Def Jam dostało od Slayera krótszy i szybszy materiał niż „Hell Awaits”
Przed nagraniem „Reign in Blood” Slayer działał przede wszystkim w środowisku niezależnym. „Show No Mercy” z 1983 roku i „Hell Awaits” z 1985 roku, wydane przez Metal Blade, zbudowały mu mocną pozycję w amerykańskim thrashowym podziemiu. Zespół przyciągał fanów ekstremalnym tempem, mrocznymi tekstami i wizerunkiem opartym na tematach, których główny nurt unikał.
Rick Rubin zainteresował się Slayerem po koncercie, na który zabrał go znajomy. Zaproponował muzykom kontrakt z Def Jam, wytwórnią kojarzoną głównie z hip-hopem, której płyty dystrybuowało wówczas CBS Records. Dla Slayera oznaczało to szansę na znacznie szerszą dystrybucję bez łagodzenia brzmienia. Tom Araya podkreślał później, że właśnie możliwość wejścia do dużej sieci dystrybucyjnej czyniła ofertę szczególnie atrakcyjną.
Rubin nie próbował uczynić muzyki Slayera bardziej przystępną. Jeff Hanneman i Kerry King już wcześniej chcieli napisać utwory krótsze i szybsze od tych z rozbudowanego „Hell Awaits”, czerpiąc też z energii punku i hardcore'u. W studiu Hit City West Rubin oraz inżynier Andy Wallace ograniczyli pogłos, wyostrzyli gitary i dopilnowali precyzji gry Dave'a Lombardo. Efektem był niespełna półgodzinny album o zwartym, bezwzględnym brzmieniu.
CBS nie chciało dystrybuować „Reign in Blood” przez tekst „Angel of Death”
Po zapoznaniu się z tekstami CBS odmówiło dystrybucji albumu. Późniejsze relacje często przypisywały tę decyzję Columbia Records, wytwórni należącej do CBS. Formalnie odmowa dotyczyła jednak dystrybucji Def Jam przez CBS. W wywiadzie udzielonym w tamtym czasie Tom Araya wskazywał, że szczególny sprzeciw wywołał początek „Angel of Death”, odnoszący się do Auschwitz i cierpienia więźniów. Muzyk mówił, że decydenci uznali teksty za obraźliwe, a Def Jam musiało szukać innej drogi na amerykański rynek. „Los Angeles Times” potwierdzał samą odmowę jesienią 1986 roku, lecz rzecznicy CBS nie ujawnili wtedy publicznie jej oficjalnych powodów.
Brak potępienia Mengelego wzbudził większe obawy niż drastyczne opisy
„Angel of Death” opisuje eksperymenty Josefa Mengelego na więźniach Auschwitz, w tym selekcje, tortury i operacje wykonywane bez znieczulenia. Drastyczny był już sam temat, lecz krytyków najbardziej niepokoił brak jednoznacznego potępienia nazistowskiego lekarza. W połączeniu z zainteresowaniem Hannemana historią wojskowości i prowokacyjną estetyką Slayera budziło to oskarżenia o fascynację nazizmem. Branżowe komentarze wiązały problem szerzej z całym katalogiem motywów grupy: śmiercią, okaleczeniami, sadyzmem, rozkładem i szaleństwem.
Hanneman utrzymywał, że napisał utwór po lekturze materiałów o III Rzeszy i potraktował go jak opis historycznego zła. Jego zdaniem potworność Mengelego była tak oczywista, że nie wymagała dodatkowego komentarza w tekście. Araya również odrzucał interpretację, według której piosenka oddaje hołd zbrodniarzowi, zaznaczając, że relacjonuje ona jego czyny i bezkarność. Takie wyjaśnienia nie kończyły sporu, ponieważ dla wielu odbiorców brak wyraźnego osądu nadal pozostawał niebezpiecznie dwuznaczny.
Rick Rubin zapewnił albumowi amerykańską dystrybucję za pośrednictwem Geffen Records. Dave Lombardo wspominał, że producent od początku uważał odmowę CBS za sytuację możliwą do obrócenia na korzyść zespołu. Odmowa CBS nadała albumowi rozgłos, a „Reign in Blood” szybko zyskał uznanie krytyków i fanów. Odmowa dystrybucji nie zatrzymała premiery, lecz wzmocniła opinię o „Reign in Blood” jako wydawnictwie bezkompromisowym i jednym z najważniejszych albumów metalowych.