Szczera rozmowa Keitha Richardsa dla magazynu "NME". Gitarzysta przyznał się do wciągnięcia prochów ojca
W kwietniu 2007 roku świat obiegła informacja, która wprawiła w osłupienie nawet najbardziej przyzwyczajonych do ekscesów fanów rocka. Keith Richards, legendarny gitarzysta zespołu The Rolling Stones, udzielił wywiadu Markowi Beaumontowi z magazynu "NME", w którym padło pytanie o najbardziej nietypową substancję, jaką kiedykolwiek zażył. Richards bez wahania opowiedział wtedy o zdarzeniu związanym z jego zmarłym tatą, Bertem. Muzyk stwierdził wprost, że po kremacji nie mógł się powstrzymać i wciągnął prochy ojca przez nos, dodając przy tym, że zmieszał je z kokainą. Ta krótka i niezwykle dosadna wypowiedź natychmiast trafiła na czołówki największych serwisów informacyjnych, od BBC po CNN, stając się tematem numer jeden w mediach na całym świecie.
Najdziwniejsza rzecz? Mój ojciec. Wciągnąłem mojego ojca. Został skremowany, a ja nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zmieszać go z odrobiną koksu. Mojego tatę by to nie obchodziło. Zszedł mi bardzo gładko, a ja wciąż żyję – stwierdził Keith Richards w trakcie rozmowy
Kiedy wybuchła medialna burza, otoczenie artysty próbowało ratować sytuację. Menedżerka zespołu, Jane Rose, oraz oficjalny rzecznik Bernard Doherty wydali oświadczenia, w których przekonywali, że cała historia była jedynie żartem obliczonym na 1 kwietnia. Sam autor wywiadu, Mark Beaumont, pozostał jednak przy swoim zdaniu. Dziennikarz publicznie zapewniał, że Richards w trakcie rozmowy był całkowicie poważny, a szczegóły, które podawał, brzmiały zbyt autentycznie, by mogły być tylko wymysłem na potrzeby chwili. Szybko okazało się, że próby wyciszenia sprawy przez współpracowników Stonesów nie przyniosły skutku, a legenda o wciągniętym ojcu zaczęła żyć własnym życiem.
Sadzenie dębu w posiadłości Redlands. Richards wyjaśnia, jak naprawdę wyglądał ten rytuał
Prawdziwe okoliczności tego zdarzenia wyszły na jaw dopiero kilka lat później, kiedy Keith Richards opublikował swoją autobiografię pod tytułem "Life". Muzyk wyjaśnił w niej, że sytuacja miała znacznie mniej imprezowy charakter, niż sugerował to pierwszy wywiad. Cała rzecz działa się w jego angielskiej posiadłości w hrabstwie Sussex. Richards kupił młody dąb, który chciał posadzić w ogrodzie, aby w ten sposób upamiętnić zmarłego w 2002 roku Berta. Plan zakładał, że prochy zostaną rozsypane pod korzeniami drzewa, jednak w trakcie otwierania pojemnika doszło do nieprzewidzianego incydentu. Silniejszy podmuch wiatru sprawił, że część pyłu wzbiła się w górę i opadła na ogrodowy stół.
Gitarzysta przyznał, że w tym momencie poczuł, iż zwykłe zmiecenie szczątków ojca ściereczką byłoby wyrazem braku szacunku. Zamiast tego postanowił zebrać pył palcem i po prostu go wciągnąć, traktując to jako formę intymnego pożegnania i zachowania cząstki ojca przy sobie. W książce "Life" muzyk doprecyzował również, że w tym konkretnym momencie pod dębem nie używał żadnych narkotyków. Przyznał, że jego wcześniejsza wypowiedź o kokainie była po prostu rockandrollowym skrótem myślowym i podkoloryzowaniem historii na potrzeby mediów. Pozostała część prochów spoczęła bezpiecznie pod drzewem, które do dzisiaj rośnie w Redlands i ma się bardzo dobrze.
Od trudnego rozstania do wielkiego powrotu. Skomplikowana więź Keitha i Berta Richardsa
Aby zrozumieć, dlaczego Keith Richards zdecydował się na tak nietypowy krok, trzeba spojrzeć na historię jego relacji z ojcem, która przez lata była bardzo trudna. Panowie nie rozmawiali ze sobą przez ponad 20 lat, a ich konflikt ciągnął się od lat 60., kiedy to Bert zostawił matkę Keitha i nie akceptował drogi życiowej, jaką wybrał jego syn. Sytuacja zmieniła się dopiero na początku lat 80. dzięki pomocy Rona Wooda, drugiego gitarzysty The Rolling Stones. To on zaprosił Berta na koncert zespołu w Nowym Jorku, co stało się początkiem wielkiego pojednania. Od tego czasu ojciec Keitha stał się nieodłącznym elementem tras koncertowych grupy, a obaj panowie utrzymywali bardzo bliskie kontakty aż do śmierci Berta w wieku 84 lat. To nadaje całej historii bardziej melancholijny i sentymentalny wymiar.
Polecany artykuł:
Słomka dla córek i dąb w Sussex. Co dziś dzieje się z pamiątką po ojcu muzyka?
Historia o wciągnięciu prochów na stałe weszła do kanonu muzycznych ciekawostek i do dziś jest chętnie przypominana przy okazji wywiadów. Sam Richards nie stracił swojego specyficznego poczucia humoru w tym temacie. Gdy w 2015 roku zapytano go, czy nie miałby nic przeciwko, gdyby jego córki, Theodora i Alexandra, zrobiły po jego śmierci dokładnie to samo, muzyk odpowiedział krótko, że chętnie zostawi im słomkę. Całe zamieszanie z 2007 roku zbiegło się również w czasie z premierą filmu "Piraci z Karaibów: Na krańcu świata", gdzie Keith grał ojca Jacka Sparrowa. Jego przyjaciel Johnny Depp był podobno zachwycony wyznaniem o prochach i uznał, że to najlepszy dowód na to, że Richards jest prawdziwym piratem również w rzeczywistym świecie.