"Street Survivors" i mroczna sesja w Universal Studios
Płyta "Street Survivors" ukazała się 17 października 1977 roku i miała być dowodem na to, że Lynyrd Skynyrd wracają na szczyt w wielkim stylu. Na zdjęciu wykonanym na terenie Universal Studios w Kalifornii muzycy pozowali na tle efektów pirotechnicznych, które miały imitować pożar budynków. Koncepcja była prosta: zespół chciał wyglądać na twardzieli, którzy potrafią przetrwać w każdych warunkach, co idealnie pasowało do tytułu oznaczającego "Ocalonych z ulicy".
Fani i dziennikarze szybko jednak dopatrzyli się w tej fotografii przerażających szczegółów. Najbardziej uderzająca była postać nowego gitarzysty, Steve'a Gainesa, który na zdjęciu stoi w samym centrum, a płomienie wydają się optycznie pochłaniać jego głowę i tors. Co więcej, zarówno on, jak i lider grupy Ronnie Van Zant, mają na zdjęciu zamknięte oczy, co po tragedii interpretowano jako upiorny symbol śmierci. Reszta muzyków, która przeżyła późniejszy wypadek, patrzy prosto w obiektyw aparatu.
Trzy dni, które na zawsze zmieniły historię rocka
Zaledwie 72 godziny po premierze albumu, 20 października 1977 roku, doszło do katastrofy, która wstrząsnęła światem muzyki. Wyczarterowany samolot Convair CV-240, którym zespół podróżował na koncert w Karolinie Południowej, rozbił się w gęstym lesie niedaleko miejscowości Gillsburg w stanie Missisipi. Przyczyną wypadku nie był wybuch, lecz brak paliwa spowodowany awarią silnika i błędami załogi. W wyniku uderzenia maszyny w drzewa zginęło 6 osób, w tym Ronnie Van Zant, Steve Gaines oraz jego siostra Cassie Gaines. Pozostali pasażerowie odnieśli bardzo ciężkie obrażenia, a legenda południowego rocka w jednej chwili przestała istnieć w swoim klasycznym składzie.
Błyskawiczna reakcja wytwórni i narodziny białego kruka
Gdy tylko wiadomość o śmierci muzyków dotarła do mediów, pierwotna okładka z płomieniami zaczęła budzić ogromny dyskomfort i oburzenie. Widok artystów w ogniu, gdy ich ciała leżały w szczątkach samolotu, był zbyt drastyczny dla fanów i rodzin zmarłych. Wytwórnia MCA Records zareagowała błyskawicznie, wstrzymując produkcję i wycofując ze sklepów wszystkie niesprzedane jeszcze egzemplarze. Był to ruch wykonany z szacunku dla bliskich ofiar, a o zmianę grafiki miała osobiście prosić wdowa po gitarzyście, Teresa Gaines.
Na miejsce wycofanego nakładu trafiła nowa wersja albumu. Zdjęcie płonącej ulicy zastąpiono neutralną fotografią zespołu na czarnym tle, pochodzącą z tej samej sesji zdjęciowej. Ta "bezpieczna" okładka stała się standardem na wszystkich wznowieniach przez ponad 20 lat. Dopiero w 2001 roku, podczas przygotowywania zremasterowanej edycji CD, zdecydowano się przywrócić pierwotny projekt jako ważny dokument historyczny i wizję artystyczną Van Zanta. Oryginalne winyle z października 1977 roku, których nie zdążono wycofać, są dziś jednymi z najbardziej pożądanych i najdroższych przedmiotów w kolekcjach fanów rocka.
Pijani piloci i przeczucia Ronniego Van Zanta
Historia katastrofy jest pełna mrocznych zbiegów okoliczności i niewykorzystanych ostrzeżeń. Kilka miesięcy przed tragedią ten sam egzemplarz samolotu chciała wynająć grupa Aerosmith. Ich ekipa techniczna odrzuciła jednak maszynę po inspekcji, podczas której zauważono pilotów pijących alkohol w kokpicie oraz fatalny stan techniczny silników.
Zabijesz na tym zespół – powiedział Zunk Buker do menedżera Aerosmith, odradzając lot pechową maszyną
Sam Ronnie Van Zant również wydawał się czuć nadchodzący koniec. Wielokrotnie powtarzał swojemu ojcu i przyjaciołom, że nigdy nie dożyje trzydziestki. W chwili śmierci miał 29 lat, a do kolejnych urodzin brakowało mu zaledwie trzech miesięcy. Także tekst jednego z największych hitów z tej płyty, piosenki "That Smell", nabrał po katastrofie przerażającego znaczenia. Słowa o zapachu śmierci, który cię otacza, oraz o tym, że jutro może dla ciebie nie nadejść, brzmiały jak pożegnanie, choć Van Zant napisał je pierwotnie jako ostrzeżenie dla innego kolegi z zespołu, który nadużywał narkotyków.