Billy Gibbons poinformował o śmierci kolegi. Frank Beard miał 77 lat
Smutną wiadomość o śmierci Franka Bearda przekazał Billy Gibbons, który pozostaje obecnie jedynym żyjącym muzykiem z oryginalnego składu ZZ Top. Wokalista i gitarzysta opublikował specjalne oświadczenie, w którym poinformował, że wieloletni perkusista grupy odszedł we wtorek, 18 sierpnia, w wieku 77 lat. Artysta od dłuższego czasu wymagał stałej opieki medycznej.
Lider ZZ Top ujawnił również, co było bezpośrednią przyczyną śmierci muzyka. Frank Beard zmarł na zawał serca na terenie swojego rancza w teksańskim Richmond. W ostatnich chwilach towarzyszyli mu najbliżsi członkowie rodziny.
Dziś Elwood i ja straciliśmy wspaniałego przyjaciela i współpracownika, a świat stracił jednego z najbardziej innowacyjnych perkusistów i wspaniałego, prawdziwego syna Teksasu. Jego charakterystyczny backbeat był kluczem do utrzymania ZZ na szczycie. - Billy F Gibbons. Po śmierci Franka, ZZ Top odwołał swoje nadchodzące koncerty w Salt Lake City i Colorado Springs. Zespół wznowi swoją trasę koncertową "The Big One!" w ten weekend, grając dwa koncerty w Austin City Limits, jednym z ulubionych miejsc Franka i w mieście, które było dla niego niemal drugim domem - brzmi oświadczenie zespołu.
Kim był zmarły Frank Beard? Perkusista ZZ Top odszedł w wieku 77 lat
Frank Lee Beard przyszedł na świat 11 czerwca 1949 roku w teksańskim Frankston. Ogromną popularność i uznanie w świecie muzyki zdobył jako niezastąpiony perkusista legendarnej formacji ZZ Top. Do grupy dołączył w 1969 roku i razem z Billym Gibbonsem oraz zmarłym w 2021 roku Dustym Hillem nagrał wszystkie dotychczasowe albumy zespołu. Amerykańska formacja zdobyła serca fanów dzięki takim ponadczasowym hitom jak "La Grange" czy "Tush".
W marcu 2025 roku ogłoszono, że Frank Beard rezygnuje z występów na żywo z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Od tego momentu za perkusją podczas koncertów zasiada były pracownik techniczny zespołu, John Douglas. Obecnie jedynym żyjącym członkiem oryginalnego składu ZZ Top jest Billy Gibbons.