Torwar 1985. Koncert, od którego zaczęła się legenda depeszów
Za umowny początek polskiego depeszostwa przyjmuje się 30 lipca 1985 roku. Tego dnia Depeche Mode zagrało w warszawskiej hali Torwar. Był to jeden z pierwszych występów wielkiej zachodniej grupy po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. Koncert, zorganizowany przez PAGART, był jednym z przystanków trasy Some Great Reward Tour. Na scenie pojawili się Dave Gahan, Martin Gore, Alan Wilder i Andy Fletcher, a występ przez następne 16 lat pozostawał jedynym polskim koncertem grupy.
Bilet kosztował 1300 złotych, a więc znaczną część przeciętnej pensji. Mimo to Torwar wyprzedano, a koncert obejrzało około 10 tysięcy osób. Depeche Mode było już wtedy znane z radia, a singiel Shake the Disease zajmował pierwsze miejsce na Liście Przebojów Programu Trzeciego. Zespół wykonał 19 utworów, w tym Everything Counts, Master and Servant i Just Can’t Get Enough. Szczególnie mocno zapamiętano wizualizację z wizerunkiem Józefa Stalina podczas People Are People oraz skórzaną sukienkę Martina Gore'a. Koncert nie stworzył od razu jednolitej subkultury, ale dla tysięcy młodych ludzi stał się pierwszym bezpośrednim kontaktem z muzyką i estetyką Depeche Mode.
Radio, kasety i prasa łączyły fanów Depeche Mode
W PRL zdobycie zachodniej płyty, magazynu czy markowych ubrań nie było łatwe, dlatego fani tworzyli własny obieg informacji. Nagrania kopiowano na kasetach, zdjęcia wycinano z polskiej prasy, a niemieckie numery Bravo i Popcornu trafiały do kraju dzięki rodzinie lub znajomym z RFN. Później po Polsce krążyły też wielokrotnie przegrywane kasety VHS z koncertem na Torwarze. Dzięki tym nagraniom koncert, początkowo znany głównie jego uczestnikom, urósł do rangi legendy także w miastach, z których trudno było dotrzeć do Warszawy.
W popularyzacji Depeche Mode dużą rolę odegrał Tomasz Beksiński, dziennikarz Programu Trzeciego Polskiego Radia. Prezentował nagrania Depeche Mode, puszczał całe albumy i czytał własne tłumaczenia tekstów Martina Gore'a. Dla wielu słuchaczy była to pierwsza okazja, by odkryć, że za syntezatorowymi melodiami kryją się teksty o samotności, pożądaniu, wierze i relacjach między ludźmi. Depeche Mode promował także Marek Sierocki, między innymi w Teleexpressie oraz podczas swoich setów DJ-skich w warszawskich Hybrydach.
Wokół muzyki szybko powstawały fankluby, spotkania i zloty. Działały nie tylko w Warszawie, Gdańsku czy Łodzi, lecz także w mniejszych ośrodkach. Pabianicki fanklub Muzyka dla Mas przy Zakładowym Domu Kultury Pamoteksu zorganizował cztery ogólnopolskie zloty. Dzięki takim kontaktom depeszostwo przestało być tylko modą na zagraniczny zespół i stało się trwałą siecią znajomości, spotkań oraz wspólnych zwyczajów.
Czarne kurtki, jasne dżinsy i fryzury inspirowane zespołem
Wizerunek depesza kojarzył się przede wszystkim z czarną skórzaną kurtką, białymi lub jasnymi dżinsami, ciężkimi butami na grubej podeszwie i krzyżem na szyi. Ważne były też naszywki, emblematy oraz logo Depeche Mode. Część fanów żelowała krótkie włosy na wzór Dave'a Gahana, inni rozjaśniali je i układali loki, inspirując się Martinem Gore'em. Styl zależał od miasta, zasobności portfela i tego, co udało się zdobyć. Nawet pojedyncza kurtka czy przypinka wystarczała jednak, by zaznaczyć przynależność do środowiska. Nie był to prosty odpowiednik mody punkowej, metalowej czy gotyckiej, choć grupy korzystały czasem z podobnych elementów ubioru. Depesze wyróżniało połączenie ciemnej estetyki postpunku, synthpopowej elegancji i elementów industrialu, inspirowane wizerunkiem Depeche Mode.