Co naprawdę zabiło glam metal? Słynny producent odsłonić kulisy biznesu muzycznego przełomu lat 80. i 90.
Na przełomie lat 80. i 90. glam metal – reprezentowany przez takie zespoły, jak Mötley Crüe, Poison czy Twisted Sister – przeżywał swój absolutny szczyt. Wówczas wytwórnie płytowe prześcigały się w podpisywaniu kontraktów z kolejnymi zespołami, które hołdowały charakterystycznemu wizerunkowi (natapirowane włosy, obcisłe spodnie, wyraziste makijaże itd.). Jeśli chodzi o muzykę, grupy te łączyły w swojej twórczości energię heavy metalu, dorobek glam rocka z lat 70., a także chwytliwe melodie. To wszystko sprawiało, że stacje radiowe, a także telewizja MTV, chętnie grały tego typu utwory.
Kiedy nadeszła era grunge'u, glam metal odszedł do lamusa. Nirvana ze swoim albumem Nevermind z dnia na dzień zmiotła z powierzchni ziemi piosenki o imprezach. Słynny producent Howard Benson ujawnił jednak, że za upadkiem glam metalu stała też brutalna zmiana w systemie... zliczania sprzedaży płyt.
W 1991 wprowadzono cyfrowy system Nielsen SoundScan (obecnie nazywa się Luminate), bazujący na realnym skanowaniu kodów kreskowych przy kasie. Wcześniej natomiast notowania na listach magazynu Billboard ustalano... telefonicznie.
– Ludzie tak naprawdę nie łączą ze sobą tych dwóch wydarzeń, ale SoundScan pokazał, jaka była nasza realna sprzedaż. A wcześniej po prostu fałszowało się te liczby. Każdy je fałszował. Nie ja, ja nie pracowałem w wytwórni płytowej. Ale taki człowiek z Columbii wchodził do sklepu Tower Records i mówił: "Dobra, dam Wam 50 darmowych płyt Bon Jovi, a Wy dacie nam na papierze, że sprzedaliście ich 100". I sprzedawca się na to zgadzał – powiedział Benson w rozmowie z Loudwire.
Na jaw wyszło, że fani wcale nie kupują masowo kolejnych krążków glam metalowych zespołów, a na szczytach sprzedaży królują zupełnie inni artyści. – Nagle wszystkie te kapele hair metalowe wylądowały na samym dole listy, podczas gdy myśleliśmy, że wszystkie są na szczycie. Więc naturalnie wytwórnie płytowe przestały podpisywać z nimi kontakty niemal z tygodnia na tydzień. A potem nadeszła Nirvana. To wszystko wydarzyło się naraz – dodał producent, który na przestrzeni lat współpracował m.in. z My Chemical Romance, P.O.D. czy Three Days Grace.