Wszystko zaczęło się od satyrycznego występu Jacka Kawalca, który od lat 90. łączy działalność aktorską z muzyczną i kabaretową. W jednym ze swoich skeczów artysta sparodiował charakterystyczny śpiew Zenona Martyniuka, sugerując przy tym, że „król disco polo” podczas występów posiłkuje się playbackiem. Nagranie szybko trafiło do sieci, wywołując niemałe zamieszanie.
Lider Budki Suflera, Tomasz Zeliszewski, postanowił odciąć się od zachowania swojego wokalisty i opublikował w mediach społecznościowych oficjalne przeprosiny skierowane do Martyniuka. Gest ten nie spotkał się jednak z dezaprobatą Kawalca. Aktor wydał oświadczenie, w którym sprzeciwił się cenzurowaniu twórczości artystycznej i ogłosił natychmiastowe zakończenie współpracy z grupą, deklarując jedynie wypełnienie zbliżających się zobowiązań koncertowych.
Sytuacja zaostrzyła się jeszcze bardziej, gdy głos zabrał sam Zenon Martyniuk. Zaskoczony i oburzony postawą kolegi z branży, zarzucił mu brak kultury oraz zazdrość. Co więcej, w wywiadzie dla WP zapowiedział wstąpienie na drogę sądową pod zarzutem zniesławienia, dodając, że ewentualną wygraną przeznaczy na fundację pomagającą dzieciom.
Ostre słowa w telewizji na żywo
Do sprawy Kawalec odniósł się bezpośrednio na antenie TVN w programie „Dzień Dobry Wakacje”. Aktor stanowczo zaznaczył, że jego występ był jedynie ogólną parodią nurtu disco polo, którą prezentuje publiczności od dłuższego czasu bez żadnych kontrowersji.
Przede wszystkim zwrócił uwagę na postawę członków Budki Suflera. Jak wyjawił, zaledwie dzień przed wybuchem afery muzycy słyszeli ten sam utwór na żywo i żaden z nich nie zgłosił jakichkolwiek zastrzeżeń w prywatnej rozmowie. Wydanie oświadczenia w imieniu całego zespołu – bez wiedzy zainteresowanego – uznał za złamanie zasad partnerskiej współpracy i chwyt poniżej pasa. Kawalec zaznaczył, że nie został wyrzucony z grupy, podkreślając, że decyzja o rozstaniu wyszła wyłącznie z jego inicjatywy.
A dzień wcześniej słyszał tę piosenkę w moim wykonaniu na żywo i nie powiedział mi w oczy, że to jest nie w porządku. Wystosował oświadczenie, pod którym podpisał się jako cały zespół, nie informując o tym ani mnie, ani reszty zespołu, co uważam za przekroczenie warunków współpracy/ [...] Nie, oni nie powiedzieli, że kończą, tylko ja powiedziałem, że kończę. Uznałem to za chwyt poniżej pasa wobec kogoś, kogo uważa się za kolegę. [...] Po 1989 roku nikt nie ma prawa cenzurować wypowiedzi artystycznych - mówił w programie Jacek Kawalec.