalną barierę dla prawników, ponieważ utwory z gry brzmiały bardziej jak daleki hołd lub parodia niż bezpośrednia kradzież własności intelektualnej. Dzięki temu Prince mógł przemycać fragmenty kompozycji, które w pełnym, rockowym brzmieniu byłyby nie do obrony w sądzie.
Metallica, Pantera i Alice in Chains. Najsłynniejsze riffy ukryte w grze "Doom"
Najbardziej znanym przykładem muzycznej inspiracji w grze jest utwór "At Doom's Gate", który towarzyszy graczom na pierwszym poziomie pierwszego epizodu. Charakterystyczny, szybki riff jest niemal wierną kopią fragmentów piosenki "No Remorse" z debiutanckiego albumu Metalliki pod tytułem "Kill 'Em All". Fani thrash metalu doszukują się tu również nawiązań do twórczości grupy D.R.I., jednak John Romero po latach potwierdził, że to właśnie James Hetfield i spółka byli głównym punktem odniesienia podczas tworzenia tego motywu.
Jeszcze bardziej oczywiste zapożyczenie słychać w utworze "Kitchen Ace (And Taking Names)". Linia basu oraz specyficzny rytm są tutaj bezpośrednim odniesieniem do piosenki "Rise" z legendarnej płyty Pantery "Vulgar Display of Power". Z kolei mroczny klimat utworów Alice in Chains został przeniesiony do świata gry poprzez utwór "Phobos Anomaly", inspirowany numerem "Angry Chair". W kontynuacji gry, czyli "Doom II", Prince poszedł o krok dalej i wziął na warsztat utwór "Them Bones". Oryginał był napisany w trudnym dla gier metrum 7/8, więc kompozytor „spłaszczył” go do standardowego 4/4. Ten prosty zabieg techniczny sprawił, że z punktu widzenia prawa powstała zupełnie nowa kompozycja, choć dla ucha fana grunge’u źródło inspiracji pozostało oczywiste.
Fenomen braku pozwów. Dlaczego muzycy metalowi pokochali strzelanie do demonów?
Mogłoby się wydawać, że zespoły takie jak Metallica, znane ze swojej bezwzględności w walce o prawa autorskie, szybko upomną się o swoje pieniądze. Nic takiego się jednak nie stało. W połowie lat 90. „Doom” stał się globalnym fenomenem, a sami muzycy metalowi spędzali długie godziny na graniu w tę produkcję podczas tras koncertowych. Członkowie Pantery czy Alice in Chains doskonale wiedzieli o podobieństwach w ścieżce dźwiękowej, ale traktowali to jako wyraz szacunku i formę hołdu dla ich twórczości. Zamiast wysyłać prawników, artyści tacy jak Trent Reznor z Nine Inch Nails sami zgłaszali się do id Software, by pracować przy kolejnych projektach studia, co zaowocowało mrocznym soundtrackiem do gry "Quake".