Oasis nie byli wpisani do programu koncertu w Glasgow
Tego wieczoru w King Tut’s Wah Wah Hut przy St. Vincent Street miały zagrać trzy zespoły: Boyfriend, 18 Wheeler i Sister Lovers. Oasis nie byli wpisani do programu ani zapowiadani przez klub. 18 Wheeler nagrywali dla Creation Records, dlatego na koncercie pojawili się ludzie związani z wytwórnią. Dla młodej grupy z Manchesteru była to okazja, by pokazać się poza własnym miastem.
Muzycy Oasis wynajęli vana i ruszyli do Glasgow większą ekipą, korzystając z kontaktów z Sister Lovers. Oba zespoły znały się z manchesterskiej sceny i dzieliły wcześniej salę prób. Plan był prosty: zdobyć choćby kilka minut na scenie klubu, który uchodził za ważne miejsce dla młodych brytyjskich zespołów.
Kulisy dopisania Oasis do programu wieczoru
Wersje wydarzeń różnią się w jednym istotnym punkcie: jak Oasis przekonali obsługę, by dopuściła ich do grania. Alan McGee po latach twierdził, że Oasis zagrozili zdemolowaniem klubu, jeśli nie dostaną czasu na scenie. Promotor Geoff Ellis zaprzeczał jednak, by doszło do realnych gróźb. Według Ellisa tę historię z czasem wyolbrzymiono, bo pasowała do wizerunku młodych i bezczelnych muzyków.
Inną wersję wydarzeń przedstawił Derek McKee, perkusista Boyfriend. Wspominał, że Oasis zostali dopisani zbyt późno i nikt wcześniej nie ustalił tego z klubem. Boyfriend oraz Sister Lovers mieli naciskać, że wycofają się z występów, jeśli ich znajomi nie zagrają. Ostatecznie skrócono sety innych grup, aby zrobić miejsce dla czwartego zespołu. Ostatecznie Oasis znaleźli się w programie dzięki znajomościom, presji ze strony innych zespołów i determinacji muzyków.
King Tut’s w materiałach rocznicowych podaje również, że Oasis pojawili się bez zapowiedzi i domagali się dopisania do programu koncertu. Nie rozstrzyga przy tym, kto postawił sprawę najostrzej. Pewne są trzy fakty: grupa nie była na plakacie, dostała bardzo mało czasu na scenie i zwróciła na siebie uwagę Alana McGee.
Cztery utwory przekonały Alana McGee do Oasis
Oasis zagrali cztery utwory: Rock ’n’ Roll Star, Bring It On Down, Up in the Sky oraz cover I Am the Walrus Beatlesów. Trzy własne piosenki trafiły później na debiut Definitely Maybe. Już wtedy wybrzmiewały w nich prostota, hałas i pewność siebie, które szybko stały się znakami rozpoznawczymi zespołu. Mając do dyspozycji zaledwie kilka minut, Oasis postawili na repertuar, który najlepiej oddawał charakter zespołu.
Na sali był Alan McGee, współzałożyciel Creation Records. Przyjechał przede wszystkim na występ 18 Wheeler, ale tego wieczoru pojawił się w klubie wcześniej niż zwykle. W swoich wspomnieniach tłumaczył to obecnością siostry Susan, z którą dotarł na miejsce długo przed głównym punktem wieczoru. Innym powodem była Debbie Turner z Sister Lovers, którą McGee chciał zobaczyć na koncercie.
McGee po latach opowiadał, że pierwszy utwór Oasis był dobry, drugi zrobił na nim ogromne wrażenie, a po I Am the Walrus wiedział już, że chce podpisać zespół. Jego relacje trzeba czytać z ostrożnością, bo sam przyznawał, że tamtej nocy dużo pił i był pod wpływem narkotyków. Nie zmienia to najważniejszego faktu: po występie natychmiast zaczął pytać o możliwość podpisania kontraktu i o osobę reprezentującą zespół. Gdy usłyszał, że Oasis nie mają menedżera, poprosił o rozmowę z Noelem Gallagherem. Według szkockich relacji w dotarciu do Noela pomógł Mark Coyle, technik i bliski współpracownik zespołu.
Publiczność była niewielka, choć jej dokładna liczba pozostaje sporna. McGee utrzymywał, że na sali było około dwunastu osób, podczas gdy inne relacje mówią o kilkudziesięciu płacących widzach. W klubie mieszczącym około trzystu osób obie wersje prowadzą do tego samego wniosku: Oasis zagrali niemal dla pustej sali.