Już w chwili, gdy świat obiegła informacja o śmierci Chrisa Cornella, było jasne, że zespół Soundgarden pracował nad nowym, wyczekiwanym albumem. Wydawało się, że ma on otwartą drogę do ukończenia go i wydania, gdy w 2019 roku stało się jasne, że ma miejsce konflikt między grupą a wdową po muzyku, Vicky Cornell. Ta pozwała artystów twierdząc, że chcieli oni wykorzystać siedem nagranych przez Cornella w jego prywatny studiu nagrań, o których nie było mowy, że powstały z myślą wykorzystania ich kolejno przez Soundgarden. W kolejnych latach do sądów trafiały kolejne wnioski i pozwy, składane przez obie strony konfliktu, aż w końcu w 2023 roku ogłoszono, że wszystkim udało się dojść do porozumienia.
Temat wrócił ze zdwojoną siłą w 2025 roku, gdy Soundgarden zostało włączone do Rock & Roll Hall of Fame. Wtedy oficjalnie stało się jasne, że Matt Cameron, Kim Thayil i Ben Shepherd rzeczywiście spędzają czas w studiu, skupiając się na doprowadzeniu do wydania siódmego i równocześnie finalnego albumu formacji, w nagraniach których udział brał Chris Cornell.
Prace nad ostatnim albumem Soundgarden na finalnym etapie?!
Muzycy co i rusz zabierają głos w sprawie projektu zapewniając, że jego premiera nastąpi szybciej, niż może się to wydawać. Na jakim etapie prace są obecnie?
Skomentował to w podcaście "Let There Be Talk" Matt Cameron. Muzyk opowiedział o kulisach powstawania materiału zdradzając, że jego początki sięgają 2013 roku, a więc na długo przed trasą z 2017 roku, kiedy to miał rzekomo powstawać. Perkusista dodał, że na nadchodzący projekt złoży się osiem utworów, gdyż do tylu Cornell nagrał wokale. Cameron mówi jednak, że istnieje więcej instrumentalnych kompozycji, nad którymi chce dalej pracować Kim Thayil, w związku z czym nie jest wykluczone, że coś jeszcze z obozu Soundgarden nie ujrzy światła dziennego w przyszłości.
Kiedy premiera albumu Soundgarden?
Prowadzący rozmowę postanowił wprost zapytać o to, kiedy można się spodziewać premiery wyczekiwanego wydawnictwa. Matt Cameron nie był jednak w stanie podać żadnej konkretnej daty. Jak stwierdził, na ten moment ekipa przymierza się do miksowania całości, a decyzje co do tego, co dalej zadzieje się z materiałem będą zapadać względnie na bieżąco. Przypominamy, że za produkcję płyty odpowiada Terry Date, który współpracował z grupą już nad legendarnymi Louder Than Love oraz Batmotorfinger, miks zaś leży w rękach Joe Barresiego.
Cóż, tak naprawdę nie mamy jeszcze daty premiery. Postaramy się po prostu to zmiksować, doprowadzić do końca i mamy nadzieję, że wtedy będziemy mieli lepsze pojęcie, co będzie dalej. Robimy to krok po kroku, bo dotarcie do tego punktu zajęło nam sporo czasu - stwierdził Matt Cameron.