Slash i spółka powracają z nową płytą. Tak powstawał pierwszy singiel
To wiadomość, na którą fani rockowego grania czekali od dawna. Slash, legendarny gitarzysta, wraz z Mylesem Kennedym i zespołem The Conspirators zapowiedzieli premierę swojego piątego studyjnego albumu. Krążek zatytułowany "Flying Blind" ukaże się na całym świecie 26 lutego 2027 roku i, jak zapowiadają muzycy, będzie to potężna dawka surowej, rock’n’rollowej energii. Pierwszą zapowiedzią nowego materiału jest singiel i teledysk do utworu tytułowego, "Flying Blind". Co ciekawe, piosenka narodziła się w niezwykle spontanicznych okolicznościach. Jak wspomina Slash, wszystko zaczęło się od riffu, który wpadł mu do głowy tuż przed próbą. – Zanim ci faceci przyszli, nie miałem jeszcze nic z tego utworu, a potem rozpoczęliśmy wieczorną próbę i zagraliśmy ten riff. Wszystko zaczęło się układać naprawdę szybko – opowiada gitarzysta. To właśnie ten numer, z chwytliwym refrenem i potężnym brzmieniem, został wybrany na pierwszy ogień promocji albumu.
Ogromna trasa koncertowa i wyjątkowa akcja dla fanów
Wraz z premierą albumu zespół ogłosił wielką światową trasę koncertową. FLYING BLIND WORLD TOUR 2027 rozpocznie się w kwietniu w Ameryce Łacińskiej, by następnie zawitać do Ameryki Północnej, Wielkiej Brytanii i Europy. Fani będą mogli usłyszeć nowy materiał na żywo w tak kultowych miejscach jak Ryman Auditorium w Nashville czy The Wiltern w Los Angeles. Z okazji premiery muzycy przygotowali też coś specjalnego. We współpracy z platformą Fandiem uruchomili loterię charytatywną, w której główną nagrodą jest wyjazd do Walii i spotkanie ze Slashem za kulisami koncertu na zamku w Cardiff. Dochód z akcji wesprze organizacje zajmujące się zdrowiem psychicznym i zapobieganiem samobójstwom.
"Surowy i bezpretensjonalny rock’n’roll"
Nowy album, składający się z 12 utworów, został nagrany na Florydzie pod okiem producenta Michaela „Elvisa” Baskette’a. Zespół postawił na autentyczność i postanowił zarejestrować materiał w dużej mierze na żywo. Muzycy grali razem w jednym pomieszczeniu, co pozwoliło uchwycić ich niezwykłą chemię i energię. Prace przebiegały w ekspresowym tempie – większość piosenek nagrano w ciągu zaledwie tygodnia. – To naprawdę świetny, spontaniczny rock’n’rollowy album – mówi bez ogródek Slash. – Jest bardzo bezpośredni, bezpretensjonalny i surowy. Myles Kennedy dodaje, że praca nad melodią do utworu tytułowego była czystą przyjemnością. Wyjaśnił również, o czym opowiada tekst. – Tekst opowiada o tym, jak czasami ludzie próbują iść na skróty i znaleźć łatwiejszą drogę do osiągnięcia szczęścia czy oświecenia – tłumaczy wokalista. Z jego perspektywy brzmienie i wykonanie na "Flying Blind" należą do najlepszych w historii zespołu. – Wszystko jest tutaj bardzo bezpośrednie. Jest tuż przed tobą – podkreśla.
Nowe brzmienie i wielka niespodzianka od Slasha
Choć płyta utrzymana jest w charakterystycznym dla zespołu hardrockowym stylu, muzycy pozwolili sobie na kilka eksperymentów. W utworze "Good Time Girl" słychać inspiracje country, a "Sweet Kill" to, jak określił sam Slash, „prawdopodobnie najbardziej osadzona w latach 80. rzecz, jaką zrobił od dłuższego czasu”. Jednak największym zaskoczeniem jest utwór "Looking for a Miracle". To pierwsza piosenka, którą Slash napisał na gitarze pedal steel i w której zagrał na niej solówkę. Okazuje się, że legendarny gitarzysta od dłuższego czasu zgłębiał tajniki tego instrumentu. – Uwielbiam gitarę pedal steel. To jeden z tych instrumentów, na których można zrobić coś naprawdę niewiarygodnego. Ale wymaga zaangażowania. To dość skomplikowany instrument – przyznaje artysta. Jego zapał potwierdza Myles Kennedy, który wspomina, jak Slash zostawał po próbach do późnych godzin, by ćwiczyć.
"Minęło jak mgnienie oka"
Współpraca Slasha z Mylesem Kennedym i The Conspirators trwa już 15 lat. Wszystko zaczęło się od gościnnego udziału wokalisty na solowej płycie gitarzysty w 2010 roku. Muzyczna chemia okazała się tak silna, że przerodziła się w stały projekt, który zaowocował pięcioma albumami i licznymi trasami koncertowymi. – Nie mogę uwierzyć, że te 15 lat minęło tak szybko – mówi Kennedy. – To było jak mgnienie oka. Ale jak to mówią: czas leci, kiedy dobrze się bawisz, a my bawimy się świetnie. Dla Slasha siłą napędową zespołu wciąż pozostaje czysta radość z grania. – Kiedy zaczynaliśmy, nie mieliśmy nic. Nie zamierzaliśmy podbijać świata. Chodziło wyłącznie o czystą przyjemność grania – wspomina. I dodaje z uśmiechem: – Dopóki będzie prąd, będziemy podłączać gitary.