Rockowizna Kraków 2026 dzień drugi – spektakularny finał festiwalowego lata

W sobotę, 29 sierpnia 2026 roku Lotnisko Rakowice-Czyżyny po raz kolejny zamieniło się w wielką, rockową przestrzeń, w której obok siebie wybrzmiały alternatywa, blues, klasyczny rock'n'roll i metal. Drugi dzień krakowskiej Rockowizny był przy tym znakomicie skonstruowaną muzyczną podróżą – od bezpretensjonalnej energii Zenka Grabowskiego, przez melancholijny dystans Romantyków Lekkich Obyczajów i legendarny Dżem, aż po szwedzki rock Royal Republic, metalową potęgę Lacuna Coil i finał w wykonaniu Comy.

Zenek Grabowski – na dzień dobry bez zadęcia

Jako pierwszy publiczność przywitał Zenek Grabowski. To był występ, który od początku ustawiał odpowiednią temperaturę festiwalu: bez niepotrzebnego patosu, za to z humorem, dystansem i bezpośrednim kontaktem z publicznością, wspólnym pogo pod sceną, podczas którego Zenek zgubił jedną skarpetę i śpiewaniem doskonale wszystkim znanych wersów takich hitów, jak chociażby: „Szuflada”, „Bla bla bla”, „Ptaszek”, „A ja wolę mego tatę”, „Czerwona musztarda” czy „Darmowe przytulasy”. Występ Zenka Grabowskiego to doskonałe rozpoczęcie każdego festiwalu, koncert bardziej przypominający wspólną zabawę z przyjaciółmi niż klasyczny koncert polegający jedynie na odgrywaniu kolejnych pozycji z setlisty. Zenek nie potrzebował wielkich gestów – wystarczyła energia i charakterystyczny, lekko absurdalny humor, żeby już dość licznie zgromadzona publiczność zamieniła się w wirujący pod sceną tłum. Artysta niedawno obchodził także urodziny. Z tej okazji ekipa Radia Eska Rock wręczyła mu tort i odśpiewała gromkie „Sto lat”.

Romantycy Lekkich Obyczajów – ironia, nostalgia i trochę czułości

Po krótkiej przerwie na scenie pojawili się Romantycy Lekkich Obyczajów. Ich obecność była jednym z tych momentów, które przypominają, że Rockowizna nie jest festiwalem ograniczającym się do jednego odcienia gitarowego grania. Muzyka olsztyńskiej formacji od lat balansuje pomiędzy folkiem, rockiem, melodyjnym popem i piosenką z kabaretowym zacięciem. Humor sąsiaduje tu z melancholią, a ironia z całkiem serio opowiedzianymi emocjami. W Krakowie ten kontrast działał szczególnie dobrze. W repertuarze zespołu od lat ważne miejsce zajmują takie utwory jak „Urodziny”, „Remiza”, „Lodziarka”, „Balkonowa piosenka” czy „Lustra”, które od razu porwały publiczność do wspólnej zabawy.

Dżem – legenda polskiej sceny bluesowej

Dżem to zespół, którego nie trzeba przedstawiać publiczności, wychowanej na polskim rocku. W składzie legendarnej polskiej formacji podczas koncertu zabrakło jednego z kluczowych członków zespołu – Beno Otręby, który w ostatnim czasie zrezygnował z występów z powodu problemów zdrowotnych. Mimo to, pojawienie się na scenie zespołu, który funkcjonuje od ponad pięciu dekad, był momentem niezwykłym. Jedni przyszli zanurzyć się we wspomnieniach, inni, aby po raz pierwszy zobaczyć jak w roli wokalisty radzi sobie Sebastian Riedel, syn legendy formacji – Ryszarda Riedla. Zespół zagrał niezwykle nostalgiczny set, w którym dostaliśmy niemalże wszystkie największe hity formacji, jak „Poznałem go po czarnym kapeluszu”, „Mamy forsę, mamy czas” – od których rozpoczęli swój koncert. Nie mogło oczywiście zabraknąć uwielbianych przez fanów zespołu kawałków „Naiwne pytania”, Wehikuł czasu”, „Czerwony jak cegła” oraz „Whiskey”, które wraz z Bastkiem śpiewali wszyscy zgromadzeni pod sceną. Pojawiły się także utwory z wydanego w 202 roku albumu „Sobie potrzebni”, jak „Dusza”, „Sobie potrzebni” i „Zanim”, które również zostały entuzjastycznie przyjęte przez słuchaczy. Śmiało można powiedzieć, iż występ Dżemu był jednym z najbardziej nostalgicznych występów tego dnia, a nawet całej Rockowizny. Dżem nie musiał nikomu niczego udowadniać. Muzycy po prostu wyszli na scenę i zagrali utwory, które przez dekady stały się częścią polskiej muzycznej historii.

Royal Republic – szwedzka lekcja rock'n'rolla

Jeżeli Dżem przypomniał, skąd przyszła część polskiej rockowej tradycji, Royal Republic pokazali, dokąd można ją zabrać. O 20:30 zrobiło się szybko, głośno i tanecznie. Szwedzi są jednym z tych zespołów, które znakomicie rozumieją festiwalową publiczność: riff ma być chwytliwy, refren natychmiast zapamiętywalny, a muzycy nie mogą pozwolić tłumowi choćby przez chwilę przestać tańczyć. Oczywiście i tym razem nie zabrakło nawoływań do pokazania dolnej części pleców, a frontman formacji – Adam Grahn próbował nawet przekupić technicznego, aby ten dał polskiej publiczności, to, czego się domaga już od pierwszego koncertu na Rockowiźnie w Gdańsku. Maxe jednak nie dał się namówić, więc zgromadzeni musieli zadowolić się potężną dawką energii i rock'n'rolla. Na koncertowej setliście nie mogło zabraknąć takich hitów, jak m.in. „My House”, „LoveCop”, „Tommy-Gun”, „Stop Movin'”, czy rockowego coveru przeboju „Venus”, który w oryginale wykonuje Shocking Blue, a ich pełne energii i scenicznej ekspresji show zakończył doskonale wszystkim znany kawałek „RATA-TATA”. Royal Republic to rock'n'roll z domieszką punkowej zadziorności i popowej przebojowości, które idealnie sprawdzają się na wielkiej plenerowej imprezie.

Wywiad z Royal Republic | ESKA ROCK

Lacuna Coil – najbardziej wyczekiwany występ wieczoru

O 22:00 przyszła pora na zmianę klimatu. Włoska formacja Lacuna Coil przeniosła Rockowiznę z obszaru rock'n'rollowej zabawy w zdecydowanie cięższe rejony. Grupa pojawiła się w Krakowie, nadal promując swoje ostatnie wydawnictwo „Sleepless Empire” i to właśnie utwory z tego krążka zdominowały set, bo Włosi zagrali ich aż siedem. Od pierwszych minut muzycy Lacuna Coil postawili na kontrast ciężkich gitar, mocnego rytmu oraz charakterystycznej harmonii wokalnej Cristiny Scabbii i Andrei Ferro. Zespół wspomniał, iż ich podróż do Krakowa nie obyła się bez przygód, gdyż zagubiono ich bagaże. To już kolejna formacja, która w ostatnim czasie doświadczyła tego podczas przylotu na jeden z polskich festiwali. Wcześniej podobne perypetie spotkały Szwedów z Marduk podczas Mystic Festivalu, a także zespół Tribulation, który przyjechał zagrać na Castle Party. Włosi nie zważali jednak na przeszkody i od razu rozpoczęli od mocnego uderzenia w postaci „Layers of Time” i „Reckless”, pochodzących z wydanego w 209 roku albumu „Black Anima”. Nie zabrakło też doskonale wszystkim znanych m.in. „Our Truth”, „Heaven's a Lie” oraz kultowy cover „Enjoy the Silence” z repertuaru Depeche Mode. Lacuna Coil pokazali, jak bardzo różnorodny może być festiwalowy występ. Była siła, był mrok i ciężar, ale nie zabrakło również melodii. Publiczność dostała dokładnie to, po co przyszła – potężne brzmienie, widowiskową oprawę i utwory, które dobrze funkcjonują zarówno w klubie, jak i w festiwalowej przestrzeni.

Coma – zakończenie festiwalowego maratonu w wielkim stylu

O 23:40 rozpoczął się ostatni koncert dnia oraz całej tegorocznej Rockowizny. Trudno było wyobrazić sobie bardziej emocjonalne zakończenie niż występ zespołu Coma. Formacja rozpoczęła swój set od „0Rh+”, a następnie uderzyła z pełną mocą utworem „Trujące rośliny”, zabierając nas w nostalgiczną podróż do początków swojej twórczości kawałkiem „Pierwsze wyjście z mroku”. Nie mogło zabraknąć także takich utworów, jak „Czas globalnej niepogody”, „Skaczemy”, „Spadam”, „Lajki”, „Transfuzja” czy cover „Killing in the Name” z repertuaru legendarnej formacji Rage Against The Machine. W Gdańsku Coma zagrała w momencie, kiedy słońce wysoko świeciło nad nieboskłonem, w Krakowie natomiast ich koncert nabrał wręcz mistycznego wymiaru dzięki mrokowi, który delikatnie otulało ciepłe światło bijące od pełni księżyca. Choć koncert łódzkiej formacji był niezwykle widowiskową kulminacją dzięki efektom świetlnym i spowijającej scenę mgle, to Coma postawiła w swoim przekazie na coś znacznie głębszego – na emocjonalną intensywność i repertuar, który przez lata zbudował zespołowi własny, niepowtarzalny i rozpoznawalny po pierwszych nutach klimat. Był to finał ciężki i gęsty niczym smoła, która sprawiła, iż publiczność niczym zahipnotyzowana przeżywała występ Comy.

Zakończenie lata i Rockowizny 2026 w wielkim stylu

Aż trudno uwierzyć, że lato, a co za tym idzie, sezon festiwalowy dobiegły końca. Rockowizna w tym roku postawiła na niezwykłą różnorodność, a także międzynarodowy wymiar festiwalu. Drugi dzień, który swoimi występami uświetnili Zenek Grabowski, Romantycy Lekkich Obyczajów, Dżem, Royal Republic, Lacuna Coil i Coma, ponownie pokazał, iż rock niejedno ma oblicze. A kiedy tuż przed pierwszą w nocy wybrzmiały ostatnie dźwięki „Ciszy i ognia” w wykonaniu Comy, pozostawało tylko przyznać, że sobotni finał krakowskiej edycji był godnym zamknięciem festiwalowego lata.

Zajrzyjcie do naszej galerii i obejrzyjcie zdjęcia z drugiego dnia Rockowizny w Krakowie.