Nie żyje Steve Ellis z zespołu Love Affair. Wykonawca hitu "Everlasting Love" miał 76 lat

2026-11-03 7:37

Ze świata muzyki napłynęły tragiczne wieści. W wieku 76 lat zmarł Steve Ellis, brytyjski piosenkarz kojarzony przede wszystkim z utworem "Everlasting Love", który w latach 60. zdominował listy przebojów. O odejściu artysty poinformowali jego bliscy na oficjalnym profilu muzyka. Z opublikowanego oświadczenia wynika, że bezpośrednią przyczyną zgonu były powikłania po przewlekłej chorobie. Po ogłoszeniu tej informacji w sieci pojawiło się mnóstwo wzruszających pożegnań od przyjaciół oraz przedstawicieli branży muzycznej.

Płonący znicz na ziemi, a obok czarno-białe zdjęcie młodego Steve'a Ellisa. O śmierci muzyka przeczytasz na EskaRock.
Autor: AKPA, INSTAGRAM simonbell/ AKPA

Steve Ellis nie żyje. Wokalista zespołu Love Affair zmagał się z chorobą

Brytyjski wokalista Steve Ellis zmarł wieczorem 30 października 2026 roku w otoczeniu najbliższej rodziny. Komunikat o śmierci artysty pojawił się w mediach społecznościowych na początku listopada. Krewni oraz administratorzy oficjalnego profilu piosenkarza przekazali, że załamanie jego stanu zdrowia nastąpiło przez komplikacje wywołane przewlekłą chorobą. W oświadczeniu nie ujawniono jednak, z jakim dokładnie schorzeniem zmagał się muzyk.

Autorzy wpisu poprosili jednocześnie wielbicieli talentu artysty o publikowanie własnych wspomnień oraz kierowanie słów otuchy do pogrążonej w żałobie rodziny. Informacja o zgonie błyskawicznie obiegła branżę muzyczną, a pod postem natychmiast posypały się wyrazy współczucia. Zmarły wokalista pozostawił po sobie bogaty dorobek artystyczny oraz ponadczasowe piosenki, które dla rzeszy fanów stanowią dziś część najpiękniejszych wspomnień.

Branża muzyczna żegna Steve'a Ellisa. Artysta pracował nad nową płytą

W gronie żegnających piosenkarza znalazł się między innymi producent muzyczny David Courtney. Wspomniał on zmarłego wokalistę jako swojego wieloletniego przyjaciela, składając jednocześnie kondolencje jego małżonce Val oraz reszcie rodziny.

Słowa pożegnania opublikował również muzyk bluesowy Norman Beaker, który współpracował z artystą przy jego ostatnich projektach. Zaznaczył, że zmarły był nie tylko wybitnie uzdolnionym wykonawcą, lecz także świetnym przyjacielem i niezwykłym człowiekiem. Bluesman zdradził, że zaledwie chwilę wcześniej zarejestrował partie do piosenki "She Heals My Soul", która miała trafić na nowy krążek piosenkarza. Hołd artyście oddały też stacje radiowe. Rozgłośnia Boom Radio przypomniała jego występy w roli lidera formacji Love Affair, natomiast Heritage Chart Radio zaakcentowało wpływ jego wokalu na brytyjski rynek muzyczny. Kolejne wyrazy współczucia i wspomnienia spływały od wielu innych przedstawicieli branży.

Steve Ellis i sukces "Everlasting Love". Przebój Love Affair pokonał The Beatles

Największą sławę Steve Ellis zyskał jako frontman formacji Love Affair. Wspólnie z tym zespołem zarejestrował własną interpretację utworu "Everlasting Love", która okazała się jednym z największych hitów schyłku lat 60. Piosenka w 1968 roku wspięła się na szczyt brytyjskiego zestawienia przebojów, pokonując słynne "Hello, Goodbye" grupy The Beatles.

Sama kompozycja nie została jednak napisana specjalnie dla zespołu Love Affair. Jej autorami byli Buzz Cason oraz Mac Gayden, a jako pierwszy zaśpiewał ją amerykański artysta Robert Knight. Jego oryginalne wykonanie także cieszyło się dużą popularnością i dotarło do 13. pozycji na amerykańskiej liście Billboard Hot 100. W późniejszym okresie piosenka doczekała się kolejnych wersji, wśród których znalazło się chociażby znane nagranie w wykonaniu Carla Carltona.

Grupa Love Affair wylansowała również inne znane utwory, takie jak "A Day Without Love" czy "Rainbow Valley". Chociaż wokalista odszedł z macierzystego zespołu w 1969 roku, to nadal aktywnie działał na scenie. Angażował się w kolejne projekty zespołowe, prowadził karierę solową i regularnie rejestrował nowe materiały. Ostatnie wydawnictwo płytowe artysty, zatytułowane "Baby Faced Assassin", trafiło na rynek w 2026 roku.

Nie żyje Jan Frycz. Wybitny aktor miał 72 lata i pracował do ostatnich chwil