To późnowieczornych godzinach czasu polskiego we wtorek 18 sierpnia w mediach społecznościowych zespołu ZZ Top pojawił się niezwykle ważny komunikat. Za jego pośrednictwem przekazano przykrą informację o śmierci Franka Bearda, wieloletniego perkusisty formacji.
Już w oświadczeniu poinformowano o tym, że muzyk zmarł na terenie swojego rancza w Richmond w Teksasie. Przyczyną śmierci Bearda był zawał serca - bębniarz odszedł w wieku 77 lat.
ZOBACZ TAKŻE: Frank Beard z ZZ Top nie żyje
Fani niepokoją się o to, co dalej z ZZ Top
Frank Beard pozostawał w składzie ZZ Top od 1969 roku i wziął udział w nagraniach wszystkich studyjnych albumów grupy. Występował u jej boku już także po 2021 roku, czyli po śmierci legendarnego Dusty'ego Hilla. Perkusista zrezygnował jednak z koncertowania w marcu ubiegłego roku. Od samego początku nie był tajemnicą fakt, że powodem tej decyzji są problemy zdrowotne muzyka - nie było jednak wiadomo, o jakie dolegliwości chodzi. Tym samym już od ponad roku na pokazach ZZ Top za bębnami zasiadał Michael Monahan.
Pomimo tego, że grupa dalej występowała, choć na scenie z jej oryginalnego, najsłynniejszego składu pozostał już tylko Billy Gibbons, to w obliczu śmierci Bearda fani i fanki zaczęli otwarcie pytać o przyszłość ZZ Top. Jakie plany ma gitarzysta?
Wiadomo, co z najbliższą przyszłością ZZ Top
Pewne są te krótkoterminowe. Już w oświadczeniu prasowym, informującym o śmierci Franka Bearda pojawił się mówiący wszystko akapit:
"Zespół wznowi w ten weekend trasę koncertową "The Big One!", grając dwa koncerty w Austin City Limits, jednym z ulubionych miejsc Franka i mieście, które było dla niego niemal drugim domem".
Czy to oznacza jednak, że ZZ Top będą działać, obecnie głównie pod kątem scenicznym, dalej, jedynie z Billym Gibbonsem jako jedynym wciąż żyjącym członkiem słynnego składu grupy? Na ten moment nie jest znana odpowiedź na to pytanie, wiadomo jednak, że trasa "The Big One!" potrwa do początków października.