Robert Smith bał się, że skopiował cudzą melodię. Chodziło o hit The Cure „Friday I’m in Love”

2026-09-26 12:15

„Friday I’m in Love” należy do najbardziej pogodnych i rozpoznawalnych piosenek The Cure, ale Robert Smith początkowo nie ufał właśnie temu, co miało stać się jej największą siłą. Gdy wpadł na wyjątkowo chwytliwą progresję akordów, uznał, że może nieświadomie zapamiętał go z cudzego nagrania. Ostatecznie piosenka, która początkowo wzbudzała w nim podejrzenia, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych singli The Cure.

Robert Smith z The Cure przykłada dłoń do czoła. O historii hitu Friday I’m in Love przeczytasz na EskaRock.
Autor: Sam Rockman/ Materiały prasowe

Akordy do „Friday I’m in Love” zawróciły Smitha do studia

Zalążek „Friday I’m in Love” powstał podczas prac nad albumem „Wish” w The Manor w Oxfordshire. Smith jechał ze studia do domu na weekend, gdy około 20 minut po wyjeździe wpadła mu do głowy sekwencja akordów. Nie czekał, by zapisać pomysł po powrocie do domu. Zawrócił, wrócił do pozostałych muzyków The Cure i jeszcze tego samego piątkowego wieczoru zespół nagrał podstawowy szkic.

Robocza nazwa kompozycji brzmiała po prostu „Friday”, ponieważ dzień jej powstania od razu stał się częścią historii nagrania. To istotne, bo motyw piątku nie został dopisany później jako marketingowy chwyt. Motyw piątku wyrósł bezpośrednio z chwili, w której pojawiła się muzyka. Smitha niepokoiło jednak to, co zespół zagrał w studiu, ponieważ progresja wydawała mu się zbyt naturalna i zbyt dobra, by nikt wcześniej jej nie wykorzystał.

PROKOPOWICZ - The Cure

Smith podejrzewał, że chwytliwa progresja już wcześniej pojawiła się w cudzej piosence

W rozmowie z „NME” z 2008 roku Robert Smith wspominał, że nie mógł uwierzyć, że tak chwytliwa progresja nie pojawiła się wcześniej w żadnej znanej mu piosence. Pytał wiele osób, czy kojarzą podobny fragment z istniejącym nagraniem. Obawiał się, że nieświadomie zapożyczył ten motyw z innego utworu, choć nie wskazywał konkretnego utworu, melodii ani autora, od którego miałby zapożyczyć kompozycję.

Często mówi się, że Smith obawiał się skopiowania cudzej melodii, ale to uproszczenie. Dokładniej chodziło jednak o progresję akordów i jej natychmiastową chwytliwość. Smith przyznawał również, że jego reakcję potęgowała wówczas paranoja związana z narkotykami. Nie chodzi więc o potwierdzone zapożyczenie, lecz o nieufność Smitha wobec pomysłu, który wydał mu się zaskakująco znajomy.

Pierwsza wersja numeru wcale nie brzmiała jak późniejszy radiowy przebój. Była znacznie wolniejsza, niemal dwukrotnie, i miała ponury charakter. Dopiero gdy Simon Gallup zaczął grać ją coraz szybciej, The Cure znaleźli właściwe tempo, które odsłoniło popowy potencjał utworu. Smith zrozumiał wtedy, że nie powstaje kolejna mroczna kompozycja zespołu, ale jasna piosenka, wymagająca zupełnie innego tekstu.

Przyspieszone tempo i tekst o piątku nadały piosence ostateczny kształt

Smith przez kilka dni nie potrafił znaleźć słów pasujących do tak optymistycznej muzyki. Był przede wszystkim kojarzony z melancholijną stroną twórczości The Cure i przyznawał, że nie umiał łatwo pisać piosenek wtedy, gdy czuł się szczęśliwy. Po czterech dniach obudził się w piątek i w kilka minut napisał tekst o uldze, jaką przynosi koniec tygodnia pracy lub szkoły. Kolejne dni tygodnia stworzyły kontrast dla refrenu, w którym piątek staje się momentem czystej radości. W studiu Smith i współproducent Dave Allen nieznacznie przyspieszyli nagranie za pomocą funkcji Varispeed, dzięki czemu nagranie zyskało więcej blasku i lekkości. Singiel ukazał się w Wielkiej Brytanii 15 maja 1992 roku, oczywiście w piątek, a później dotarł do 6. miejsca listy UK Singles Chart. To właśnie chwytliwość, która początkowo niepokoiła Smitha, sprawiła, że „Friday I’m in Love” stało się jednym z utworów najlepiej rozpoznawalnych z albumu „Wish” i całego katalogu The Cure.

Galeria: The Cure zrobili magię na Open'er Festival 2026 - ale przegrali z deszczem. Grupa skróciła występ!