"Nie przechodzi się na emeryturę od muzyki". Lider kultowej formacji Anvil ma jasne zdanie w tym temacie
Formacja Anvil powstała w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w kanadyjskim Toronto. Na początku lat 80. był to jeden z najszybszych i najcięższych zespołów na świecie. Ich wczesne albumy były ogromną inspiracją dla muzyków thrashmetalowych.
Od początku fundamentem Anvil są: wokalista i gitarzysta Steve "Lips" Kudlow oraz perkusista Robb Reiner. Po dekadach zapomnienia, w 2008 zespół stał się bohaterem głośnego dokumentu Anvil! The Story of Anvil. Film pokazał wzruszającą i często bolesną historię dwóch przyjaciół, którzy mimo braku sukcesu komercyjnego, nigdy nie przestali wierzyć w swój zespół. Dokument stał się ogromnym hitem.
Grupa, przez cztery dekady działalności, wydała aż dwadzieścia studyjnych krążków. 70-letni Kudlow nie zamierza jednak zwalniać. Opowiedział o tym w wywiadzie dla Paulieflix, kanału Paula Christine'a w serwisie YouTube. Uciął on wszelkie spekulacje na temat zakończenia kariery. Dla niego muzyka to nie etat, z którego można zrezygnować po osiągnięciu danego wieku.
– Na emeryturę odchodzi się od rzeczy, których się nienawidzi, żeby nie musieć ich już więcej robić. Ale nie odchodzi się od muzyki. Kocha się ją. Robisz to, dopóki możesz… I nie dotyczy to tylko mnie – powiedział muzyk.
Lips zaapelował także do słuchaczy, aby wspierali oni swoich ulubionych artystów. – Idźcie zobaczyć kapele zanim one przestaną istnieć. Niektórzy tracą siły jeszcze wcześniej i nie mogą już wychodzić na scenę. Myślę, że to jest prawdziwe piekło – dodał. Lider Anvil przytoczył przykład Rossa The Bossa, byłego gitarzysty Manowar, który zmarł w tym roku w wieku 72 lat. – Był tylko rok starszy ode mnie [w rzeczywistości dwa lata - przyp. red.] – podsumował wokalista i gitarzysta.
Muzyk szczerze przyznał, że w wieku 70 lat nie planuje się życia na 30 lat do przodu. Według niego, najbliższa dekada będzie decydująca dla większości legend rocka czy metalu, które wciąż są aktywne zawodowo.