Na przełom października i listopada zaplanowane zostały dwa wyjątkowe koncerty Aerosmith. Formacja ogłosiła dwudniowe wydarzenie pod szyldem "Aerosmith & Friends", zorganizowane niejako na podobieństwo głośnego "Back to the Beginning", jednym z gości którego był wokalista Steven Tyler.
Występ amerykańskiej formacji był "kropką nad i" obu koncertów, które miały miejsce w Hillywood Bowl 29 października i 1 listopada, a obecni na miejscu fani i fanki mogli zobaczyć na nim także pokazy m.in. Guns N' Roses, Heart, The Black Crowes czy gościnne występy Johnny'ego Deppa i Run-DMC.
Gospodarzem obu tych koncertów był popularny amerykański komik Bill Burr. To on, już na pierwszym pokazie, w czwartek 29 października, wypowiedział słowa, które doczekały się komentarza ze strony Stevena Tylera.
To jednak wcale nie koniec Aerosmith?!
Bill Burr stwierdził podczas wydarzenia, zwracając się do publiczności, że właśnie biorą udział w czymś, co historia zapamięta jako "dwa ostatnie koncerty Aerosmith".
Jednak już na kolejnym pokazie wokalista formacji wygłosił apel do swoich fanów i fanek mówiąc, że zdaje sobie sprawę z tego, co powiedział im dwa dni wcześniej Bill Burr i chciałby się do tego odnieść. Steven Tyler stwierdził, że nie da się pozbyć Aerosmith, a gdy już nadejdzie koniec świata, to zostaną na nim " tylko karaluchy, Aerosmith i chyba Bill Burr!".
Nieco inaczej zaś wybrzmiały słowa, które padły z ust muzyka już na zakończeniu występu z 1 listopada. Powiedział on coś, to wcale nie uspokoiło opinii publicznej:
Zanim powiemy sobie dobranoc, chcę tylko powiedzieć, co to była za podróż z moimi braćmi. 55 lat, moi drodzy – 55 lat - powiedział Steven Tyler.