Legendarny gitarzysta opuścił zespół dowodzony przez Kinga Diamonda. "Odejście z rodziny po ponad 40 latach nie jest łatwą decyzją"
To cios dla wielu fanów klasycznego heavy metalu. Po ponad czterech dekadach wspólnego tworzenia muzyki i niezliczonych tras, gitarzysta Andy La Rocque oficjalnie opuścił szeregi formacji dowodzonej przez King Diamonda. Taka informacja, dość niespodziewanie, pojawiła się w mediach społecznościowych.
– Po 40 latach zespół King Diamond oraz Andy La Rocque wspólnie zdecydowali o rozstaniu. Patrząc w przeszłość, robimy to z dumą, wdzięcznością i szacunkiem dla wszystkiego, co razem osiągnęliśmy. Wszystkie te niezliczone wspomnienia, które stworzyliśmy po drodze, zostaną z nami na zawsze. Nasza przyjaźń i wzajemny szacunek nigdy się nie zmienią i z całego serca życzymy sobie nawzajem wszystkiego, co najlepsze na przyszłość! – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Szwedzki gitarzysta odniósł się także do tej sytuacji na swoim profilu na Facebooku.
Krótka informacja ode mnie: jak wielu z Was już zauważyło, opuściłem zespół King Diamond. Odejście z "rodziny" po ponad 40 latach pełnych świetnej muzyki, przyjaciół i wielu wspaniałych wspomnień nie jest łatwą decyzją, ale wspólnie postanowiliśmy rozstać się w duchu szacunku i przyjaźni, życząc sobie nawzajem wszystkiego, co najlepsze na przyszłość!Nadszedł czas, abym ruszył naprzód z pełnym zaangażowaniem, pisał nową muzykę i grał na żywo z Lex Legion.Dzięki za Wasze wsparcie. Do zobaczenia na trasie! – napisał muzyk.
Wraz z wiadomością o odejściu legendarnego gitarzysty, zespół nie zostawił fanów w niepewności. Nowym gitarzystą w składzie grupy dowodzonej przez Kinga Diamond został Gus G, który w przeszłości grał u boku Ozzy'ego Osbourne'a. Grecki muzyk przejmuje pełnoprawną rolę w zespole: będzie komponował, nagrywał i wyruszy w nadchodzące trasy. – Gus nadal będzie kontynuował wszystkie swoje dotychczasowe projekty: Firewind, solową działalność itd. Żadnych ograniczeń, po prostu dokładne planowanie. Już teraz pracujemy z Gusem i po prostu nie mogę się doczekać, aż usłyszycie całą nową muzykę King Diamond z jego grą na gitarze – napisał King Diamond w mediach społecznościowych.
Co z nowym i długo oczekiwanym albumem Kinga Diamonda?
Fani Kinga Diamonda muszą od dłuższego czasu wykazywać się anielską cierpliwością. Czekają bowiem na następcę albumu Give Me Your Soul...Please już prawie... dwie dekady. O premierowym wydawnictwie, w przestrzeni medialnej, mówi się już jednak od dłuższego czasu.
W grudniu 2024 do sieci trafił nowy utwór Spider Lilly, który wcześniej mogli usłyszeć fani na koncertach w Ameryce Północnej. Była to pierwsza oficjalna zapowiedź nadchodzącego albumu. W trakcie występów muzycy wykonywali także inną premierową kompozycję, Electro Therapy. Diamond, w ubiegłorocznym wywiadzie dla magazynu Fistful of Metal, zapowiadał, że niebawem ukaże się kolejny singiel Lobotomy. Niestety, do tego wciąż nie doszło.
King Diamond dodał także, że pierwotnie ogłoszony tytuł albumu, czyli The Institute, uległ zmianie. – Zmieniliśmy go na "St Lucifer’s Hospital 1920" po rozpoczęciu trasy po Stanach Zjednoczonych. Bardzo możliwe, że na albumie znajdzie się utwór zatytułowany "The Institute". Mieliśmy wydać album w tym roku [czyli w 2025 - przyp. red.] i w rzeczywistości miał został on całkowicie ukończony przed koncertami w Europie, ale po prostu chcę się upewnić, że będzie to najlepszy materiał, jaki kiedykolwiek wydałem – przyznał wokalista.
Zespół powstał w 1985 roku z inicjatywy wokalisty i instrumentalisty Kima Benedix Petersena, znanego pod pseudonimem King Diamond. Nastąpiło to po rozwiązaniu formacji Mercyful Fate, której był współzałożycielem. Grupa King Diamond na koncie ma obecnie dwanaście studyjnych albumów.